22 maja 2017

Organiczny szampon z olejkiem kofeinowym, O'right - odjechany!!!

Byliście kiedyś tak mocno zaskoczeni i podjarani jakimś produktem jednocześnie?
Ja właśnie tak miałam przy okazji tego szamponu. 

 O tym, że kocham kawę i nie mogłabym bez niej istnieć mówiłam nie raz. 

A teraz w moje ręce trafił zupełnie wyjątkowy produkt, szampon z linii Tree in the Bootle marki O'right od Organics Beauty


Szampon stworzony został przez tajlandzką markę. 
Jego idea to kawa, kawa i jeszcze raz kawa. 

Zacznę od tego co najbardziej dziwne i szokujące, ale urocze i intrygujące. 

Widzicie tę butelkę. Otóż w całości została wykonana z kawy. Tak! Ta butelka jest organiczna i w całości biodegradowalna. Jej struktura wykonana jest z kawowych fusów i choć bardziej matowa i elastyczna to w niczym nie odbiega od plastikowych butelek. Jakość ta sama, a biorąc zbawienny wpływ na środowisko, zdecydowanie lepsza. Bałam się, że trzymana pod prysznicem butelka może się rozpuścić, zacząć przepuszczać szampon, ale to jednak się nie stało. Korek, a raczej zatyczka wykonana jest z bambusa i jedyny problem to taki, że w podróż nie zabierzesz butelki bo wszystko się wyleje

Gdy odwrócimy butelkę zobaczymy, że posiada ona korek. W jego wnętrzu ukryte jest ziarno kawy, które po zużyciu szamponu można włożyć do ziemi wraz z butelką i po pewnym czasie cieszyć się własnym krzaczkiem kawy. Nie wiem na ile to realne w naszych polskich warunkach, ale chyba wcale... Nie mniej nie mogę się już doczekać, kiedy zasadzę je na grządce :) 

Szampon ma delikatną cytrynowo-pszeniczną barwę. W zapachu da się wyczuć delikatnie cytrusowe nuty i o dziwo, nie pachnie wcale kawą. Spodziewałam się kofeinowego zapachu jednak ten równie mocno stawia na nogi.

Ma nieco rzadszą i delikatnie oleistą konsystencją. Daje przyjemne uczucie gdy naleje się go na dłoń. Doskonale rozprowadza się na włosach i świetnie się pieni.

Szampon jest tak  rewelacyjny, że można go śmiało używać bez odżywki. Doskonale nawilża i wygładza włosy, znacząco je odżywia, sprawia, że stają się lśniące i sypkie.
Przy moich kręconych i zawsze prostowanych włosach mam ogromne wymagania co do szamponu, ale już dziś wiem, że ten będzie numerem jeden. 


Cena: 120 zł / 400 ml (http://organicsbeauty.pl/)
Ocena: 6/6


Za przetestowanie szamponu dziękuję Michałowi z Twoje Źródło Urody - fakt ten nie miał wpływu na powyższą recenzję. 

18 maja 2017

W kręgu księżniczki, Jean Sasson

Książki Jean Sasson są niesamowicie ważne i poruszające. Dotykają cierpienia kobiet - wschodnich niewolnic. Ukazują podporządkowanie się mężczyznom i tym samym własne zniewolenie. Do tej pory Wybór Jasminy jest jedną z książek, które najbardziej zszokowały mnie podczas czytania. Książka Sekrety księżniczki, która nawiązuje do tej dziś przeze mnie omawianej, również znacząco odbiła się na postrzeganiu saudyjskiego świata.


W kręgu księżniczki to trzeci tom cyklu Księżniczka. Nie bójcie się jednak rozpocząć lektury od tej pozycji. Doskonale sobie poradzicie i choć umknie Wam wiele poprzednich historii to zapewniam, że tu znajdziecie ich równie wiele.

Sułtana jest niezwykle bogatą kobietą z szanowanego rodu. Jako jedna z niewielu w Arabii Saudyjskiej ma to szczęście, że znalazła kochającego i wyrozumiałego męża. Mężczyznę, któremu całkowicie ufa, i w którym ma oparcie.
Dlatego stała się ambasadorką kobiet, które w życiu doznały religijnego i kulturowego okrucieństwa.

W kręgu księżniczki  tym razem porusza nie tylko losy muzułmanek, ale Jean Sasson oczami swojej przyjaciółki Sułtany, poznaje kobiety, które nie urodziły się w Arabii. Najczęściej są to Europejki, kobiety, których urzekła egzotyczna uroda mężów i specyfika krajów. Wszystkie łączy jedno złudne przeświadczenie, że uda im się zachować swoją tożsamość. Są przecież piękne, wyzwolone, wychowane w feministycznym duchu. A jednak początkowo uwielbiane przez narzeczonych, którzy zachwycają się ich urodą z czasem stają się jedynie służkami, kochankami i niewolnicami we własnym domu. Dostają od mężów biżuterię, której nie mogą nosić, przestają wyrażać swoją opinię, przestają nakładać makijaż, a z czasem przestają się uśmiechać, by to co dotychczas w nich wartościowe zamienić na łzy.
Nie zabraknie też dramatycznych losów rdzennych mieszkanek tego przegranego dla kobiet kraju. Szkoda, że przyzwolenie społeczeństwa jest tak ogromne, a tak mało jest osób, które jak Sułtana pragną z tym walczyć.


Książka dla wszystkich tych, którzy mają w sobie empatię i pragną odkrywać losy innych kobiet w zmaganiach z trudnościami na tle kulturowym i religijnym.

W kręgu księżniczki, Jean Sasson

Wydawnictwo Znak Literanova, Kraków 2017
Moja ocena: 7/10
  • Po przeczytaniu tej książki zyskałam 2,1 cm do akcji "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu"
Pozostało mi jeszcze: 104,7 cm
 Przeczytaj moją recenzję na BookHunter.pl
Przeczytane w tym roku 30/70

4 maja 2017

Matka swojej córki, Iwona Żytkowiak


Droga życia, którą kroczy Nina powoli się zawęża.
Niegdyś kochana przez męża i uwielbiana przez świat była muzą jak Hollyw Śniadaniu u Tiffaniego. Miała pracę, była niezależna. Urodziła dzieci i wydawało jej się, że jest spełniona jako kobieta i matka.
Mijały lata, a życie nie zamierzało jej dłużej łaskotać. Gdy dzieci wkraczały w nastoletni świat pojawiły się pierwsze kłody. Nina została młodą wdową i po śmierci Jana, życie zwyczajnie przestało  się układać.
Nie było lekko. Samotność była najgorszym uczuciem jakie mogło spotkać dojrzalą kobietę. Nie miała w nikim oparcia, próbowała zachować poprawne relacje, ze swoją siostrą, Zytą, jednak ta zdawała się rozliczać Ninę ze wszystkich błędów.

Dzieci dorosły i odeszły do świata własnych obowiązków. Nowe życie okazło się być ważniejsze niż matka.
Nina całą swoją gorycz maskowała czerwoną szminką i rzeczywistością, którą zalewała alkoholem. Wiedziała, że ma problem, ale nauczyła się skutecznie go maskować. Kryła się przed wszystkimi, przed swoimi dziećmi, przed siostrą, sąsiadkami, przed ekspedientką w sklepie.
Niewiele zmieniło się także, gdy przestała być samotna i wyszła ponownie za Lucjana, mężczyznę o 10 lat starszego. Wydawałoby się, że odnalazła ponownie sens życia, jednak zamiast kobietą stała się opiekunką dla mężczyzny. Nie tego oczekiwała od życia. Wybrała alkohol, to on stał się sensem życia.

Przełomowy moment rozgrywa się w momencie gdy Nina nieprzytomna trafia do szpitala po przedawkowaniu alkoholu. Przy jej łóżku zjawia się Joanna, córka, która dotychczas była obok matki, ale nigdy przy niej.
O tym, czy kobiety będą mogły ponownie zacieśnić więź rodzinną i czy nie stanie się ona pętlą na szyi przekonacie się sięgając po tę przejmującą i pełną żałosnych emocji powieść.

Matka swojej córki to dotkliwy przekrój upadku, to szczerze przedstawiony problem polskiego społeczeństwa, o którym wciąż mało się mówi.
To kolejna po Świecie Ruty wybitna książka Żytkowiak. I już mogę powiedzieć, że Iwona Żytkowiak stanie się jedną z moich ulubionych polskich powieściopisarek. 

Matka swojej córki, Iwona Żytkowiak

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2017
Moja ocena: 9/10
  • Po przeczytaniu tej książki zyskałam 2 cm do akcji "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu"
Pozostało mi jeszcze: 106,8 cm
 Przeczytaj moją recenzję na BookHunter.pl
Przeczytane w tym roku 29/70

3 maja 2017

Maski, maseczki majowe


Azjatyckie maski - to te, które uwielbiam i do których wracam.
Są fantastyczne, choć tak naprawdę nie wnoszą nic nowego do mojej cery, to absolutnie za nimi przepadam. Ten słodki wygląd opakowania, ta przyjemność miękkiej bawełny połączona z chłodnym płynem, którym są nasączone. Mogę używać ich codziennie.


Fresh Garden Mask - Snail - Skin79


Ślimakowa maska, która zawiera filtrat ze śluzu ślimaka. Kosmetyki ze ślimaczym śluzem już dawno zawładnęły moje serce. Najpierw był krem do twarzy ze śluzu ślimaka z Clareny, a teraz sięgam po ten z Tiandy w wygodnych saszetkach.
Kremy ze ślimaka nie są najtańsze, bo za 50 ml trzeba zapłacić ok. 100 zł, ale są niezwykle skuteczne już po pierwszym użyciu. Efekt jest naprawdę spektakularny.
Pomyślałam, że skoro kremy tak mi pomogły, to czas na wypróbowanie maski.


Maska jest mocno nawilżona,  serum jest lekko gęste, nieco śluzowate. Po wyjęciu maski z opakowania jeszcze sporo go zostaje wewnątrz. Maska pachnie lekko i przyjemnie. Nałożona na twarz delikatnie chłodzi.
Po 20 minutach, gdy ściągnęłam maskę uzyskałam efekt fantastycznie nawilżonej i gładkiej skóry.
To maska do której wracam od czasu gdy tylko ją kupiłam.


Cena: 19 zł / maska (Laboo)
Ocena: 5/6

Baby Pet Magic Mask Sheet - Cat - Holika Holika

Zawsze mając do wyboru te dwie koreańskie marki to Skin79 stawiałam ponad Holikę. Ostatnio już kilka razy przekonałam się, że zupełnie niepotrzebnie, bo Holika Holika jeszcze nigdy mnie nie zawiodła a na kilku produktach od Skin79 już się przejechałam.

Maska jest wykonana z miękkiej, choć bardziej zwartej bawełny niż to było w przypadku Skin79 a nadruk na niej wykonany jest solidnie. Zakładając maskę można się poczuć jak szalony Koteł, bo kolory tej maski są wyraźne, wszystkie kontury świetnie dopracowane. Maska dobrze przylega do twarzy.
Zapach maski jest naprawdę rześki i przyjemny.
Zadaniem tej maski jest działanie antybakteryjne i przeciwtrądzikowe. Po nałożeniu odczuwa się delikatne pieczenie skóry. Po zastosowaniu natomiast nie zaobserwowałam żadnych obrzęków skóry.
Jednorazowe użycie maski nie sprawi, że pozbędziecie się trądziku. Ja go nie mam więc zastosowałam ją antybakteryjnie i wiem napewno, że jeszcze do niej wrócę, bo jest szalenie zabawna.
Idealna na pidżama party :)

Cena: 19 zł / szt (Laboo)
Ocena: 6/6

Whitening care for Dark Panda - Skin79

Kolejna zwierzakowa maska, tym razem od Skin79. Jej przeznaczeniem jest wybielanie i niwelowanie przebarwień. Pomyślałam sobie, że fajnie sprawdzi się przy mojej cerze naczynkowej. Maska pachnie delikatnie i przyjemnie, tak jak te dwie powyżej. Zapach ok, ale nie na tyle charakterystyczny by zapamiętać go na dłużej.
Dobrze nasiąknięte bawełniane płótno, jednak zadruki trochę mnie rozczarowały. O ile kot, był wyraźnie zaznaczony o tyle panda jest jedynie lekko szara koło oczu i nie robi zbyt dobrego wrażenia. Na pewno nie zamieniłam się w pandę i gdybym nie wiedziała, to nie odgadłabym co to za zwierzak.
Na szczęście jej działanie jest naprawę zauważalne już po pierwszym użyciu. Skóra wyraźnie stała się bledsza i mniej czerwona.

Cena: 10 zł / szt (Laboo)
Ocena: 4/6


 Kirei Lifting - Weekendowy zabieg japoński - Yoskine

Weekend majowy można świetnie wykorzystać by zadbać o swoją cerę. Idealnie do tego sprawdzi się maseczka od Yoskin In-Yo Technology, którą stosujemy w 3 krokach w ciągu kolejnych 3 dni.
Od razu Was uprzedzę, że maski wystarczy na więcej niż 3 dni, więc najlepiej podzielić ją sobie tak, by zrealizowac zabieg w ciągu 6 kolejnych dni.

Kirei Lifting to maseczka w 3 krokach.
Po pierwsze (zalecane w piątek - ale grrr... zaszalejmy, zróbmy ją w środę, a co!) maseczka nr 1 zawiera kwas migdałowy. Zadaniem tej maseczki jest delikatne złuszczenie naskórka i oczyszczenie skóry. Nie jest to maseczka mocnego rażenia, więc spokojnie, obejdzie się nawet bez zaczerwienień.
Drugi krok (sobota) to maska z kwasem glikolowym. jego zadanie jest nieco bardziej zdecydowane, bo po wstępnym oczyszczeniu następuje już dogłębne penetrowanie. Maska jest w dalszym ciągu bezpieczna i stworzona do domowego użytku. Odczuwa się lekkie szczypanie, ale przecież o to chodzi.
Ostatni, trzeci krok to faza zbawiennego retinolu, który ma za zadanie wypełnić zmarszczki i poprawić strukturę skóry.
Maseczka jest gęsta, przyjemnie pachnie, całość jest kompatybilna zapachowo. Jej działanie jest perfekcyjnie zaplanowane.

Cena: 6 zł / szt (czyli 3w1) (dax.com.pl)
Ocena: 5/6


Care & Control - Oczyszczająca maseczka drożdżowa do cery trądzikowej - Soraya

Nigdy nie zagłębiałam się w linie kosmetyków do cery trądzikowej marki Soraya, nawet nie wiedziałam, że mają taką linię.
Chciałam wykorzystać maseczke, która będzie lekka i oczyści twarz równocześnie jej nie wysuszając.
W jednym opakowaniu znajdziemy dwie porcje maseczki, które tak naprawdę spokojni wystarczą na dwa razy, albo nawet na więcej, jeśli tak jak ja zastosujecie je jedynie na brodę i strefę T.

Maseczka robi robotę, pozwala fantastycznie oczyścić twarz, pozostawia przyjemny chłód na twarzy i co najważniejsze nie wysusza skóry.
Na pewno jeszcze po nią sięgnę gdy będę potrzebować, bo jest ona jednym z SOSowych produktów, a cena naprawdę sprawia, że nie odczuwa się utraty peso :)

Cena 3 zł / szt (2w1) (gdzieś stacjonarnie)
Ocena: 5/6


Fit & Fresh - Maseczki do twarzy (Mango, Granat) - Marion

Zupełnie odjechane koktajle do twarzy. Na owocowe maseczki łapię fazę co jakiś czas i zawsze podekscytowana jestem gdy jakaś nowość pojawia sie w sklepie ;)
Pierwsza z nich o zapachu mango jest maseczką liftingującą, która ma za zadanie spłycać i wygładzać zmarszczki. Przeznaczona jest do cery dojrzałej a moja już chyba taka jest :) Maseczka dzięki zawartości beta-karotenu chroni przed promieniami UV, co zdecydowanie było mi pomocne w ostatnim czasie, gdy zapragnęłam nieco zesmażyć się na solarium ;) Największym atutem jest przyjemny zapach mango, który uwielbiam :)
Maseczka o zapachu granatu jest przeznaczona do cery naczynkowej  i w zasadzie każdej skłonnej do przebarwień. Jej działanie nie jest kosmiczne i spektakularne ale jest przyjemna w konsystencji, zdecydowanie przyjemnie pachnie i pozwala się zrelaskować, a za niecałe 2 złote, jest naprawde warta uwagi

Cena: 2 zł / szt (gdzieś stacjonarnie)
Ocena: 4/6