22 września 2016

Fit kakaowo-bananowy mug cake, bez mąki i bez cukru


Do jego przygotowania potrzeba niewielu składników. I mikrofala :)
W smaku pychotka. 
Wybierzcie dojrzałe banany, albo kupione odstawcie na 2-3 dni na parapet, to sprawi, że ciacho będzie słodziutkie.

  • 1 jajko
  • 1 banan
  • 0,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka kakao 
  • 3 łyżki mleka 
 1. Banana rozgnieść.
2. Jajko roztrzepać.
3. Wszystkie składniki połączyć.
4. Przelać do miseczki i piec 4 minuty w mikrofalówce



Tymczasem u mnie:
Nawał pracy, nadrabianie zaległości, wstrętne zmęczenie i tyle chyba :)
Gdy wracam koło 17 z pracy od razu idę spać, budzę się koło 18-19 i już niewiele jestem w stanie zrobić.
Mam nadzieję, że u was lepiej :)
Przepraszam, że nie odwiedzam was tak często jak kiedyś, może się to niedługo ustabilizuje :)


19 września 2016

Układanka z uczuć, Małgorzata Garkowska


Są książki, które już z okładki mówią o swojej wyjątkowości.
Gdy patrzę na tą okładkę widzę siebie :) Sobotni poranek, aromatyczna filiżanka, kobieta w męskiej koszuli (co prawda ja nie preferuję tego rodzaju odzienia:P) zapatrzona w okno, taka która przystaje na chwilę, zatapia się w przeszłości i próbuje coś wykrzesać z przyszłości.
Do tego piękne turkusowe litery.
Piękna okładka. Dawno już żadna tak mnie nie urzekła :)

Paweł goszcząc na wernisażu dostrzega na obrazie niesamowicie piękną dziewczynę. Postanawia za wszelką cenę dowiedzieć się kim jest ta zjawiskowa istota. 
Agnieszka jest młodą dziewczyną, która mieszka na wsi z rodzicami. Ze względów finansowych i rodzinnych nie poszła na studia. Jej życie tkwi w martwym punkcie, bo jej chłopak Piotrek właśnie dostał się na wymarzony kierunek i opuścił rodzinne strony.
Agnieszka pozuje młodemu studentowi ASP by zarobić na własne wydatki. 

Paweł zakłada się z przyjacielem, że zdobędzie dziewczynę z obrazu. 
Gdy poznaje Agnieszkę zakład nie jest już najważniejszym celem jaki sobie założył.
Dziewczynie imponuje zainteresowanie nieco starszego faceta, który przyjeżdża świetnym samochodem, ma dochodową kancelarię, własny, luksusowy dom i bogatą rodzinę. 
Dla Agnieszki ślub z Pawłem to szansa na lepsze życie, na wyrwanie się z wioski i odetchnięcie innym powietrzem.

Związek dwojga nie podoba się rodzicom Agnieszki, którzy nie widzą Pawła jako zięcia. Wyczuwają, że chłopak ma złe zamiary. Paweł tymczasem nalega na ślub, który jest dla niego niczym tort, z którego będzie wykrawał smakowite kawałki: będzie miał piękną żonę, która nie będzie miała zbyt wielkich wymagań i wiele do powiedzenia, urodzi mu dziecko, a po ślubie Agnieszka odziedziczy po ojcu świetnie zlokalizowane działki.

Tuż przed ślubem umiera ojciec dziewczyny, a Agnieszka nie zamierza odwoływać wydarzenia. Matka obraża się na dziewczynę i zrywa z nią kontakt.

Agnieszka po ślubie zostaje zamknięta w złotej klatce. Ma pięknie wyglądać, zakładać markowe ciuchy, poprawiać makijaż i być dobra w łóżku. To wszystkie wymagania jakie stawia jej mąż. Dziewczyna ma gosposię, więc nawet nie musi prać, prasować czy gotować.
Paweł po ślubie staje się mężem-tyranem. Wydaje rozkazy i nakazuje Agnieszce, chce seksu, a gdy dziewczyna się sprzeciwia bierze siłą, co do niego należy. Po wszystkim wyśmiewa ją gdy zrozpaczona płacze.
Agnieszka z dnia na dzień staje się bardziej wyobcowana i bierna, gdy odkrywa, że Paweł nie zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia jak myślała, tylko wygrał ją "w zakładzie" chce uciec, jednak nie ma dokąd i nie dysponuje żadnymi pieniędzmi. Paweł by załagodzić jej stan kupuje jej prezenty i rekompensuje straty wyjściami do modnych restauracji. Dziewczyna widzi coraz więcej, ale stara się przymykać oczy na otaczającą ją rzeczywistość. Wie, że Paweł ma kochankę, ale nie robi sobie z tego nic, prócz własnych wyrzutów.
Nie robi mu awantury nawet gdy zabiera je na weekend do Lublina do tego samego hotelu i wędruje z łóżka jednej do drugiej.
W Lublinie gdy Paweł załatwia biznesy z kochanko-sekretarką Agnieszka spacerując po ulicach miasta spotyka Piotra, swoją dawną miłość.

To spotkanie po latach na dobre skomplikuje życie całej czwórki. 

Powieść Układanka z uczuć to debiut Małgorzaty Garkowskiej. Nie mogę powiedzieć nic innego niż to, że jest to debiut tak cudowny, że aż ciężko uwierzyć, że to pierwsza powieść. 
Niebywały psychologizm - autorka tak przedstawia losy bohaterów, że z każdym rodziałem chcemy coś zmienić w ich życiu, a gdy dochodzimy do wniosku, że nie mamy na to wpływu, staramy sie zrozumieć dlaczego postępują tak a nie inaczej. 

Jeśli życie Agnieszki to obraz, jestem pewna, że musiał namalowany być łzami. 



Układanka z uczuć, Małgorzata Garkowska
Moja ocena: 10/10
Średnia ocena z lubimyczytac.pl: 8/10

 

  • Po przeczytaniu tej książki zyskałam 2,7 cm do akcji "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu"
Pozostało mi jeszcze: 96,4 cm

 Przeczytaj moją recenzję na BookHunter.pl
 

17 września 2016

Subtelność pod prysznicem z produktami Le Petit Marseillais

Dziś chcę opowiedzieć Wam o kampanii Le Petit Marseillais, to już mój trzeci raz gdy zostałam #AmbasadorkaLPM
Nie muszę mówić, że po raz kolejny jestem dumna, że mogłam być wśród osób, które znamienicie tworzą ten wyjątkowy krąg :)
Pierwsza kampania była dla mnie cudownym doświadczeniem, druga nieco mnie rozczarowała, bo prócz produktów dla mnie nie dostałam nic dla moich przyjaciółek.
Okazało się, że na kolejną kampanię nie trzeba było długo czekać. Pomino tego, że bardzo zachęcałam moje koleżanki, to tylko mnie udało się dostać do kampanii.



Paczuszka, w której przyszły produkty do mycia ciała jak zwykle zachwycała wyglądem. Prowansko-rustykalny styl pudełka, to coś co lubię. Każde pudełko z kampanii znajduje u mnie kolejne zastosowanie. Trzymam w nich kosmetyki, których jeszcze nie użyłam a ostatnie... sami będziecie świadkiem jak skończyło :)


Królem tej kampanii został kremowy żel pod prysznic Malina i Piwonia.


Żel zamknięty jest w prostokątnej buteleczce znanej już z pierwszych kosmetyków jakie wypuściło LPM na polski rynek. 
Balsam umieszczony w buteleczce o pojemności 250 ml. Opakowanie słodko-różowe co już przyciąga do niego moją uwagę. Ma białą dużą nakrętkę i otwiera się na klik :)
W środku znajdziemy kremowy żel o mleczno białej barwie. Jest dość gęsty i bardziej balsamiczny niż żelowaty.


Obawiałam się nieco tego połączenia, bo o ile piwonie lubię i cale trzy krzaczki mam pod oknem mojej sypialni o tyle za mailinami nie przepadam. W zasadzie nic co malinowe do mnie nie przemawia.
Już po otwarciu buteleczki okazało się, że zapach jest bardzo intensywny i... przyjemny. Nic z moich domysłów o mdławym zapachu się nie sprawdziło. Zapach jest piękny i pudrowo-perfumowy a do tego lekko orzeźwiający. To zdecydowanie trafne połączenie. Dawno nic w mojej łaziece nie pachniało tak ładnie :)

Żel jest wydajny, kremowe żele z LPM mają to do siebie, że nie zużywa ich się tak szybko jak zwykłych. Już niewielka ilość wystarczy by wytworzyć dostateczną pianę.

Ogromną zaletą tego żelu, jest długotrwały i piękny zapach po umyciu :)

Kolejnym intrygującym z nazwy kosmetykiem jest krem do mycia, który ma za zadanie intensywnie nawilżyć skórę. '


Buteleczka w kolorze białym, opakowanie klasyczne dla serii mocno pielęgnujących kosmetyków LPM, zdecydowanie najwygodniejsze jeśli chodzi o formę. Idealnie dopasowane do dłoni z małym klikającym wieczkiem. Ten guziczek czasem trudno odetkać, gdy ma się śliskie i mokre dłonie pod prysznicem.

Produkt ma kremową i gęstą konsystencję, jest podobny do kremowego żelu, lecz minimalnie bardziej gęsty. Posiada również mleczno-białą barwę.

Zapach przypomina nieco miód akacjowy. Dominujący składnik bowiem to akacja, a także masło shea.
Jeśli chodzi o ten drugi składnik, to samo masło w strukturze tego kremu nie jest aż tak wyczualne.
Niestety jest to produkt, który zapachem mnie nie uwiódł. Mdlący, lekko nużący i przytłaczający zapach okazał się nie zachwycać ani mnie ani członków mojej rodziny.

Podczas kąpieli lekko się pieni, tworzy na skórze wyraźną kremową powierzchnię.

Zdecydowaną zaletą tego kosmetyku jest nawilżenie, po którym nie trzeba już używać balsamu.

 Ostatni kosmetyk z kampanii to balsam do mycia, który za zadanie ma maksymalnie odżywić skórę.

Umieszczony jest w podobnej jak krem buteleczce, tyle, że kolor butelki to tym razem pudrowy róż.

Głównymi składnikami balsamu pod prysznic jest masło arganowe, wosk pszczeli i olejek różany.

Kolor produktu jest niemal identyczny jak w przypadku powyższych: mleczno-biały. Jego struktura także nawiążuje do poprzedników. Jest delikatnie lejący, ale wciąż gęsty i mocno kremowy.

Zapach produktu od razu przywodzi na myśl lekko rozwinięte pączki róży. To wzbogacony o pudrowe nuty zapach wody różanej, delikatny i dziewczęcy.
Taki zapach naprawdę do mnie przemawia.
Uwielbiam go używać przed randką :) pozostawia subtelny zapach i sprawia, że skóra staje się wyjątkowo miękka.


Podsumowując kampanię, chcę powiedzieć, że doświadczyłam kąpieli wśród trzech zdecydowanie rożnych, a jednak wyjątkowych produktów.
Każdy z nich doskonale spełnia obiecane zadanie.
Wśród nich na pewno na stałe zagości Malina-Piwonia oraz pielęgnujący balsam pod prysznic z olejkiem różanym.

Raczej nie spotkam się ponownie z kremem do mycia, tylko dlatego, że ten zapach zupełnie się do mnie nie dopasował.

Jak to dawniej bywało tym razem nie zapomniano o osobach mi bliskich i postanowiło LPM uszczęśliwić też moje przyjaciółki, ciocie i inne bliskie mi osoby.



Obiecałam też, że pokażę kto przejął moje pudełko.


Jak widzicie ja znalazłam wewnątrz świetne produkty pod prysznic a mój Bento odkrył, że pudełko może być świetną platformą do kociego prysznica. I chyba oboje jesteśmy zadowoleni :)