8 lutego 2017

Pijane banany, Petr Sabach

Ci, którzy wiedzą o mnie nieco więcej doskonale wiedzą, że gdyby nie Polska to albo Czechy albo Norwegia.
W Czechach są ludzie, których uwielbiam, którzy poprawiają mi humor od samego sięgnięcia ręką po bułkę o 6:30, natomiast w Norwegii są przepiękne krajobrazy i mroźny klimat.
I zupełnie na odwrót: to co drażni mnie u Czechów to brak wewnętrznej motywacji do zmian, a u Norwegów nie znoszę sztywnego uosobienia.

A wszystko to przekłada się na literaturę bo i czeską i norweską kocham tak samo.
Co z tego, że na czeskiej zatrzymałam się gdzieś w okolicach Hrabala, Capka czy Kundery

To kawał dobrej literatury, ale czas sięgnąć w końcu po coś współczesnego :) i tu z pomocą przychodzi Wydawnictwo Afera, które publikuje czeskie powieści. Więc za jednym zamachem zamówiłam trzy :)

Dziś zaglądam do pierwszej z nich, wydanej w co prawda grubej oprawie, ale niemal kieszonkowym formacie.





Pierwszy raz mam taki chaos w głowie, że nie wiem od czego zacząć :)
A chciałabym od czterech rzeczy. Może wybiorę najbardziej logiczną opcję :)

Petr Sabach to czeski pisarz, bardzo znany w swoim kraju a z czego znany? Nie tylko z podobno świetnych książek ale z niebanalnego i w zasadzie prostego humoru, który sprawia, że jego opowieści są tak wyjątkowe.

Książkę Petr napisał w 2001 roku, u nas pojawiła się dopiero w 2015. Ale za to już 9 lat temu można było u nas obejrzeć film na podstawie książki. Tytuł bardzo wymowny "Pupendo" - kojarzycie? ja nie :)

Nim przejdę do fabuły a potem oceny to jeszcze powiem Wam czym są pijane banany. To nic innego jak deser - bananowy i z alkoholem. Tym deserem kiedyś uraczył się ojczym głównego bohatera po wyjściu z odwyku. Zjadł nim wrócił do domu takich pięć, a wracać musiał już na czworaka.

Narratorem powieści jest 16 letni chłopak, którego młodość przypada na czasy czeskiego komunizmu. Jak w każdej "komunie" tak i tu, w tej książce znajdziecie mnóstwo absurdów, nieraz gorzkich ale w większości zabawnych.
Nastolatek ma wsparcie w matce, która po porzuceniu przez męża (i ojca chłopca zarazem) szybko znalazła pocieszenie w ramionach rzeźbiarza-ochlejmordy. Ale najbardziej istotną sprawą są kumple. Barwni i zabawni. Na przykład jeden z nich jest głuchoniemy i uzależniony od "jazdy na ręcznym". Przy czym by nie zakłócać rodzinie egzystencji przeważnie robi to w piwnicy. Koledzy są na tyle taktowni, że nim wchodzą dają mu "znaki świetlne" klikając kontaktem na klatce schodowej.
Rozważania chłopców krążą wokół wielu tematów, pojawiają się pierwsze używki, ucieczki z domu a sens ich życia stanowi rozważanie na temat tego, czy naprawdę byli najszybszymi plemnikami w całym stadzie. A może jednak gdzieś na finiszu najmocniejszy się zmęczył, skonał i tak oto on, słaby plemnik wpłynął gdzie było trzeba...

Zabójcze :)

Nie obyło się też bez pierwszych miłości. Daniela, obiekt westchnień bohatera książki niestety już ma swojego chłopaka, miejskiego koksa o ksywie Żołądź. Nie bez znaczenia jest fakt, że jednak też podkochuje się w nastolatku-bohaterze. Ten wątek również pełen jest dobrej zabawy, gdy Daniela chcąc ukryć chłopaka przed Żołądziem, przebiera go za dziewczynę. Komizm sytuacji przybiera na sile gdy koks zaczyna obmacywać "przebraną panienkę" podczas nieobecności Danieli.

Już trochę Wam zdradziłam, ale jestem przekonana, że z chęcią sięgniecie po tak fantastyczną książkę. I wiem też, że tak jak ja pokochacie literaturę czeską. I mam nadzieję, że Czechy też ;)


Pijane banany, Petr Sabach
Wydawnictwo Afera, 2015
Moja ocena: 7/10
  • Po przeczytaniu tej książki zyskałam 2,2 cm do akcji "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu"
Pozostało mi jeszcze: 146,6 cm


 Przeczytaj moją recenzję na BookHunter.pl
Przeczytane w tym roku 13/70


12 komentarzy:

  1. Literatura czeska jest mi mało znana, więc mogłabym się skusić.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja niestety mam z Czechami zupełnie odwrotne skojarzenia: do tej pory byłam w Czechach 3 razy i w większości napotykałam samych gburów, niesympatycznych i nieskorych do uśmiechu. Z literatury czeskiej to zaliczyłam podstawę podstaw czyli tylko "Proces", za to zrobił na mnie duże wrażenie. Ciekawa jestem książki którą prezentujesz, zapowiada się po prostu wesoło :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w Czechach staram się nie chodzić do publicznych toalet, tam to jest zgroza :) i to jest coś co nabardziej mi w tym kraju przeszkadza

      Usuń
  3. Niewiele mówi mi czeska literatura. Może potrafiłabym wymienić kilka tamtejszych pozycji na placach u jednej ręki. Z chęcią za to skusiłabym się na prosty humor. Już sam tytuł jest niebanalny i mnie zachęca.
    Czechy już uwielbiam, a i może literatura czeska do mnie przemówi.
    Pozdrowionka! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też nie przeczytałam ich wiele, ale każda miała w sobie e coś wyjątkowego

      Usuń
  4. Tytuł i okładka urocze :) Czeskiej literatury nie znam, Czech również bo nigdy tam nie byłam, ale chyba warto sięgnąć po czeską literaturę.. z ciekawości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat okładka nie specjalnie mi się podoba :)

      Usuń
  5. Chyba nie dla mnie :) ale książka"oko jadeitu" jest super :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Szykowałyśmy się na jakiś przepis a tu książka xD
    I to całkiem miła w odbiorze, trochę o życiu, historii oraz z nutą zabawy :) Przebieranie chłopaka za dziewczynę i i macanko przypomina nam jakąś koreańska dramę :P

    OdpowiedzUsuń