12 listopada 2021

W stronę Swanna, Marcel Proust

Brak jedynie tego, czego trzeba



 Nie wiem, czy są osoby, które nie kojarzą cyklu "W poszukiwaniu straconego czasu". Dla mnie jest on swoistą biblią. Gdy po raz pierwszy przeczytałam powieści Prousta byłam pod ogromnym wrażeniem. Teraz, gdy po latach sięgnęłam po raz drugi po pierwszy tom "W stronę Swanna" byłam bardzo ciekawa, czy nadal będzie mnie tak zachwycać. 

Od pierwszego wydania cyklu powieści Marcela Prousta mija właśnie 110 lat. Literatura klasyczna ma w sobie ten płomyk, który pozwala, by pewne treści nigdy nie zgasły. Dzięki ponadczasowym wątkom i pewnemu uniwersalizmowi wracamy wciąż do ważnych powieści w życiu naszym i naszych przodków. 

Cykl "W poszukiwaniu straconego czasu" oparty jest na siedmiu dziełach Marcela Prousta. Pierwszym z nich jest właśnie "W stronę Swanna" a ostatnim "Czas odnaleziony". Całość kompozycji opiera się o czas i to właśnie ten motyw będzie przewijał się we wszystkich powieściach autora. "W poszukiwaniu straconego czasu" to zapiski czterdziestoletniego mężczyzny - Marcela. 

Pierwszy tom cyklu jest opisem dzieciństwa bohatera w miasteczku Combray. Tak naprawdę "W stronę Swanna" to nie tylko powieść o młodzieńczym życiu, relacjach rodzinnych, lecz także mocny ryt egzystencjalny głównego bohatera, który kształtuje swoje poglądy. Cały egzystencjalizm naznaczony jest przez miłość i nieustanną tęsknotę. Tak naprawdę ciężko w skrócie powiedzieć innym, o czym jest ta książka. Zawsze miałam z tym problem. Podzielona jest na trzy części, pierwsza z nich opowiada o wakacjach w Combray, druga jest zapisem miłosnych zawiłości pomiędzy dwojgiem ludzi. Część trzecia jest zdecydowanie najbardziej fascynująca, opisuje historię miłości Marcela do Gilberty, córki Swanna. 

Powieść "W stronę Swanna" jest książką niezwykłą, wymagającą uważności czytelnika, ale jest też niesamowicie liryczna i bajeczna. Podróż przez karty tej powieści to niesamowita przygoda. To nie jest powieść dla każdego, wiele osób sięgających po tę książkę wymięka już na samym początku. Zapewniam, że nie warto się poddawać, każda kolejna część książki jest bardziej emocjonująca. Wspomnienia, które pojawiają się wraz ze smakiem magdalenki są niczym latający dywan, który przenosi w przeszłość i tym samym zwraca uwagę czytelnika, że przemijanie nie jest domeną młodości, a czas nabiera znaczenia dopiero po latach. 

Czym więc zachwyca "W poszukiwaniu straconego czasu"? Dla mnie jest to powieść wielowątkowa, o świecie, w którym przenikają się wspomnienia, metafory, kontakty społeczne, relacje międzyludzkie i niesamowity świat przyrody, który odczytywany w odpowiedni sposób jest nośnikiem znaczeń. Proust jest mistrzem kreacji, najbanalniejsze wydarzenia potrafi zmienić we wspaniały obraz, który odczytuje się milimetr po milimetrze. Co jeszcze jest zachwycające? Spróbuj otworzyć powieść na dowolnej stronie, wybierz losowy cytat i wtedy zrozumiesz, że ta powieść to niesamowity zbiór sentencji, z których możesz korzystać każdego dnia.

Przeczytaj moją recenzję na BookHunter.pl
Wydawnictwo MG, 2021

Moja ocena: 10/10  

3 listopada 2021

Relacje jakby trochę prawdziwe, Katarzyna Boyen

Czy tkwisz w relacji, z której jesteś zadowolony?

 Co, jako pierwsze przychodzi Ci do głowy, gdy myślisz o relacjach? Po raz pierwszy, gdy przeczytałam tytuł tej książki wyobraziłam sobie, że będzie to książka o uczuciach łączących kobietę i mężczyznę, i o związkach. Po części miałam rację, ale to okazało się być jedynie fragmentem tego, co do przekazania w swojej książce ma Katarzyna Boyen. 

Według słownika jeżyka polskiego, jedna z definicji relacji brzmi: "w psychologii: wzajemne związki, które zachodzą między ludźmi i grupami społecznymi". Byłam w błędzie, gdy do relacji zakwalifikowałam tylko związki partnerów, pomyślałam o sferze uczuciowej, jednak i ta w pozostałych relacjach jest niezwykle ważna. 

Katarzyna Boyen w książce  "Relacje jakby trochę prawdziwe" ukazuje doskonały przekrój po świecie relacji. To krótkie zapiski, skrawki, nawet nie opowiadania a migawki z życia różnych ludzi. Każda historia jest o kimś innym i każda dotyczy innego zdarzenia. Nawet jeśli pojawiają się dwie łudząco do siebie podobne historie, to motywy działania bohaterów są zgoła inne. A same historie kończą się w zupełnie inny sposób. 

Najnowsze badania socjologiczne dowodzą, że właśnie przeżywamy kryzys relacji międzyludzkich. Doskonale ukazuje to w swojej książce Katarzyna Boyen. W swoich zapiskach uwzględniła przekrój wielu postaci, którzy właśnie z relacjami mają problem. Wielu spośród bohaterów książki wybiera ucieczkę - wyprowadza się do innego miasta, kupuje bilet na samolot lub po prostu zamyka za sobą drzwi. Bohaterowie w książce "Relacje jakby trochę prawdziwe" uciekają z różnych powodów, matki mają dość bycia kurami domowymi, żony orientują się, że nie chcą już tkwić w małżeńskim marazmie, dzieci wyfruwają z gniazda, a inni znikają, bo po prostu pogubili się życiu i próbują odnaleźć siebie. 

Nie wszystkie historie w książce mają negatywny wydźwięk. Wielu spośród bohaterów odnajduje siebie, w końcu odkrywa swoją drogę. Po latach zepsutych relacji dostaje iskrę, która pozwala znów je odbudować. Są małżonkowie, którzy odkrywają, że wszystko się sypie, są zdrady i kłótnie, ale wszystkie one zostają wybaczone, a drzwi na nowo się otwierają. Są też historie, gdzie zrozumienie relacji przychodzi zbyt późno, gdy bohater stoi nad trumną bliskiej osoby. Jednak i one są ważne, choć czasu nie da się cofnąć. 

"Relacje jakby trochę prawdziwe" to skrawki z życia różnych ludzi, być może są oni tylko fikcją, ale właśnie tymi bohaterami możemy być my, którzy na co dzień nie potrafimy zadbać o ważne nici, które łączą nas z bliskimi. Te nici bardzo łatwo przerwać, czasem można je zreperować, a innym razem już niczego nie da się połączyć, bo jest za późno lub nie warto. Przez zastosowanie króciutkich opowiadań Katarzyna Boyen maksymalizuje uczucia, które odczytujemy na kilkustronicowych zapiskach. Do tego autorka posługuje się pięknym, poetyckim językiem, przez co książkę czyta się bardzo przyjemnie. To naprawdę przydatna lektura na jeden wieczór. A zwłaszcza w tym okresie, gdy wspominamy swoich bliskich, którzy już odeszli. Pozostaje zadać sobie pytanie, czy zrobiliśmy i powiedzieliśmy bliskim wszystko to, co chcieliśmy? 

Przeczytaj moją recenzję na BookHunter.pl
Wydawnictwo Novae Res, 2021

Moja ocena: 8/10  

Punkty zapalne, Anna Rozenberg

 Jak ugasić płomień


Niedawno byłam na cudownym wydarzeniu pod nazwą "Plener Kryminalny", który odbył się w Chęcinach. Poznałam tam kilku cudownych autorów, wśród których była też Anna Rozenberg. Od razu wiedziałam, że muszę nadrobić zaległości. W planach miałam debiut autorki pod tytułem "Maski pośmiertne", jednak chwilę później ukazała się jej druga książka "Punkty zapalne". Nie chciałam już czekać i postanowiłam zacząć lekturę od drugiego tomu. Czy tak można? A no pewnie, że można. Nie wpływa to znacząco na odbiór powieści, jednak pojawiają się wątki, które mnie ominęły. Dla mnie to żaden problem, bo do "Masek pośmiertnych" zamierzam niebawem wrócić. 

"Punkty zapalne" są więc drugą częścią cyklu w roli głównej, z zapewne niektórym już znanym inspektorem Davidem Redfernem. Akcja powieści ma miejsce w Woking, w Wielkiej Brytanii, ponieważ Anna Rozenberg to pisarka, która jakiś czas temu wyjechała na wyspy. Jednak wątki w jej powieściach nie są pozbawione polskich akcentów, co zdecydowanie jest bardzo korzystne. Taki zabieg, gdzie rodzimy pisarz przenosi akcję powieści w nieznane nam miejsca, zupełnie inne warunki bytowe czy kulturowe, sprawia, że mamy ogromną ochotę chłonąć te nieznane nam miejsca. 

W Woking dochodzi do uprowadzenia dziecka, pięcioletniej Izy, która jest córką polskiej imigrantki. Brak jakichkolwiek dowodów i poszlak utrudniają pracę policji. Tożsamo dochodzi do morderstwa Muztara Abbasiego i jego żony. Wszystko wskazuje na to, że jest to zabójstwo na tle religijnym. Te wydarzenia stawiają całą policję w Woking na nogi, a inspektor Redfern znów ma ręce pełne roboty. Na domiar złych wydarzeń niebezpieczeństwo zagraża także samemu Redfernowi. 

Nie  mogę niestety zdradzić kolejnych fabularnych wątków, bo zabrałabym Wam całą frajdę z pisania. 

"Punkty zapalne" przeczytałam z wypiekami na twarzy. Wiedziałam, że Anna Rozenberg napisze swoją kolejną powieść z pasją i pełnym zaangażowaniem. Miałam okazję ją poznać i wiem, z jakim entuzjazmem mówiła o tym, co planuje. Dawno nie widziałam tak ambitnej młodej pisarki. Anna Rozenberg niezwykle przygotowała się do napisania tej powieści, wszystkie wątki układają się w sensowną całość, nie brakuje tajemnic i efektu mrocznego cienia, który sprawia, że czytelnik nie może oderwać się od lektury. Ze skromnej dziewczyny, którą poznałam, rozwinął się już całkiem piękny kryminalny motyl. Więc chcę, by Anna Rozenberg zabrała mnie do kolejnej sprawy z niesamowicie intrygującym Davidem Redfernem. 

Przeczytaj moją recenzję na BookHunter.pl
Wydawnictwo Czwarta Strona, 2021
Moja ocena: 9/10