Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje produktów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Recenzje produktów. Pokaż wszystkie posty

26 lipca 2016

Chusteczki Colour Catcher od K2r porażka w testach dla rekomenduj.to

Moja pierwsza kampania dla portalu Rekomenduj.to 
Byłam pełna nadziei, bo miałam już okazje testować różne chemiczne środki czy to Ariel, czy Lenor albo produkty do zmywania Fairy.
Niestety tym razem się okrutnie zawiodłam, ale poczytajcie o mojej historii.


Chusteczki Colour Catcher od K2r

Chusteczki Colour Catcher mają:
- zapobiegać farbowaniu się ubrań
- pozwalać na łączne prane ubrań o różnej kolorystyce
- sprawić, że ubrania dłużej pozostaną jak nowe

Dzięki temu skracają czas prania, bo ograniczają liczbę prań.

Zdarza się wam wstawiać pół bębna prania, bo więcej nie ma?
Mnie zdarza się to często, a te chusteczki miały być spełnieniem tej wizji.
Dopakowałabym pusty bęben pralki z jasnymi ubraniami przypadkowymi ciuchami wymagającymi prania i voila.

Chusteczka ma za zadanie przyciągać uwalniane podczas prania barwniki i brud. 
Należy umieścić ją na dnie, włożyć dowolne pranie i dodać detergent do prania. Po czym natychmiast po praniu wyjąć ubrania i chusteczkę.

W paczce ambasadorskiej znalazło się
- 15 opakowań po 10 sztuk chusteczek dla znajomych
- 1 opakowanie zawierające 20 sztuk chusteczek dla mnie
- 30 ulotek
- przewodnik ambasadora


Na pierwszy ogień postanowiłam wystawić najmniej inwazyjnych żołnierzy, mianowicie pościel.
W moim bębnie znalazły się dwa komplety pościeli (fioletowe i kremowe), które kiedyś już przeszło swoje pierwsze w życiu pranie oraz biała poszewka na jaśka, której najbardziej chyba byłoby mi żal, bo dopiero co ją dostałam. Poszewka na jasiak była więc nigdy nie prana.
Ryzyk fizyk pomyślałam, co najwyżej będzie mieć lekko fioletową barwę.

Umieściłam w bębnie 3 chusteczki, bo bałam się, że jedna nie zadziała. Producent zaznacza, że tak może się stać gdy pranie ma intensywny kolor. Włożyłam pranie. Wlałam płyn do prania i do płukania.


Po wyjęciu chusteczek z prania miały lekko szary kolor, a pranie nie zmieniło swojego koloru.  Pierwszy test był pomyślny. 

 
Moje jedyne zdjęcie w tej bluzce
Zupełny dramat rozegrał się po kilku dniach.

Wybrałyśmy sie na zakupy z siostrą do galerii handlowej.
W Sinsay kupiłyśmy sobie identyczne bluzki. Bardzo nam się spodobały.
Następnego dnia ubrałyśmy się w nie i od razu je polubiłyśmy. Nie żebyśmy jakieś mocno sentymentalne były, ale lubimy wygodne rzeczy.

Jeszcze tego samego popołudnia zdjęłam swoją bluzkę i postanowiłam ją uprać, bo następnego dnia pakowałam się do Włoch, a zależało mi by zabrać ją ze sobą na wyjazd.



Wrzuciłam bluzkę z innymi ubraniami do pralki, wcześniej dorzuciłam 3 chusteczki do prania Colour Catcher. Nie pomyślałam ani trochę, że mnie to spotka, bo zaufałam tym chusteczkom.

Po wyjęciu ubrań z palki już poczułam dziwny niepokój. Chusteczki nie były mocno zabarwione jedynie na leciutko różowo-szary odcień. 
Poszłam rozwiesić pranie na zewnątrz i stwierdziłam, że moja bluzka nie ma już tego koloru, który tak mnie urzekł w sklepie. 
Moja bluzka jest przeciętno-zblakło różowo-morelowego odcieniu, a przecież miała ten piękny pomarańczowo-morelowy kolor. 


Wkurzyłam się i już mi taka gula do gardła podeszła, która zwiastowała rozczarowanie i złość.
Próbowałam sobie to wytłumaczyć, że może jednak zmrok (bo było koło godz. 20:30) przyćmił moje spojrzenie i tak naprawdę gdy wstanie nowy dzień moja bluzka będzie znowu taka ładna...

Postanowiłam to sprawdzić. Poszłam po siostrę, która już wylegiwała się w łóżku i oglądała Projekt Lejdi z Rozenkową. Moja rozdarta natura mówi do niej: Gdzie jest Twoja bluzka?, ona odpowiada "W koszu na pranie"...
Biegnę do łazienki z nadzieją, że mama nie wstawiła prania i wydobywam z czeluści kosza tę morelową bluzkę o pięknym pomarańczowym odcieniu, nieco już pomiętą, w tem igła w sercu mi jakaś łomocze, że to nie może być prawda...
Biegnę na dwór, domierzam i... echo rozpaczy pozostaje tylko w moim sercu.


Zdjęcia poświadczają moją gorycz. Choć robione nieco po zmroku to nie da się ukryć, że odcień jest tak różny, że to aż nieprawdopodobne.
Moja bluzka dodatkowo posiada plamy, tu jaśniejsze tam ciemniejsze, nie widać tego na zdjęciu, ale uwierzcie mi, że już nigdzie w niej nie pójdę, chyba że do ogródka przecinać tuje.
Moja siostra w swojej bluzce

Ostrzegłam siostrę, ona uprała swoją już bez chusteczek i kolor się nie zmienił. 

Rzadko zdarza nam się kupować identyczne ubrania. Tym razem zaszalałyśmy a i tak po całym tym zajściu mamy dwie różne bluzki - ona piękną a ja wyblakłą w plamy.
Zajefajnie na tym wyszłam.

Osobiści uważam więc, że chusteczki posiadają jakiś dziwny składnik, który wyciąga kolor z ubrań. Na opakowaniu pisze, że nie uwalniają substancji chemicznych do wody, ale to nie jest tożsame z tym, że ich nie zawierają. 
Nie jest napisane również z czego się składają i z jakiego materiału są produkowane. 


Jak widzicie to moja najsmutniejsza kampania w jakiej kiedykolwiek wzięłam udział.
Nie winię w żaden sposób portalu rekomenduj.to, wręcz przeciwnie mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę mogła wziąć udział w innej kampanii, z której będę zadowolona.


PS. Przepraszam, że cały ten post wygląda jakby był przedrukiem z "Chwili dla Ciebie" albo czasopisma "Takie jest życie"

26 czerwca 2016

Somersby jabłkowe - moje ulubione piwo w kampanii Streetcom


Upał niesamowity
Można chłodzić się wodą z limonką, można kefirem.
Ale koniec końców gdy Euro na ekranach a wieczory spędzane w przydomowym ogródku - to najlepsze jest wtedy schłodzone piwo.

Dziś opowiem Wam o moim ulubionym piwie. O piwie, w którym zachwyciłam się na studiach.
Ile to razy ubolewałam nad tym, że mnie nie stać i brałyśmy inne - tańsze. Ale żadne nie smakowało jak....



Somersby, Apple Beer Drink 

Do kampanii piwa Somersby początkowo się nie dostałam.
Jednak zadzwoniła do mnie pani, że mogę wystartować w kampanii jeśli sobie ją kupię...
Nie pamiętam ile już punktów zostało potrąconych z mojego konta, ale pomyślałam sobie, że to produkt, który znam i lubię więc chyba warto.
Nie byłam pewna czy chodzi o jabłkową wersję, czy może o inną (a za pozostałymi dwoma dostępnymi na rynku nie przepadam) a może o zupełnie nową (widziałam na instagramie u ludzi z zachodu:D).
Postanowiłam zaryzykować i za pięć dni przyszła do mnie paczka.

Otwierania paczki odbyło się komisyjnie w obecności mojej mamy, siostry, mojego brata i narzeczonego.

Po otwarciu wieczka oczom ukazały się ładnie zapakowane puszeczki, puszka i butelki piwa Somersby. Wszystko odseparowane od siebie tak, by się nie poobijały.

Zobaczcie sami:


W paczuszcze od Somersby znalazły się:

  • 2 butelki o poj. 400 ml
  • 1 puszka o poj. 500 ml 
  • 24 małe puszki o pojemności 150 ml 
 oraz karta ambasadora uprawniająca do zniżkowych biletów do Multikina.

Piwo Somersby, które można spotkać w sklepie dostępne jest albo w puszce 500 ml albo w butelce 400 ml. Zazwyczaj cena ich jest taka sama, albo nawet nieco niższa w puszce.

To co wyróżnia Somersby spośród innych piw to delikatny i wyjątkowy smak piwa, który nie jest nachalny i typowo piwny lecz lekki, jabłkowy, mocno orzeżwiający, delikatnie kwaśny i musujący. 

Jeśli miałabym pić standardowe nie smakowe piwo, to nie wiem czy byłabym w stanie wypić choć jedno.
Z Somersby nie mam tego problemu:)

A dodać muszę jeszcze, że Somersby nie jest piwem typu "Radler", które ma niską zawartość %.
Somersby ma aż 4,5 % alko :) 

Udział w kampanii zapewnił wszystkim moim przyjaciołom mnóstwo świetnej zabawy.
I podtrzymuję moje zdanie sprzed kampanii:

Somersby to najlepsze piwo dostępne  na polskim rynku!

A czy Wy też doceniacie walory piwa Somersby?
A może spośród was jest jeszcze ktoś, kto się na nie nigdy nie skusił?


Somersby, piwo jabłkowe

Ocena: 6/6
Kupione w: paczka ambasadorska
Cena: od 3,49 do 4,29
Czy kupię jeszcze raz? TAK











26 maja 2016

Lion Peanut, Nestle

Lion w dzieciństwie był jednym z moich ulubionych batonów. No, może przebijał go tylko Picnic :)

Nie wiem co mi w nim tak bardzo smakowało.
Może po prostu to, że był taki światowy w czasach gdy sklepy jeszcze świeciły pustkami. Gdy mówiło się na niego po prostu Lion i czuło ten wstyd gdy pierwszy raz w reklamie padło "Lajon".

Doczekał się kilku wersji i teraz czas na jedną z nich

Lion Peanut, Nestle

Batonik ma bardzo podobne opakowanie jak standardowy, klasyczny Lion. Z tym, że zamieniono tu brązowy kolor papierka na rudo-pomarańczowy, który symbolizować ma orzeszki ziemne.

Na głównej dodatkowo umieszczono informację o wartościach kalorycznych dla jednego batonika.




Batonik z zewnątrz oblany jest czekoladą mleczną w średnio brązowym kolorze. Na wierzchu nieregularną powierzchnię tworzą pompowane ziarenka pszenicy klejone na karmel.

Batonik pachnie przyjemnie nutką czekolady i odrobiną karmelu.



Zabawnie wygląda w środku. Mamy wafelek przekładany orzechowym kremem. A cały oblany jest karmelem. Na karmelu ułożone są kawałki orzechów i dmuchane ziarna pszenicy. 
Całość oblana jest dość grubą warstwą czekolady, ale co ciekawe w smaku nie jest jej aż tak odczuwalnie dużo.

Spodziewałam się, że batonik który wyróżnia się od klasycznej wersji napisem "Peanut" powinien być mocno orzechowy z dodatkiem dużej ilości masła orzechowego.
Nie wiem dlaczego tak właśnie go sobie wyobrażałam.
Rozczarowałam się jednak bo batonik nie jest tak orzechowy chciałam, a solidna warstwa karmelu przytłacza smak i wafelka i kremu i nawet czekolady. 
Po prostu jest mega słodki i klejący. 

Niestety nie mój smak.

Lion Peanut, Nestle

Ocena: 3,5/6
201 kcal/1 baton (41 g) 
496 kcal/100 g
Kupione w: sklepik
Cena: ok. 1,49 zł
Czy kupię jeszcze raz? nie

17 maja 2016

Jogurt kremowy z jeżynami, z truskawkami, Amores (Biedronka)

Hej

dziś chciałam wam zaprezentować dwie wersje (z dostępnych trzech) jogurtów kremowych Amores dostępnych w sieci sklepów Biedronka. 

Te dwie wersje to akurat wersje smakowe: jeżynowa oraz truskawkowa. 
Wspominałam o trzeciej wersji, ale ta akurat jest po prostu kremowa i nie wzbogacona o żaden dodatek smakowy.






Jogurt kremowy z jeżynami, z truskawkami, Amores (Biedronka)


Oba warianty są tak samo opakowane  w papierowe kartoniki.
Kolorystyka identyczna wyróżnia ich tylko określenie smaku przedstawione w ramce i otoczenie owoców charakterystycznych dla danego smaku.

Jogurty są tak solidnie opakowane, że tak naprawdę nie wiadomo czego się spodziewać w środku.
Rąbek tajemnicy uchylają okienka znajdujące się na dole i na górze opakowania. Na górze podejrzeć możemy, że wieczko to bardzo ładne złotko. Na dole natomiast można spostrzec, że warstwa owoców nakryta jest jogurtem.

Każde opakowanie mieści 2 jogurciki po 125 g. Co daje 250 g produktów w dwóch słoiczkach.
Jogurt z truskawkami



Oba jogurty umieszczone zostały w identycznych opakowaniach.
Są to urocze słoiczki bez pokrywki z szlifowanym rantem.
Mają niewielką pojemność i z pewnością także i u was znajdą ponowne wykorzystanie np. jako świeczniki :) 
Jogurt z jeżynami
Pokryte są równie uroczym złotkiem, kto starszak ten pamięta, że w takie pokrywki miały dawniej śmietany i mleka w butelkach. 


Jogurt z jeżynami
Formuła jogurtów nie różni się jeśli chodzi o warianty. W obu jest taka sama. Na górze gęsty jogurt naturalny. Na dole w warstwie ok. 1-1,5 cm znajduje się warstwa konfitury owocowej.
Jogurt jest w kolorze idealnej bieli.
Ma gęstą, kremową konsystencję. Nie opada z łyżeczki.
Nie jest słodki, w smaku odrobinę kwaskowaty.
Generalne raczej średniak wśród jogurtów naturalnych. 

Jogurt z jeżynami
Jogurt w wariancie jeżynowym ma ciemno bordową barwę. Na jego spodnią warstwę składa się frużelina w której zatopione są owoce. Smak jest naprawdę ciekawy. Kwaskowy i troszkę cierpki. W konfiturze zatopione są sporej wielkości kawałki jeżyn. Naprawdę jestem zaskoczona, nie spodziewałam się, że będą tu całe owoce, raczej dałabym sobie głowę uciąć, że będzie tu sama żelatyna z sokiem i barwnikiem.
Smak jaki uzyskamy po połączeniu jest naprawdę fajny. Przypadnie do gustu wszystkim tym, którzy uważają, że owocowe jogurty są zbyt słodkie.
(serio?)

Jogurt z truskawkami
Wariant truskawkowy ma jaśniejszą barwę. Jego konsystencja jest także inna, bardziej przypomina dżem truskawkowy.
W jego wnętrzu także zatopione są kawałki owoców.
Ten dodatek do jogurtu jest też bardzo, bardzo słodki.
Cały jogurt po wymieszaniu z neutralnym jogurtem wcale nie niweluje tej słodkości. Nadal świszczy cukier po zębach.
Samą owocową warstwę można porównać do domowego dżemu truskawkowego. Jest słodko, aczkolwiek w smaku bardzo naturalnie.


Jogurt z jeżynami
Nie jestem przekonana czy powrócę do tych jogurtów jeszcze kiedyś. W zasadzie do jeżynowego nic nie mam. Był bardzo dobry. Truskawkowy zbyt mocno mnie zasłodził, bym kupiła go ponownie.
Jednak w ostatecznym rozrachunku nie przypadły mi one do gustu tak by stały się moimi naj. 
Jogurt z truskawkami
Kwestia techniczna - nawet plastikowa łyżeczka pociągnięta po brzegach słoiczka skrzypi... brrr... 


Jogurt kremowy z jeżynami, z truskawkami, Amores (Biedronka)
Ocena: 
- jeżynowy: 3,5/6
- truskawkowy 3/6
- jeżynowy145 kcal/1 kubeczek (125 g) 
116 kcal/100 g 
- truskawkowy 137 kcal/1 kubeczek (125 g)
Kupione w: Biedronka
Cena: ok. 2,99 zł
Czy kupię jeszcze raz? nie

7 maja 2016

Granola orzechowa, Sante

Bardzo lubię granolę, od czasu do czasu robię ją sama, ale do stałych zapasów przyznać się nie mogę.
Dlatego postanowiłam wypróbować te od Sante.
Kupiłam dwa opakowania w różnych smakach, na pierwszy ogień poszła właśnie ta :)

Granola orzechowa, Sante


Granola o smaku orzechowym umieszczona jest w saszetce o gramaturze 50 g. 
W ofercie można znaleźć także opakowanie o większej wadze350 g.

Opakowanie koloru zielonego, czyli charakterystyczne dla orzechowych wariantów ktoś mi wytłumaczy dlaczego orzechy przyporządkowane są do zielonego opakowanie to będę rada :) (czy to przez orzechowe łupinki?)
Na opakowaniu wyjaśnione jest także, że orzechowa wersja granoli posiada jednak bogatszy smak, bo nie jest jedynie orzechowa, a kokosowo-orzechowa.
Na głównej stronie jest wyjaśnienie dla tych co nie wiedzą co znaczy granola (, czyli: chrupiące płatki zbożowe.

Na głównej mamy też dokładne GDA dla porcji.

Z tyłu wszystkie inne pożądane informacje wraz z dokładnym opisem produktu.

Granola ma średniej wielkości pozlepiane kuleczki zbożowe o raczej nieregularnym i wystrzępionym kształcie.  W głównej mierze na składniki zbożowe składają się płatki owsiane ale także dwa rodzaje mąki i kaszka kukurydziana.
Dodatkowo na granolę składają się niewielkie kawałki orzechów laskowych i płatki kokosowe ( już o różnej wielkości i małe i większe)
Granola ma złocisty kolor. Wygląda dość przyjemnie. 

Płatki mają ładny zapach, ale spodziewałam się lepszego. Jednak czuć tu troszkę taki zatęchły aromat. Najbardziej wyczuwalna w zapachu jest ta posypka miodowa (z cukru trzcinowego, melasy trzcinowej, inuliny ale i niestety z syropu glukozowego). Następnie uwalnia się dośc intensywny aromat orzechów laskowych. Natomiast nuta kokosowa jest już niemal niewyczuwalna.

Granola jest na szczęście nie mocno słodka, jedynie leciutko otoczona słodkim posmakiem.
Przyjemnie chrupie w zębach, według mnie dskonale smakuje zarówno dodana do jogurtu jak i jedzona na sucho.
Ogólnie sprawiła na mnie dość dobre wrażenie i chętnie sięgnę po nią po raz kolejny 
Oczywiście mogłabym się czepiać, że mogłaby pachnie

ć bardziej orzechowo i mieć większe cząstki orzechow czy więcej kokosa, ale przecież nie oto chodzi, bo generalnie ta granola bardzo mi posmakowała,.

płatki owsiane, mąka jęczmienna, mąka kukurydziana, kasza kukurydziana, nierafinowany cukier trzcino, tłuszcz palmowy, syrop glukozowy, orzechy laskowe 3,5 %, płatki kokosowe 1,9%, melasa trzcinowa inulina, sol himalajska, aromat, węglany sodu cukier, lecytyny, sól, ekstrakt słodu jęczmiennego

Granola orzechowa, Sante

Ocena: 4,5/6
218 kcal/1 porcja (50 g) 
436 kcal/100 g
Kupione w: Carrefour
Cena: ok. 1,69 zł
Czy kupię jeszcze raz? tak

5 maja 2016

Benissimo mleczno-orzechowy, Tastino (Lidl)

Wiele firm próbuje prześcignąć lub dogonić Kinder z jego nieśmiertelnym i wręcz boskim wafelkiem Bueno.

Tu kolejna wariacja na temat tej kultowej słodkości

Benissimo mleczno-orzechowy, Tastino (Lidl)

 Benissimo choć zapewne udawać miało rodzeństwo Kinder Bueno to jednak w grafice nie przypomina tego sławniejszego braciszka.
Opakowanie fajne i takie ludowo-nowoczesne. Z jednaj strony jakby płócienne z drugiej strony wcina się biel a wszystko to przepasane kawałkiem kraciastego materiału. Wszystko to jedynie jest nadrukiem i nie dostaniemy tu aż tak ekskluzywnego opakowania na jakie jest stylizowane.
Benissimo zawiera podobnie jak Bueno dwa wafelki. 
Jeden wafelek ma wagę 23 g. Natomiast w paczce ogółem znajdziemy 46 g produktu.
Wafelki te identycznie jak Bueno opakowane są dodatkowo z osobna w przezroczystą folię. Dzięki temu nie mają szans się ze sobą skleić czy roztopić.


Wafelek ma kształt prostokąta i składa się z 4 kwadracików podzielonych poprzez dolinki w wafelku. 
Górną warstwę wafelka stanowi mleczna czekolada w dość ciemnej barwie a na jej wierzchu umieszczono polewę z ciemniejszej czekolady tworzącą strużki na całej szerokości.

Pod czekoladą znajduje się opłatkowy cienki wafelek, nie jest on waflowato-karbowany w całkiem gładki. Wafelek ma bardzo jasny niemal beżowy kolor.

Wewnątrz wafelka znajduje się kremowe, dość gęste nadzienie. 
Ma ono także delikatną barwę w kolorze ecru

Wafelek pachnie lekko orzechowo-waniliowo i zdecydowanie czekoladowo. Nie jest to aż tak intensywny zapach jak w popularnym odpowiedniku.

Czekolada oblewająca wafelek nie jest zła, w zasadzie mogłabym powiedzieć, że jest dobra, ale szaleństwa nie czyni. Po prostu smaczna i tyle.
Wafelek jest suchy i kruchy. Przyjemnie trzeszczy przy nagryzaniu, nie odłamuje się kawałkami. To naprawdę chyba największy atut Benissimo. 
Krem nie jest prawie wcale orzechowy, zdecydowanie mdławo-mleczny, zbyt tłusty i mazisty. Nie rozpływa się w ustach tylko rozlepia po podniebieniu. Spodziewałam się czegoś lepszego po nadzieniu, wszak w Kinder Bueno jest ono sercem wafelka. A tu nie mogę powiedzieć, że cokolwiek z sercem ma wspólnego.
Wafelek jest umiarkowanie słodki, mniej słodszy od Kinder Bueno, co może tu jest akurat pozytywnym akcentem, bo jednak Bueno jest o wiele za słodkie dla mojego smaku. 
Generalnie temu wafelkowi droga od żołądka do serca jest daleka.

Polecam kupić tego wafelka jedynie w przypadku gdy nie znajdziecie wokół siebie żadnego spożywczaka w którym dostępny będzie  Kiner Bueno , albo jak wam zabraknie w prtfelu ok. złotówki a ból na buenopodobne coś będzie nieziemski.

Benissimo mleczno-orzechowy, Tastino (Lidl)
Ocena: 3/6
124 kcal/1 batonik (23 g)
Kupione w: Lidl
Cena: ok. 1,59 zł
Czy kupię jeszcze raz?nie

2 maja 2016

Svalja - batonik twarogowy w belgijskiej czekoladzie (jagodowy i z galaretkami)

Nie mam w swojej wiejskiej i sielskiej okolicy Almy, więc wyobraźcie sobie jakie zakupowe szaleństwo mnie ogarnęło gdy będąc na wypadzie w górach trafiłam do Almy w Nowym Targu.

Chciałam wziąć wszystkie, a jest ich nie mało. Natomiast ze względu na niezbyt długą datę ważności musiałam się ograniczyć do dwóch.

Svalja - batonik twarogowy w belgijskiek czekoladzie z jagodami i z galaretkami

Batoniki opakowane są kolorowe opakowania właściwe dla swoich smaków, więc na półce bez obaw nie pomylimy je z żadnymi innymi. Wersja z galaretkami ma kolor pomarańczowy, natomiast wariant jagodowy jest w fioletowym opakowaniu.

Na stronie głównej najważniejsza jest nazwa produktu, ale po prawej stronie zaraz znajduje się określenie smaku.
Na głównej stronie znajduje się także informacja, że przechowywać należy go w lodówce.
Na odwrocie natomiast wszelkie inne informacje potrzebne konsumentowi.

Oba batoniki mają wagę 40 g.

Jednak jak możecie zauważyć batoniki choć podobnej grubości nie mają jednakowej długości. Jagodowy jest nieco dłuższy niż galaretkowiec.
Pewnie fakt nie do wychwycenia gdybym jadła je z osobna.

Batoniki oblane są ciemną czekoladą. Czekolada wygląda na matową, co często mozecie zaobserwować nawet wkładając zwykła tabliczkę do lodówki.
Po wyjęciu czekolada się poci i pojawiają się na niej kropelki pary.
Posiada drobne nierówności, małe kolce tudzież pryszcze, ale generalnie wygląda jak wszelkiego rodzaju twarogowe batoniki.
Tu dowiozłam je w całości choć w torebce i prawie przez 400 km do domu. A czesem zwykłego batonika twarogowego innych marek gdy niosę ze sklepu 5 minut to całego wykruszę.
Więc muszę dać mu dobrą ocenę za solidne wykonanie bo niemal nigdzie nie popękał, troszkę się mu ścianka ukruszyła (ale na zdjęciach to ukryłam)

Oba batoniki mają podobną strukturę: twarogową, ale nieco zżelowaną w środku. Przypominają piankowe wnętrze, ale nie są puszyste a raczej zwarte.

Batonik jagodowy ma delikatną fioletową barwę a w jego wnętrzu nie pojawiają się żadne niespodzianki.

Batonik z galaretkami ma natomiast w swoim wnętrzu maleńkie kafelki z galaretek w różnych kolorach (żółty, czerwony, zielony).

Oba batoniki są bardzo smaczne. Niezbyt słodkie i delikatnie kwaskowe. W jagodowym wyraźnie czuć posmak jagód i jest naprawdę pycha, bo ja jagody uwielbiam. Galaretkowy batonik ma delikatnie waniliowy posmak, ale jest on bardziej mleczny w smaku niż poprzednik.

Batoniki wybornie współgrają z ciemną nieco gorzką czekoladą. 

Skład (jagodowy): Twaróg 57%, czekolada belgijska 18%٭, wsad jagodowy 13%٭٭, cukier, masło.
Masa kakaowa minimum 50% (cukier, masa kakaowa, masło kakaowe, tłuszcz mleczny, pełne mleko w proszku, emulgator: lecytyna (z soi), naturalny aromat waniliowy).
** Cukier, jagody 40%, substancja zagęszczająca: pektyna, aromaty, regulatory kwasowości: kwas cytrynowy, cytryniany sodu; barwnik: antocyjany.
Może zawierać śladowe ilości orzechów.

Skład (galaretkowy): Twaróg 47%, czekolada belgijska 18%٭, cukierki galaretki 18%٭٭, cukier, masło, masa kakaowa minimum 50% (cukier, masa kakaowa, masło kakaowe, tłuszcz mleczny, pełne mleko w proszku, emulgator: lecytyna (z soi), naturalny aromataromat waniliowy), cukier, syrop glukozowy, żelatyna, regulator kwasowości: kwas cytrynowy, substancja zagęszczająca: agar, substancja glazurująca: wosk carnauba, wanilina.


Skład batonów nie jest najgorszy, nie ma tam nic groźnego pomimo być może dziwnie i obco brzmiących nazw. Jedynie baton z galaretkami ma mniej twarogu a dodatkowo jeszcze syrop glukozowy.
Oba batony są dość bogate w tłuszcze.

Na pewno jeszcze raz będąc w Almie zakupię kolejne smaki i pewnie kiedyś jeśli powrócę to na pewno do jagodowej wersji. 

Svalja - batonik twarogowy w belgijskie czekoladzie (jagodowy i z galaretkami)
Ocena:
- jagodowy (5/6)
- z galaretkami (4/6)
ok. 140 kcal/1 batonik (szczegóły w tabelce)
Kupione w: Alma
Cena: ok. 1,89 zł
Czy kupię jeszcze raz? tak (i inne smaki na pewno)

28 kwietnia 2016

Vilvi Yoga, Jogurt z pigwą, dynią i płatkami zbóż

Zobaczyłam go na instagramie.
Zapragnęłam go mieć, zapytałam więc gdzie dostanę i już w tydzień później z mej wioski powędrowałam do miasta wojewódzkiego by nawiedzić Piotra i Pawła i kupić ten oto jogurt.

Vilvi Yoga, Jogurt z pigwą, dynią i płatkami zbóż
Wzbogacony w błonnik

Jogurt Vilvi umieszczony jest w białym dużym kubełku o pojemności 200 g. Kubełek odziany jest w tekturową etykietkę. Nakryty jest aluminiowym wieczkiem.
Już samo opakowanie przyciąga wzrok. Odwrócone kolory, prostota i jakaś słowiańskość zachęca do zakupu. 
To co przykuwa wzrok to dorodna dynia..

Informacje na kubełku są także w języku polskim bo jak pewnie wiecie, Vilvi to litewska firma.

Jogurt jest dość gęsty, ale nie jest to typowy sztywny jogurt w typie greckiego, lecz taki standardowy ale dodatkowo zagęszczony przez owoce i zboża.

Ma lekko kremową barwę. 
Posiada jogurtowy zapach niewskazujący tak naprawdę na żaden smak. 

W jego wnętrzu przebijają się ziarna zbóż, ale jest ich sporo porównując do znanych jogurtów, bo aż 16 % przy czym w polskich popularnych markach oscyluje się od 0,8 do jakichś 6-7%.

Chciałam uświadczyć tu tych oryginalnych smaków. Chciałam zjeść dobrą pigwę i przekonać się do dyni w jogurcie. Natomiast to na co liczyłam, czyli kawałki owoców chyba gdzieś popłynęły. Widocznie do wyprodukowania jogurtu użyto musu/puree bo niestety śladowe pomarańczowe plamki są, ale kawałków owoców nie ma.


Nie jadłam nigdy pigwy, dynię uważam za neutralne warzywo. Smaku jakiegokolwiek wyrazistego czy przeważającego nie wyczułam. 
Owszem coś tam delikatnego się pojawia, ale to nie to na co liczyłam.
Za to sam jogurt jest dość kwaśny o smaku raczej kefirowym niż delikatnym i aksamitnym.

Kupując ten jogurt spodziewałam się szału i uniesienia. Dostałam raczej przeciętny jogurt o kwaśnym smaku.  Skład mimo, że jest całkiem w porządku, bo najpierw pojawiają się naturalne produty, to niestety później zjawia się też karagen, ja nie do końca potrafię go w żywności zaakceptować.
Dodatkowo jogurt nie ma niskiej ceny, więc już troszkę burżuazją jest dawać 4 zł za przeciętny w smaku jogurt.

pasteryzowane mleko odtłuszczone, pigwa, dynia i płatki zbóż 16% (oligofruktoza 35%, pigwa 20%, woda, cukier, dynia 10%, płatki owsiane 5%, płatki jęczmienne 5%, skrobia kukurydziana modyfikowana, stabilizator karagen, aromaty, regulator kwasowości kwas cytrynowy), śmietanka, cukier, stabilizatory: skrobia kukurydziana modyfikowana, żelatyna, pektyna; zakwas bakterii jogurtowych.




 Vilvi Yoga, Jogurt z pigwą, dynią i płatkami zbóż
Ocena: 3/6
99 kcal/100g
198 kcal/1 kubek (200g)
Kupione w: Piotr i Paweł
Cena: ok. 3,69 zł/
Czy kupię jeszcze raz? raczej nie