30 listopada 2016

Świat Ruty, Iwona Żytkowiak [KONKURS]


Porzucona przez męża i nieco rozbita przez hormony towarzyszące menopauzie Irena na wiejskiej drodze gdzieś koło Barlinka potrąca kobietę. Jej wygląd wzbudza zainteresowanie kobiety, jej słowa wydają być się umiejscowione na pograniczu realizmu i magii. Irena chce mocniej przyjrzeć się kobiecie, lecz ta po wypadku zupełnie traci świadomość.

Irena za wszelką cenę pragnie dociec kim jest ta kobieta, której sylwetka nie daje jej spokoju. Jest przekonana, że życie Ruty jest z nią mocno powiązane.
Sama Ruta zdaje się opuszczać realny świat spowity w troskach teraźniejszości i przeszłości. Miejscowi uważają ją za dziwaczkę, Irena dostrzega w niej indywidualistkę. Jest w Rucie coś magicznego, wyjątkowego. Jej osobowość przenika do głębi czytelnika. Już samo imię wiele mówi o właścicielce. Sięgam właśnie pamięcią do "Prawieku" Olgi Tokarczuk - tam też pojawiła się Ruta, choć nieco inna, to w pewnym względzie podobna.



Irena podąża głosem serca do szpitalnej sali, gdzie wciąż nieprzytomna przebywa Ruta. Przy jej łóżku zastaje rodziców Anzelma i Esterę - jak się domyślacie Żydów z pochodzenia. I właśnie w tym momencie akcja książki cofa się do lat wojny, gdzie rodzice Ruty zmagali się z okrutną codziennością. W niewielkich rozmiarowo rozdziałach ukazana jest historia ludzi zastraszanych i poniżanych, skazanych na ukrywanie się i akceptację swojego pieskiego życia. Anzelm walczył o Esterę, która choć młoda coraz bardziej podupadała na zdrowiu. Aż w końcu uratował jej życie, chwytał się nadziei, że jeśli uratuje ją, to jest szansa, że uratuje też siebie. Z tej walki zrodziła się miłość - już dojrzała, już codzienna, taka, której strzała amora nie potrzebna. I z tej codzienności narodziła się Ruta.

Jeśli już zostałam przy Tokarczuk myślami, to nie sposób porównać powieści Iwony Zytkowiak do klimatu książek mojej ulubionej autorki, choćby do Domu Dziennego, Domu Nocnego.



Powieść "Świat Ruty" odgrywa z każdą kartą mistyczne zakamarki. Choć początkowo wydaje się, że powieść jest tylko mgłą, siecią rozważań filozoficznych, które wplata delikatną fabułę, to jednak z każdą stroną pojawiają się nowe elementy. Wraz z Ireną tworzymy wspaniałe puzzle o trafnym pejzażu: na pierwszym planie codzienność, życie, które przeplata świat przeszłości i tego, co dziś. W tle osnuta magicznym woalem świadomość, jaką kreuje w swoich myślach Ruta.

Iwona Żytkowiak skroiła powieść idealną. Rewelacyjnie wpisuje się w nurt realizmu magicznego. To książka o odnajdywaniu siebie, o poszukiwaniu utraconych spraw, w których odnalezienie ich nie wydaje się być rzeczą najważniejszą w świecie.

Świat Ruty, Iwona Żytkowiak
Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2016
Moja ocena: 9/10
Średnia ocena z lubimyczytac.pl: 8,3/10


  • Po przeczytaniu tej książki zyskałam 1,9 cm do akcji "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu"
Pozostało mi jeszcze: 83,2cm

 Przeczytaj moją recenzję na BookHunter.pl





Mam dla Was również konkurs na FB, w którym możecie u mnie wygrać tę oto książkę -  a warto! 


KONKURS NA FB

26 listopada 2016

Pianka , która leczy popękane pięty, Callusan Extra

Dziś post, który zapewne zainteresuje tylko niektóre osoby.

Mam uciążliwą przypadłość, która nasila się u mnie jesienią.
Wpływa na to wiele czynników - te, które są od zawsze to sucha skóra, niedoczynność tarczycy, i te, które właśnie jesienią się nasilają: chodzenie w skarpetach (zwłaszcza tych rajstopkowych) i zmęczenie nóg - niemal  11 godzin stania - u mnie to kończy się właśnie w ten sposób.

Skóra na piętach rogowacieje, niewiele dają peelingi. Zaczynam ratować się pumeksem. Pomaga na jakiś czas, potem przechodzę na lżejszą broń, czyli tarkę. Nawilżam stopy olejkiem, serum, balsamem i parafinuję.
Czasem tę walkę przegrywam.

Tak było w tym roku.

W październiku przeżyłam horror. Wiedziałam już wcześniej, że moje stopy są w kiepskim stanie. Ale tego ranka już po przebudzeniu czułam nieprzyjemne uczucie pocieranej pięty o prześcieradło. Gdy wstałam na lewej stopie ledwo mogłam ustać. Zatem usiadłam i przyglądnęłam się pięcie.
Nie wyglądało to dobrze. Dwucentymetrowe, głębokie niemal na centymetr pęknięcie.
Bolało jak diabli.

Na szczęście przyszła mi z pomocą ta oto pianka

Callusan Extra to produkt specjalistyczny i przeznaczony do specjalistycznej pielęgnacji stóp.
Produkty tej firmy stworzone zostały przez uznanego na świecie podologa. Sięgając po tę piankę miałam więc pełne zaufanie do tego produktu.

Pianka z filetową etykietą przeznaczona jest dla suchej skóry i łuszczącej się.
Pozwólcie, że zacytuję stronę www:

Właściwości:


  • intensywnie nawilża i chroni przed utratą wody z głębszych partii skóry
  • zmniejsza łuszczenie się skóry
  • zapobiega powstawaniu szczelin i pęknięć oraz modzeli i nagniotków
  • działa przeciwświądowo
  • wygładza i uelastycznia naskórek
  • zwiększa odporność naskórka
  • chroni przed niekorzystnym wpływem czynników zewnętrznych

Przeznaczenie:

  • do codziennej pielęgnacji bardzo suchej, łuszczącej się i pękającej skóry
  • wskazany dla diabetyków
  • odpowiedni przy łuszczycy i atopowym zapaleniu skóry



Pianka umieszczona jest w szklanej brązowej buteleczce z atomizerem pozwalającym na wyciśnięcie kleksa z pianki.

Sama pianka jest niezwykle lekka i łatwo się wchłania. Jest niczym chmurka i nie przypomina znanych pianek do włosów, swoją konsystencją bardziej już przypomina piankowe produkty do mycia twarzy.

Pianka natychmiastowo się wchłania i jak zapewnia producent i ja potwierdzam po stosowaniu - od razu można założyć skarpety i w drogę :)

Jedyny minusik to zapach. Ale nie jest on wcale intenywny i zapewniam, że choć nie jest to orientalna perfumka to nikt nie wyczuje od Was nic dziwnego. I Ci, którzy znają zapach Undofenu będą mieli tę piankę za rewelacyjną jeśli chodzi o zapach.

Ale co tam przekomarzania skoro chciałam Wam powiedzieć, że ten produkt już po 3 dniach wyleczył moją stopę.
Pęknięcie na pięcie się zagoiło już po trzech dniach.
W ciągu kilku kolejnych, skóra stała się już miękka i bardzo nawilżona.

Dotychczas żadnym preparatem nie udało mi się tak szybko przywrócić do życia moich pięt.

Dodam tylko, że ten niesamowity produkt jest bardzo wydajny.Ja kupiłam najmniejszą buteleczkę 40 ml.I nie zauważyłam zużycia a pięty są od razu gotowe do skakania, biegania i czego tylko Wam potrzeba.

Callusan Extra 19 zł / 40 ml TestMeToo - dołącz do nas

24 listopada 2016

Yin Joga. Najspokojniejszy trening świata, Bernie Clark + konkurs

Trenowaliście kiedyś jogę?
Przyznam, że ja zawsze o tym marzyłam.
Będąc na studiach w październiku zapisałam się na kurs. Chodziłam ponad miesiąc, później zachorowałam, odpuściłam, a gdy wróciłam na trening - już niewiele z tego rozumiałam i czułam się jak cudzoziemiec.
Chętnie sięgnęłam po książkę w nadziei, że mnie zmotywuje i sprawi, że podejdę do jogi bardziej fachową stroną.


Bernie Clark  jogą zajmuje się od 1998 roku. Co ma do powiedzenia w swojej publikacji? 

Początkiem poradnika jest solidna dawka wiedzy o energii, predyspozycjach, kulturze i historii a wszystko to przekazane w dość przyjemny i jasny sposób. Gdy już zagłębimy wszelkie teorie o konieczności trenowania jogi (po wstępnych konsultacjach z lekarzem) czas przejść do praktyki. 
Czy wiedzieliście, że cały trening jogi zawiera się maksymalnie w zgłębieniu 36 pozycji?
By zacząć je zgłębiać należy się odpowiednio przygotować. 
W tym poradniku dowiecie się jak powinno wyglądać pomieszczenie do jogi (to dość złożone), kiedy warto ćwiczyć jogę (np. podczas miesiączki), a kiedy lepiej jej unikać. 
Czy wiedziałaś, że nie wolno używać perfum, jeść na godzinę przed jogą, pozbyć się metalowych ozdób i kota z pokoju gdy zamierzasz ćwiczyć? 
 Gdy już posiądziesz teorię i przygotowanie praktyczne czas przejść do asan.
W rozdziale trzecim szczegółowo rozpisano wszystkie potrzebne asany. Wszystko opisane jest zwięźle, więc nie powinniście mieć problemu z wykonaniem. Z pomocą przychodzą niewielkie czarno-białe fotografie ukazujące pozycję kluczową. 
W kolejnym czwartym rozdziale autorka uczy przechodzenia pomiędzy asanami. 

Dalsze rozdziały wracają do bardziej przyziemnych spraw. Zajmują się problemami na jakie joga okaże się zbawienna. Są to m.im bóle stawów i kości, sposoby na lepszą płodność. Wskazuje jakie korzyści wiążą się z stosowaniem ćwiczeń jogi, jak rozciągają się mięśnie, tkanki i ścięgna. 

Książka opatrzona jest szeregiem medycznych pozycji umieszczonych w obszernej bibliografii na końcu książki .

W życiu każdego człowieka przychodzi taki czas gdy chce coś zmienić, stać się lepszym człowiekiem. Ćwiczenia jogi są jednym z tych, które pomagają zachować życiową równowagę. 
Polecam książkę wszystkim, którzy chociażby kilka razy mieli w świadomości pomysł by jogę zacząć uprawiać. 

Yin Joga. Najspokojniejszy trening świata, Bernie Clark
Moja ocena: 6/10


  • Po przeczytaniu tej książki zyskałam 2,3 cm do akcji "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu"
Pozostało mi jeszcze: 85,1cm

 Przeczytaj moją recenzję na BookHunter.pl

A teraz mam dla Was niespodziankę :) 

Na profilu FB rozpoczynam konkurs :) 

21 listopada 2016

Płyn micelarny z olejkiem, Garnier


A tak niedawno robiłam to zdjęcie. I miałam jeszcze pełną butelkę.
Teraz pozostało mi już niewiele płynu.
I jeśli myślicie, że jest on szalenie niewydajny, to jesteście w błędzie.
Po prostu pokochałam go nie tylko ja ale większość mojej rodziny. 
Nawet mój tata, który jak się pewnie domyślacie, wcale się nie maluje, podbiera mi ten kosmetyk.

Płyn micelarny Garnier to dwufazowa formuła, która na spodzie jest niczym nie wyróżniającym się płynem micelarnym a na górze w złotej warstwie płynu jest umieszczony olejek arganowy. 

Stosunkowo olejku jest niewiele jeśli porównamy go do ilości płynu. Obawiałam się początkowo, że olejek szybko się zużyje i pozostanie mi sam micel. Obawy te zaostrzał fakt, że początkowo olejku wylewało się na wacik dość sporo.
Z czasem te proporcje się zaburzyły i olejku nie wylewało się już aż tyle. Co wpłynęło też korzystnie na działanie kosmetyku.
Teraz gdy już niewiele mi zostało, moje obawy mogę włożyć między kartki, bo stosunek olejku do płynu nadal jest taki sam i z moich obserwacji wynika, że olejek nadal stanowi jakąć 1/5 całości produktu.

Butelka zamykana na klik mieści w sobie aż 400 ml płynu. Nie jest to produkt mega wydajny, tak więc szybko ubywa, zwłaszcza, jeśli rozporządza się nim jeszcze ktoś prócz ciebie :)

Zapach jest delikatny, lekko kwiatowy i słodkawy a przy tym delikatnie pudrowy. Ma przyjemny zapach, który jednak na skórze nie utrzymuje się zbyt długo.

Kupiłam produkt nie czytając wcześniej opinii. Dopiero przed napisaniem recenzji postanowiłam zajrzeć, czy moje odczucia są tożsame.
Jakie było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam narzekania, że płyn nie zawsze radzi sobie z demakijażem oczu.

U mnie wypada na 6tkę ;) Zawsze sobie radzi: ze szminkami w macie, z ciemnym makijażem powiek i nawet z wodoodpornym tuszem.
Wcześniej lekko dociskam wacik by płyn zaczął aktywować swoje działanie i lekko wycieram rzęsy.
Naprawdę wszystko świetnie schodzi.

Jest kompatybilny z moimi soczewkami, choć czasem pozostawia chwilowo tłustą mgiełkę przed oczami.

Produkt świetnie zmywa makijaż, nawilża skórę, sprawia, że jest promienna i pełna blasku. Zdecydowanie ją odżywia, olejek szybko się wchłania i jest go na tyle niewiele, że na skórze nie pozostają żadne tłuste resztki.

Bardzo się polubiliśmy. 
Na pewno jeszcze nie raz do niego wrócę. 
Kolejny genialny Garnier.

Płyn micelarny z olejkiem, Garnier 400 ml / 20 zł (Rossmann)

16 listopada 2016

Zdrowy detoks, Ewa Jarosz

Książka "Zdrowy detoks" kusi.
Kusi nie tylko okładką, z której spogląda na nas jogurtowy deser w słoiczku. Kusi nie tylko czcionką, ale też okładką świetnej jakości: miękką ale nieco zintegrowaną wraz ze skrzydełkami.
Kusi obietnicą, lepszego i zdrowszego życia.


Zdrowy detoks, Ewa Jarosz
Wydawnictwo Samo Sedno, Warszawa 2016

Każdy z nas chciałby świetnie wyglądać,  mieć zgrabną sylwetkę i dobre zdrowie. Osiągać coś nie odmawiając sobie przyjemności.
Do niedawna znaczenie wyrazu "detoks" ograniczało się do całościowej czystki. Niedawno słyszałam audycję jak słowo w ostatnim czasie ewoluowało i zyskało nowe znaczenie. Detoks znaczy już lepsze od dotychczasowego, a nie coś (a raczej nic) zamiast dotychczasowego.

Książka podzielona jest na części więc od początku wprowadzi Cię w tajniki zdrowego detoksu.

Pierwszy rozdział poświęcony jest na strategię myślenia, zmianę poglądów i samego siebie.W tym rozdziale dowiecie się jak uzyskać samodyscyplinę, autorka radzi jak wielu innych dietetyków prowadzenie notesu z osiągnięciami, założeniami i wszelkimi przemyśleniami dotyczącymi zmiany życia. Pojawiają się tu też tzw. "przypadki kliniczne" czyli historie osób, które zechciały coś w życiu zmienić.

Drugi rozdział prezentuje racjonalne żywienie od strony praktycznej. Autorka zaleca by obliczyć początkowo swoje BMI (ja podpowiadałam Wam jak to zrobić) CPM, PPM i WHR. Następnie uwagę poświęca błędom żywieniowym, wskazówkom zdrowego żywienia. Wymienia grupy produktów, które są pożądane w przypadku diety - to ciekawy podrozdział, sama dowiedziałam się kilku fajnych ciekawostek dotyczących kasz czy mięsa. Dalej autorka podaje jak komponować posiłki w przeciągu całego dnia. 
W tym rozdziale znajdziecie również przykładowe jadłospisy. Są o tyle przystępne, że prosto je przyrządzić i sprawdzą się dla osób zabieganych. Nie ma tam miejsca na wyszukane potrawy, co mnie troszkę dołuje, bo ile można jeść jogurt z musli i sznycle z warzywami?
Za to w tym miejscu spotkałam się z kilkoma fajnymi radami:
- jeśli pracujesz do późna wymień miejscami obiad z podwieczorkiem
- jeśli nie lubisz śniadań, zamień je z drugim śniadaniem
Są tu ciekawe porady także dla osób pracujących na zmiany.
W tym rozdziale dalej znajdziecie porady jak stracić kilogramy ale i jak zdrowo przybrać na wadze. 
Poznacie tajniki kupowania zdrowej żywności, czytania etykiet, unikania niezdrowych składników.
Dowiecie się jakie są przyczyny emocjonalnego jedzenia. Są tu również przydatne informacje (których kiedyś uparcie poszukiwałam): jak jeść w pracy, w restauracji i w podróży z zachowaniem zasad zdrowego żywienia.



Trzeci rozdział zgłębia tajniki funkcjonowania organizmu. Tu dowiesz się jak zachować bilans wodny, jaki wpływ ma zakwaszenie organizmu, jak żywić alergika, jak odżywiać się by mieć zdrowe zęby i narządy.

W czwartym rozdziale poznasz dodatki, które pomogą Ci zrobić detoks. Są to przede wszystkim zioła i przyprawy. Znajdziesz wskazówki jak rzucić palenie i nie przytyć, jak jeść by być płodnym (tu akurat polecam książkę "Ty też będziesz w ciąży") i nie cierpieć na bezsenność.

Ostatnie karty książki to już tabela z wykazem gdzie w żywności znajdziecie poszczególne witaminy i minerały. To tu znajdziecie odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania. Na zakończenie wszystkie ważne wskazówki zostały zebrane i wypunktowane by można było do nich powrócić.

Do książki dołączono również bibliografię, która przyda się wszystkim studentom dietetyki ;)

Na koniec zamieszczonych zostało kilka przepisów opatrzonych zdjęciem.



Książka jest naprawdę skuteczną i ciekawą pozycją nie tylko dla tych, którzy pragną zmienić swoje nawyki żywieniowe, ale także dla tych, którzy już coś zmienili a chcą wiedzieć więcej.
Książka napisana w bardzo przystępny sposób, wszelkie trudne terminy są objaśniane.
To naprawdę godna uwagi pozycja.

Zdrowy detoks, Ewa Jarosz
Moja ocena: 8/10
Średnia ocena z lubimyczytac.pl: 7/10

 




  • Po przeczytaniu tej książki zyskałam 1,7 cm do akcji "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu"
Pozostało mi jeszcze: 87,4cm

 Przeczytaj moją recenzję na BookHunter.pl

12 listopada 2016

Calvin Klein Euphoria Endless

Dziś w poście opowiem Wam o perfumach, o których słyszałam wiele dobrego i które często pojawiają się w listach życzeń .

Mało tego, są to podobno perfumy, do których często się wraca i powiem szczerze, że ja też nie poprzestanę na tym jednym flakonie.


Jest to największy flakonik perfum jaki do tej pory miałam.
Mieści w sobie 125 ml wody perfumowanej i ma spory kształt, który akurat mieści się w dłoni. Minusem jest jego transport, bo ani myślę go włożyć do torebki, ale raz zabralam go na wyjazd. Dało radę :)
Plusów natomiast będzie dużo więcej, a ten pierwszy wysnuwa się od razu. Takimi perfumami będę mogła nacieszyć się zdecydowanie dłużej.

Jest to zapach przepiękny, słodki ale nie do przesady. Zapach zawiera w sobie kwiatowo-owocowe nuty. Głównie jest to kwiat wiśni, mandarynka, bez, bergamotka i róża. Wszystko to razem daje lekko świeży, egzotyczny i słodki zapach.

Perfumy są wydajne, bo dozują odpowiednią dawkę. Mają lekko różową barwę i niesamowicie długo utrzymują się na skórze i ubraniach.
Euphoria Endless stały się jednymi z moich ulubionych perfum i nie zamierzam nigdy z nich rezygnować.
Naprawdę do mnie pasują.
Uważam, że są do mnie podobne.

Calvin Klein, Euphoria Endless 125 ml / cena 180 zł (Drogeria Natura)

11 listopada 2016

Sekrety księżniczki, Jean Sasson

W lutym miałam okazję przeczytać powieść opartą na faktach autorstwa właśnie Jean Seasson pt. "Wybór Jasminy". 
Książką byłam mocno wstrząśnięta i wiedziałam, już czego mogę spodziewać się po kolejnej.
W moje ręce trafiła więc powieść "Sekrety księżniczki" również wydana nakładem Wydawnictwa Znak.

Sekrety księżniczki, Jean Sasson
Wydawnictwo Znak Literanova, Kraków 2016


Jean Sasson w książce "Sekrety księżniczki"odtwarza historie zasłyszane od Sułtanowej Al Su'ud. Księżniczka jest osobą, która nie tylko jest autorytetem w całej rodzinie, ale także jest wpływową kobietą jeśli chodzi o pomoc biednym i pokrzywdzonym Arabkom. Od lat działa na rzecz pokrzywdzonych kobiet, które w krajach arabskich nie mają niemal żadnych praw.
Sułtanowa przedstawia losy kilku arabskich kobiet, zazwyczaj pięknych ale też bardzo młodych. Głównie podejmuje temat małżeństw, najczęściej starszych już mężczyzn z nieletnimi dziewczynami, lub niemal dziećmi. Kobiety te nie są pierwszymi żonami, a zazwyczaj kolejnymi. Ich młode, dziewczęce ciała nie są jeszcze przygotowane do współżycia z dorosłymi mężczyznami, a co dopiero do urodzenia dziecka.
To wielka krzywda wyrządzona nieletnim dziewczynom. To okrucieństwo mężczyzn, na które przyzwala im kultura. Sułtanowa Al Su'ud, żona i matka dwójki dzieci doskonale wie, co znaczy urodzić i wychować dziecko. Rozumie dziewczyny, że ten trud nie powinien być podejmowany przez tak młode osoby. Stara się więc pomóc im finansowo, ale przede wszystkim mentalnie okazując wsparcie.
Na pewno nie raz słyszałyście o historiach kobiet, które zostały oblane kwasem przez mściwych mężów. Czytając książkę będziecie mogli wczuć się w ich położenie i pomyśleć jak one się czuły i co teraz w życiu przeżywają.

Powieść pokazuje brutalną prawdę o traktowaniu kobiet w krajach arabskich. Nie jest to pierwsza lektura o tej tematyce, którą czytam. Problemy jakie napotkałam w książce nie są mi obce. Nie zszokowały mnie aż tak bardzo.Historie były nieco krótkie, czasem wydawało mi się, że powinny być wzbogacone bardziej rozbudowaną fabułą.



Na pewno nie jest to ostatnia książka o tematyce arabskich kobiet, którą przeczytałam. Mam jeszcze małę zaległości jeśli chodzi o Jean Sasson, bo nie czytałam Łez księżniczki, które są pierwszym tomem serii o historiach zasłyszanych od Sułtanowej Al Su'ud.

Sekrety księżniczki, Jean Sasson
Moja ocena: 6/10
Średnia ocena z lubimyczytac.pl: 7,2/10

 



  • Po przeczytaniu tej książki zyskałam 2,1 cm do akcji "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu"
Pozostało mi jeszcze: 89,1 cm

 Przeczytaj moją recenzję na BookHunter.pl

Odzyskane szczęście. Wolność od bagażu z dzieciństwa, Wojciech Gębura

Odzyskane szczęście. Wolność od bagażu z dzieciństwa, Wojciech Gębura
Wydawnictwo Psychoskok, Konin 2016



Jednym z moich największych szczęść jest fakt, że miałam szczęśliwe dzieciństwo.
Niestety, przypadki trudnego i nieszczęśliwego dzieciństwa są mi bliskie.
W pracy nauczyciela każdego roku pojawia się w moim życiu mały,  bezbronny człowiek, który nie zasłużył na to, by mieć rodziców z problemami.
Te problemy chcąc nie chcąc rzutują na jego dalsze życie, na to jakim stanie się człowiekiem, kim będzie i co osiągnie, lub częściej czego nie osiągnie, bo nigdy nie dostał bodźca motywacyjnego od rodziców, którzy powinni w niego wierzyć.

Poradnik Wojciecha Gębury pozwala nie tylko zrozumieć problem bagażu, który przytłacza w dorosłym życiu, a którego początki biorą się nawet we wczesnym dzieciństiwe. Książka pozwala również stawić czoła nieprzychylnościom.

W sześciu nieszczególnie rozbudowanych rozdziałach autor prowadzi czytelnika przed drogę do prawdy i szczęścia.
Sam autor w dzieciństwie również wychowywał się w rodzinie dysfuncyjnej, lecz znalazł klucz do szczęścia, którym zapragnął podzielić się z innymi.



W pierwszym rozdziale poznasz wskazówki, które pozwolą ci przekonać się, że możesz mieć wymarzone życie, bo na nie zasługujesz. Autor prowadzi przez wartości ulotne, ale pozwala zrozumieć, że można zatrzymać je jednak na dłużej. Aby osiągnąć te cele trzeba jednak zacząć od siebie, nauczyć się żyć radośnie, znaleźć sobie pasję, wiele czasu poświęcać na rozmowy z ukochaną osobą, zaufać Bogu. Wszystkie to pomysły, które pozwolą ci myśleć pozytywnie o swoim życiu należy jednak pielęgnować.

Drugi rozdział poświęcony jest dysfunkcyjnym rodzinom. Autor uzmysławia znaczenie konotacji "rodzina" i "ciepło/bezpieczeństwo". Niestety nie dla wszystkich te słowa są ze sobą związane. Najczęstszym problemem w rodzinach dysfunkcyjnych jest alkoholizm i przemoc. Często występują jednak one w zależności. Dość złożonym problemem w niektórych rodzinach jest problem nierównego traktowania dzieci. Niby nic, a jednak odbija się to negatywnie w życiu człowieka. Do twgo często pojawia się podkopywanie wiary w siebie, które rodzice w swoich dzieciach umacniają. To z kolei rodzi kompleksy i powoduje brak akceptacji siebie.
W rodzinach zaburzonych problemem bardzo często jest szczupły budżet domowy. Dzieci z rodzin obarczonych problemami mają kłopoty z nauką.
Koło jakie wytwarzają rodziny patologiczne zdaje się nie mieć końca. Problemy przenikają przez siebie, zawsze się mnożą, przybierają na sile a w dziecku wytwarzają lęki i zaburzają samoakceptację.
W tym rozdziale autor już nie tylko przedstawia propozycje jak zmienić swoje życie. W tym rozdziale wchodzi w głąb siebie, dzieli się swoją historią, pokazuje własne problemy z dzieciństwa. A uwierzcie, jest ich sporo.

Autor w dalszych częsciach przechodzi do sensownie poukładanych rad, jak poradzić sobie z tym problemem. Pokazuje w jaki sposób zerwać ze środowiskiem destrukcyjnym, jak naprawić myślenie o samym sobie.

Po prostu pragnie przekonać, że każdy zasługuje na to, by kreować swoje szczęśliwe życie.


Odzyskane szczęście. Wolność od bagażu z dzieciństwa, Wojciech Gębura
Moja ocena: 7/10
Średnia ocena z lubimyczytac.pl: 6,4/10

 


  • Po przeczytaniu tej książki zyskałam 0,8 cm do akcji "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu"
Pozostało mi jeszcze: 91,2 cm

 Przeczytaj moją recenzję na BookHunter.pl

6 listopada 2016

Odżywcze mleczko do demakijażu, Vichy

Marka Vichy zyskała moje uznanie już kilka lat temu.
Kosmetyki jakie dostępne są od lat na rynku wciąż cieszą się dużym uznaniem.
Olejek z wodą termalną oraz krem do twarzy Idealia w wersji na dzień i na noc, to kosmetyki, do których bardzo często wracam.

Dziś chciałabym podzielić się z Wami opinią o mleczku do demakijażu Vichy Purete Thermale


Mleczko do demakijażu według zapewnień ma za zadanie delikatnie usuwać makijaż a przy tym nawilżać i odżywiać skórę. Głównym zadaniem jest eliminacja zanieczyszczeń

Produkt testowany, więc dostał etykietkę hipoalergicznego.
W swoim składzie zawiera wodę termalną Vichy.

Mleczko umieszczone jest w buteleczce o poj. 200 ml. Opakowanie w kolorze pistacjowym, pięknie wygląda wśród innych kosmetyków na półce. Buteleczka z nakrętką zamykaną na klik.
Dziurka otworu jest niewielka więc duży plus, za to, że kosmetyk ląduje tylko na waciku a nie wszędzie tam, gdzie nie powinien.

Zapach kosmetyku jest delikatny, pudrowy odrobinę kwiatowy i bardzo przyjemny. 

Zauważyłam, że konsystencja lekko ulega przemianie. Gdy trzymamy mleczko w chłodnym pomieszczeniu jest bardziej gęsta, balsamiczna jak na zdjeciu poniżej. Natomiast gdy przeniosłam go na półkę blisko grzejnika to produkt bardzo się rozwodnił.
Jednak tu odpowiada mi bardziej gęsta konsystencja i bezpiecznie będzie, jeśli nie będę go trzymać blisko źródła ciepła :)


W kwestii skuteczności mleczka do demakijażu mam kilka zastrzeżeń. Nie jest to cudowny produkt, a spodziewałam się, że będzie jednym z lepszych jakie miałam.
Owszem, delikatnie usuwa makijąż - lekki podkład czy delikatną szminkę. Ale by usunąć pełny wieczorowy makijaż trzeba by mocno się natrudzić. 
Nawet gdy wcześniej umyję twarz żelem i chcę usunąć pozostałości, to ciężko bywa.

Kosmetyk bardziej więc zaliczyłabym do pielęgnacyjnej kategorii niż demakijażowej. 
Delikatnie nawilża ale nie zapewnia długotrwałego nawilżenia. 

Mimo zaleceń, ze należy omijać okolicę oczu, to przetestowałam na sobie, że nic się nie dzieje jeśli złamię zasady. Nie szczypie w oczy i nic się nie dzieje nawet podczas demakijażu przy noszonych soczewkach

Nie polubiliśmy się z mleczkiem od Vichy, to był ostatni raz.

Cena: ok. 40 zł / 200 ml
Gdzie kupić: drogerie, apteki

4 listopada 2016

La Donna Scomparasa, Claudia Ruscello - włoski kryminał

Zawsze podziwiałam osoby, które czytają literaturę w oryginale.
Bardzo ubolewam, że nie znam na tyle angielskiego by przeczytać cokolwiek z literatury i mieć poczucie, że czytam i rozumiem co czytam.
Znam niemiecki i kiedyś przeczytałam w oryginale zbiór baśni a potem młodzieżową powieść. Ale na tym koniec.

Gdy pojechałam po raz kolejny do Włoch postanowiłam coś zmienić w swoim życiu. Wiem, że jeszcze nie raz tam wrócę i głupio by znać jedynie podstawowe zwroty.

Z pomocą przyszła oferta Wydawnictwa Edgar Języki Obce.

Nie miałam jakoś ochoty na ślęczenie w książkach, przepisywanie słówek do notesu i klepanie gramatyki.
Gdy ujrzałam w ofercie kurs językowy, który jest zarazem kryminałem i podręcznikiem z ćwiczeniami pomyślałam, że nie mogłam trafić lepiej.


Kryminał opowiada o idealnej z pozoru włoskiej rodzinie Di Martino. Małżeństwo Cesare'a i Valentiny wydaje się być obrazem przykładnego małżeństwa. Pewnego dnia Valentina znika. Mąż zgłasza zaginięcie kobiety, a całe środkowe Włochy aż huczą od plotek.
Czyżby za zaginięciem żony stał Cesare?
Sprawę przejmuje komisarz i piękna psycholog śledcza.
Czy uda się im dowieść kto stoi za zaginięciem Valentiny?


Ten włoski kryminał z samouczkiem jest genialny. Niestety trzeba znać jakiekolwiek podstawy, by móc zrozumieć jego sens. Minimalny poziom języka jaki jest wymagany to A2, ale w książce znajduje się również wyjaśnienie niektórych podstawowych odmian czasowników.
Rozdziały są niewielkiej objętości, czasem po prostu jednostronicowe, ale mimo to akcja budowana jest w pełnym napięciu i z radością pochłania się kolejne strony, bo w dodatku towarzyszy przeświadczenie, że przynosi ono również zdobywanie wiedzy.




Każdy rozdział opatrzony jest słowniczkiem, większość słów, zwłaszcza trudnych jest tłumaczona. Dodatkowo wybiórcze odmiany wyrazów prezentowane są w schematach i tabelkach.
Po każdym rozdziale następuje zestaw ćwiczeń.
Są one przyjemne i skonstruowane tak, by nie nudzić w żaden sposób.
Mają bardzo zróżnicowany poziom trudności.Od łatwych, w których spośród rozsypanki trzeba wybrać właściwe zdanie czy wyraz, przez uzupełnianie wykropkowanych luk w tekście aż po całkiem trudne jak przekształcanie zdań.

Na końcu książki znajduje się test sprawdzający wiedzę i odpowiedzi do niego.
Ostatnie strony zadrukowane są mini słowniczkiem języka włoskiego.

Do zestawu dołączona jest płyta na której nie tylko znajduje się audiobook, ale w której razem z lektorem możemy utrwalać poznane słownictwo.
Lektor ma bardzo przyjemny głos mężczyzny w średnim wieku z akcentem typowym dla przystojnych Włochów :)




Polecam gorąco ten box językowy, który pozwala na przyjemne poznawanie nowego języka.
Jeśli nie jesteście akurat zainteresowani włoskim wariantem, to bez obaw. Edgar proponuje wiele innych kryminałów do nauki języka: angielskiego, niemieckiego, hiszpańskiego.

Wydawnictwo w ofercie posiada też inne pozycje do nauki języka przez klasyczne kursy, literackie powieści aż po naukę języków z pomocą gier interaktywnych.

Całą ofertę możecie prześledzić na stronie https://www.jezykiobce.pl/


La Donna Scomparasa, Claudia Ruscello - włoski kryminał
Moja ocena: 9/10
Średnia ocena z lubimyczytac.pl: 8/10

 





  • Po przeczytaniu tej książki zyskałam 1,3 cm do akcji "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu"
Pozostało mi jeszcze: 92 cm

 Przeczytaj moją recenzję na BookHunter.pl

2 listopada 2016

Perfumy Avon Life dla niej i dla niego

Czy też macie tak, że na waszych półkach stoją perfumy, które całkowicie się wam znudziły?
Mnie taki zapachowy marazm dopada dość często.

Jestem tak skomplikowaną osobą, że nie zawsze mam ochotę na wybór perfum w drogerii, bo nie raz i nie dwa wychodzę stamtąd z bólem głowy i uczuciem mdłości :)
Czasem więc wymyślam sobie perfumową loterię.
Jak trafię to świetnie (tak było z perfumami Mercedes Benz) a jeśli mi nie podpasują (jak te J.Lo) to po prostu oddaję/odsprzedaję je taniej komuś, komu przypadną do gustu.

Perfumy Avon Life zamówiłam jeszcze przed premierą i to nie w jednym a w dwóch wariantach i dla niej i dla niego.
Wiedziałam jedynie tyle, że to ekskluzywne zapachy o kwiatowo-drzewnej nucie zapachowej. Pomyślałam, że takie połączenie nut zapachowych świetnie sprawdzi się jesienią.




Zapachy Avon Life to linia perfum stworzonych przez Kenzo Takadę. 
Sięgając po perfumy w wersji dla niej i dla niego spodziewałam się tożsamych zapachów. Zamawiając je  jeszcze nie wiadomą był sam wygląd buteleczek. 

Po odebraniu przesyłki okazało się, że nic co miałam na myśli nie było prawdą :) 

Ona - królowa, dostojna i pełna wdzięku. W flakoniku o okrągłym kształcie znajduje się woda perfumowana. Pojemność buteleczki to 50 ml. Zatyczka to misternie wykończone dzieło sztuki przywodzące na myśl diamenty. Zapach jest rewelacyjny, nieco kwiatowy ale z wyraźną domieszką mocnego zapachu ekskluzywnych perfum. Perfumy naprawdę były strzałem w dziesiątkę, niezwykle dopasowują się do mojej osobowości i naprawdę w tym starciu wygrałam zamawiając zapach w ciemno. Dodatkowo powiem, że są na tyle uniwersalne, że powinny przypaść do gustu każdemu. 

On - jest niczym tło dla królowej, jak posłaniec tego co świeże i męskie. Nie jest tożsamy z zapachem damskiej wersji perfum Life, a tego się spodziewałam. Jest to zapach zdecydowanie bardziej świeży i podbijający zmysły. Nie jest to woda perfumowana a woda toaletowa, ale za to pojemność jest większa, bo we flakoniku znajduje się 75 ml produktu. Powiem Wam, że jednak wolę mojego chłopaka w tych perfumach niż siebie w moich :)  

Jesteśmy zadowoleni z tego duetu. I choć nie są to perfumy identyczne tak jak sie spodziewaliśmy, to jednak wiem, że idealnie do nas pasują. Bo my też nie jesteśmy identyczni :) 

Avon Life kupicie obecnie w promocji po 89,99 zł za flakonik zarówno damskich jak i męskich perfum. 

1 listopada 2016

Październikowe omnomnomy '16

Hej Miśki

nie, żebym Wam ubliżała czy coś, ale podobno już większa połowa społeczeństwa zgromadziła zapasy na zimę. Wiem coś o tym, bo chętnie teraz bym zaczęła się ich pozbywać :)

W październiku choć sporo wolnego się przydarzyło, to jednak przesilenie dało o sobie znać i kilkakrotnie już jak na szpilkach nie mogłam wysiedzieć w pracy :) A musicie wiedzieć, że na szpilkach do pracy raczej nie chodzę :)

Na szczęście w ten ostatni weekend października spełniłam jedno z moich pragnień i razem z P. wybraliśmy się do Wrocławia by spędzić miły weekend i odetchnąć po trudnym jednak październiku.
Na te trudy złożyło się dużo mojej pracy, choć teraz i tak będę miała więcej, bo wzięłam dodatkowe dwa zlecenia, wyjazdy mojego P. co przełożyło się na to, że połowę miesiąca się z nim nie widziałam. A w naszym przypadku to wyczyn, bo jesteśmy papużki-nierozłączki jeśli chodzi o wspólne spędzanie czasu.

 Nie byłabym sobą, gdym nie zaczęła od najświeższego zdjęcia :)
Halloweenowy make up - w zasadzie zastanawiałam się, 
czy no make up nie byłby bardziej upiorny, ale jednak was oszczędzę :) 

Październik to już zaawansowana jesień. 
Czasem bywa smutna więc trzeba jej podkręcić barwy.
Zajęcia plastyczne "Świat barw" w grupie dzieci od 3 do 6 lat 




Czy wy lubiliście jak przychodził do waszej klasy ktoś na zastępstwo? 
Ja bardzo. 

Ten schemat widzę teraz w swoim zawodowym doświadczeniu. 
Takiego nauczyciela nie trzeba traktować zbyt serio. Można z nim luźniej porozmawiać czy wyżalić się lub ponarzekać. 

A przede wszystkim można się świetnie bawić: 
Pójść na spacer, pozbierać liście i kasztany, bo mają pozytywną energię :) 

Lub po prostu trochę się powygłupiać na przykład na sali rekreacyjnej :) 















Ostatnio absolutnie jestem zabujana w marchewce z granatem, tu dodałam jeszcze starte kiwi i łyżkę majonezu:) 


Moje nowe EOSy: balsam do ust: truskawka i jagoda Acai oraz krem do rąk :) 


Zestaw relaks :) 
Grzane wino i książka antystresowa 


Kawa w drodze to jeden z najlepszych umilaczy podróży. 
Ten kto wymyślił Orlenową Latte może już poczuć się w obowiązku ożenić się ze mną :)


A tu już zdjęcie z hotelowego pokoju :)
Polecam Haston City we Wrocławiu jeśli będziecie kiedyś się zastanawiać. 
Ekskluzywny i z klasą, świetny komfort a jakie łóżko ... ;P 


Wrocław nocą jest przepiękny <3