4 maja 2017

Matka swojej córki, Iwona Żytkowiak


Droga życia, którą kroczy Nina powoli się zawęża.
Niegdyś kochana przez męża i uwielbiana przez świat była muzą jak Hollyw Śniadaniu u Tiffaniego. Miała pracę, była niezależna. Urodziła dzieci i wydawało jej się, że jest spełniona jako kobieta i matka.
Mijały lata, a życie nie zamierzało jej dłużej łaskotać. Gdy dzieci wkraczały w nastoletni świat pojawiły się pierwsze kłody. Nina została młodą wdową i po śmierci Jana, życie zwyczajnie przestało  się układać.
Nie było lekko. Samotność była najgorszym uczuciem jakie mogło spotkać dojrzalą kobietę. Nie miała w nikim oparcia, próbowała zachować poprawne relacje, ze swoją siostrą, Zytą, jednak ta zdawała się rozliczać Ninę ze wszystkich błędów.

Dzieci dorosły i odeszły do świata własnych obowiązków. Nowe życie okazło się być ważniejsze niż matka.
Nina całą swoją gorycz maskowała czerwoną szminką i rzeczywistością, którą zalewała alkoholem. Wiedziała, że ma problem, ale nauczyła się skutecznie go maskować. Kryła się przed wszystkimi, przed swoimi dziećmi, przed siostrą, sąsiadkami, przed ekspedientką w sklepie.
Niewiele zmieniło się także, gdy przestała być samotna i wyszła ponownie za Lucjana, mężczyznę o 10 lat starszego. Wydawałoby się, że odnalazła ponownie sens życia, jednak zamiast kobietą stała się opiekunką dla mężczyzny. Nie tego oczekiwała od życia. Wybrała alkohol, to on stał się sensem życia.

Przełomowy moment rozgrywa się w momencie gdy Nina nieprzytomna trafia do szpitala po przedawkowaniu alkoholu. Przy jej łóżku zjawia się Joanna, córka, która dotychczas była obok matki, ale nigdy przy niej.
O tym, czy kobiety będą mogły ponownie zacieśnić więź rodzinną i czy nie stanie się ona pętlą na szyi przekonacie się sięgając po tę przejmującą i pełną żałosnych emocji powieść.

Matka swojej córki to dotkliwy przekrój upadku, to szczerze przedstawiony problem polskiego społeczeństwa, o którym wciąż mało się mówi.
To kolejna po Świecie Ruty wybitna książka Żytkowiak. I już mogę powiedzieć, że Iwona Żytkowiak stanie się jedną z moich ulubionych polskich powieściopisarek. 

Matka swojej córki, Iwona Żytkowiak

Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2017
Moja ocena: 9/10
  • Po przeczytaniu tej książki zyskałam 2 cm do akcji "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu"
Pozostało mi jeszcze: 106,8 cm
 Przeczytaj moją recenzję na BookHunter.pl
Przeczytane w tym roku 29/70

11 komentarzy:

  1. Super! Lubię takie książki, które dotykają kwestii społecznych. Z chęcią bym po nią sięgnęła.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nasza mama gustuje w tego typu historiach :) Może kupimy jej ją na Dzień Matki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepiękny blog :) aż miło się na to wszystko patrzy :)
    kaarollkaa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem czy sie skuszę ;) wole chyba mocniejsza prozę. Jak chcesz zobaczyć prawdziwe oblicze polskiego społeczeństwa to sięgnij po prozę Zulczyka czy vargi ;) krew Ci zabuzuje a włos sie zjeży ;) piękny masz blog i ciekawe recenzje, aż miło poczytać. Obserwuje i zapraszam tez do mnie
    Pozdrawiam

    Czytankanadobranoc.blogspot.ie

    OdpowiedzUsuń
  5. Alkohol? Strata bliskich? Smutek? To takie ludzkie i w sumie również codzienne.
    Zyta? Ładne imię, chociaż kojarzy mi się z Ferdydurke.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mojej mamie chyba by się spodobała ;)

    OdpowiedzUsuń