27 października 2016

Bankiet wysuszonych kasztanów, Joanna Stańda


Bankiet wysuszonych kasztanów, Joanna Stańda
Wydawnictwo Psychoskok, Konin 2016

Na oddziale geriatrycznym nie można wyobrazić sobie bezmiaru szczęścia.
To oddział gdzie przecinają się historie czterech staruszek.
Ich codzienność przytłoczona jest dramatami z życia codziennego, szara smutna rzeczywistość i teoretycznie na tym można by było poprzestać, gdyby nie fakt, że te kobiety są tak barwnymi postaciami jak jesienne liście.
Bo jesień życia nie musi być wcale nudna.
Babeczki pomimo cukrzycy, choroby nerek i innych zwyrodnień mają pragnienia i potrzeby jak wszystkie kobiety świata, bez względu na wiek.
To one, tak jak my potrzebują uwagi i troski. Chcą kochać i być kochane. Chcą się podobać innym. Chcą uprawiać seks, zajmować się domem, pielęgnować swoje ogródki, kłócić się i flirtować. A ponadto tak jak każdy lubią dobrze zjeść :)
Niestety na oddziale geriatrycznym takich atrakcji jest niewiele. Pojawia się postać Alberta, o którego babcie między sobą rywalizują. Na oddziale nijak nie można liczyć na pomoc innych, dobrą opiekę czy smaczny wikt.

Wszystko zmienia się gdy na oddziale pojawia się młoda kobieta, Oliwia. Jej obecność wpłynie na postrzeganie starości i skonfrontuje ją z młodością. Czy starość nadal będzie pełna trosk i czy młoda osoba będzie w stanie zrozumieć rozterki staruszek?

Tego wszystkiego dowiecie się z przepełnionej humorem i nieco tragicznej choć osadzonej w niezwykle polskich realiach szpitalnego świata, krótkiej powiastki Joanny Stańdy.
Książka nie może nie przypaść Wam do gustu. Bo choć początkowo tylko bawi, to zaraz okazuje się, że uczy czytelnika jak ważne jest zrozumienie dla starszych osób, którym tak naprawdę w życiu nie jest łatwo, i którzy mają swój mały kolorowy świat jesiennych liści i wcale nie tak mocno wysuszonych kasztanów.

Bankiet wysuszonych kasztanów, Joanna Stańda
Moja ocena: 7/10
Średnia ocena z lubimyczytac.pl: 5/10

 




  • Po przeczytaniu tej książki zyskałam 0,9 cm do akcji "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu"
Pozostało mi jeszcze: 93,3 cm

 Przeczytaj moją recenzję na BookHunter.pl

24 października 2016

Boska seksualność, czyli sztuka kochania sercem, Grzegorz Kaźmierczak


Boska seksualność, czyli sztuka kochania sercem, Grzegorz Kaźmierczak
Wydawnictwo Psychoskok, Konin 2016
 
Boska seksualność, to nie książka o boginiach seksu, jak początkowo myślałam.
To przewodnik po duchowym świecie miłości, której następstwem jest cielesność, ale w zupełnie nieerotycznym wymiarze. 

Książka dla wszystkich tych, którzy pragną przeżywać i doświadczać przyjemności z seksu (choć autor zapewne tak by się nie wyraził), a przy tym jednać się z Bogiem i własnym wnętrzem.

Książka łączy w sobie religię i filozofię wschodu. Prowadzi przez wszystkie etapy aktów seksualnych.Omawia anatomię człowieka wraz z jego duchowością, wyjaśnia procesy jakie zachodzą w umyśle ludzkim w stanie zakochania.

Nie do końca wiem co mam o książce napisać, bo wszystko to co w niej zawarte wydaje się ponad mną. Nie należę do tego świata religijności i filozofii by tak głęboko omawiać aspekt seksualny.
Myślałam raczej, że będzie to swobodna, bezpośrednia i otwarta na dzisiejsze czasy pozycja z której wyniosę coś nowego. Tymczasem dowiedziałam się z niej, że akt seksualny prowadzi do narodzin Boga wewnątrz siebie, Autor mówi o wypływającym  z książki morzu miłości, w którym zachęca nas do kąpieli. Zupełnie nie wiem o czym facet pisze i czego się wcześniej nałykał. Grzegorz Kaźmierczak w swojej publikacji dużo miejsca poświęca złu jakim według niego jest zachowywanie męskiego ego w sobie i rozładowywanie seksualnej energii samemu, zamiast tym dobrem podzielić się z kobietą. Doszłam do wniosku, że nie powinnam się zagłębiać dalej i otumaniona odłożyłam książkę na półkę.

Książka napisana jest w formie traktatu do czytelnika. Podzielona na rozdziały, z czego każdy zawiera inwokację do czytelnika. Autor zaznacza, że kocha każdego człowieka, którego napotyka na swojej drodze, dlatego recenzując książkę w ten a nie inny sposób, czuję się nieco rozgrzeszona. Amen.

Boska seksualność, czyli sztuka kochania sercem, Grzegorz Kaźmierczak
Moja ocena: 2/10
Średnia ocena z lubimyczytac.pl: 5/10

 



  • Po przeczytaniu tej książki zyskałam 1,3 cm do akcji "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu"
Pozostało mi jeszcze: 94,2 cm

 Przeczytaj moją recenzję na BookHunter.pl

16 października 2016

Odżywka Jantar od Farmony - w walce o piękne włosy

Moje włosy nie raz były przyczyną mojego dołka egzystencjalnego:
- nie są piękne
- nie są mocne
- nie są długie
- nie są gęste

a dodatkowo:
- mają naturalny mysi kolor
- są poddatne
- puszą się i kręcą gdy wyczuwają wilgoć


Moja pielęgnacja włosów to ciągła walka, a o kolejnej bitwie opowiem wam teraz :)

Dawno, dawno temu babcia próbowała przekonać mnie do używania naturalnych szamponów i odżywek. Proponowała preparaty z czarnej rzepy, pokrzyw i ziaren pszenicy.
Terroryzowała moje włosy, które potem nie dały się rozczesać.
Na długo tym odwiodła mnie od stosowania naturalnych produktów do włosów.

Jakiś czas temu za namową siostry dałam się przekonać do kupna szamponu Jantar od Farmony, w zestawie dołączono wcierkę do włosów.
Cały zestaw bardzo przypadł mi do gustu.

Gdy tylko ujrzałam w swojej skrzynce pocztowej wiadomość o zbliżającym się udziale w teście odżywki Jantar pomyślałam, że to coś co powinnam kontynuować wraz z kuracją Jantarowym zestawem.

Odżywka nie jest na rynku nowością, jednak teraz posiada nowe, bardziej poręczne i wygodne w użyciu opakowanie.

To jeszcze nie wszystko, odżywka zmieniła swój dotychczasowy skład i zmieniła się na lepsze rezygnując z przesuszających i niszczących włosy składników.
Teraz jej skład jest na tyle optymalny, że dostosowuje się do wszelkiego rodzaju włosów i wrażliwej skóry głowy.


Odżywka Jantar ma przyjemny odrobinę ziołowy zapach.
Świetnie się rozpyla, strumieniem o szerokim zakresie, ale doza płynu porównywalna jest do mgiełki.



Używam odżywki już od dwóch tygodni, codziennie rano i zauważyłam rewelacyjne efekty.
Moje włosy stały sie grubsze i nabrały objętości, a co zadziwiające naprawdę urosły - może nie jest to efekt widoczny gołym okiem czy spektakularny by ktoś mógł pochwalić ich porost ale sama widzę różnicę!Na dodatek pojawiło się sporo nowych baby włosków :)

Teraz jeden jedyny minus - odkąd zaczęłam używać odżywki moje włosy stały się nieco bardziej napuszone i trudniej je ujarzmić prostownicą.

Odżywka świetnie współgra z wrażliwą skórą głowy, można stosować ją codzniennie, bo nie przetłuszcza włosów.

To nie ostatnia butelka Jantaru jaką mam!









Ten wpis pojawi się za jakiś czas w konkursowym poście na stronie Farmony, poproszę Was wtedy byście pomogły mi wygrać świetne nagrody. Dla Was też znajdzie się coś miłego jeśli zdecydujecie się zagłosować :)


Ślę ciepłe buziaki w wietrzny dzień gdzieś pod Kielecczyzną :)

11 października 2016

Jedz dla dwojga, nie za dwoje. Poradnik dla kobiet w ciąży, Anna Rogulska

Cześć moje drogie :)
Nie moja skąpa obecność na blogu nie wynika z chęci starań o potomstwo :)
Tak, to jeszcze nie teraz :)

Kiedyś na pewno, a że jestem typem człowieka, który nim zacznie cokolwiek to zgłębia fachową wiedzę z książek ;)

Dlatego zapraszam na przegląd książki:

Jedz dla dwojga, nie za dwoje. Poradnik dla kobiet w ciąży, Anna Rogulska
Wydawnictwo Lekarskie PZWL, Warszawa 2016


Jeszcze kilkanaście lat temu nikt nie używał popularnego dziś hasła, że nie je się za dwoje a dla dwojga. Dziś nikt nie ma już wątpliwości, że objadanie się w ciąży nie jest korzystne dla maleństwa, a tylko niesie za sobą przykre konsekwencje i dla mamy i dla dziecka. 

Książka jest o tyle ważną pozycją, że jest dedykowana nie tylko kobietom w ciąży, ale i tym, które kiedyś pragną mieć dzieci. Bowiem to jak będziesz się odżywiać przed ciążą również będzie miało wpływ na samopoczucie i kondycję potomstwa. 

Zacznę od strony technicznej książki, choć jeszcze nigdy chyba nie zaczynałam od tej strony. Poradnik posiada okładkę ze skrzydełkami a tam ekstra informacje. Po pierwsze na skrzydełku przepis na żurawinowe muffinki, na drugim skrzydełku wypunktowane rady, by zawsze można się było do nich odnieść. A wewnątrz okładki wyrysowana jest piramida zdrowego żywienia już po zmianach z 2016 roku. 

Pierwszy rozdział dotyczy diety podczas planowanej ciąży i wcale nie ma tu mowy o kilku miesiącach przed zajściem w ciążę, a długim okresie znacznie poprzedzającym starania. Najlepiej gdy prawidłowa dieta nie jest krótsza niż 4-5 miesięcy przed planowaniem.Kluczowe jest tu wyeliminowanie niewłaściwych zachowań jak palenie papierosów czy nadwaga. Zaleca się natomiast suplementację witaminami i ruch. Należy również przestrzegać 5 posiłków dziennie bez podjadania o urozmaiconym poziomie białka, węglowodanów i tłuszczy. W tym rozdziale poznacie 16 złotych zasad jakich należy przestrzegać. 

Kolejny rozdział dotyczy już okresu ciąży. Z pomocą prawidłowego przybrania na masie przychodzą tabele odpowiednie dla waszego BMI, dzieki nim dowiesz się czy Twoja waga podczas ciąży jest odpowiednia. Autorka podkreśla jednak, że odchudzanie w ciąży jest wykluczone, bo choć mało kto o tym wie, z tkanki tłuszczowej której się pozbywa kobieta (mężczyzna też, ale nie o tym), nie wydalają się toksyny, ich stężenie może być groźne dla dziecka. W tym rozdziale znajdują się także rady dla przyszłych mam bliźniąt. W tym rozdziale dowiesz się również o ile zwiększyć kalorię (np. w I semestrze tylko o 150 kcal, czyli opakowanie serka homogenizowanego) i jakie witaminy oraz minerały są Ci potrzebne - a to wszystko umiejscowione w czytelnej tabeli. 

W książce znajdziecie również propozycje poszczególnych posiłków. Uzyskacie rady jaką wędlinę kupić i jakich składników unikać. Jeśli chcesz jeść zdrowo to warto mięso upiec samemu i tu w książce znajdziesz masę przepisów na takie pyszności. 
Znajdziecie tu odpowiedzi na pytanie co jeść i w jakich ilościach, co można pić i ile. Autorka rozwieje także wątpliwości co do picia kawy. 



Na początku powiedziałam o ruchu. W książce opisano jaką aktywność można podjąć w ciąży (spacery, pływanie, fitness) a z jakiej zrezygnować (jazda konna, jazda na nartach i inne urazowe) 

Odrębny rozdział poświecony jest zakazom. Czego nie można mniej więcej każdy wie. A co dla mnie było niespodzianką? 
Nie uraczę się wtedy oscypkiem (w ogóle odpuszczę sobie ukochane góry, bo ani narty ani oscypki, to już nie wiem po co żyć), ani cammembertem, bo prowadzą do listeriozy. Nie zjem też musaki, bo nie można jeść bakłażana (który ponoć powoduje wzdęcia, choć ja nigdy nie zauważyłam tego u siebie). Niestety też nie napiję się mocnej, czarnej herbaty. 
Za to rekompensatą w tym rozdziale jest kolejna dawka przepisów na pyszne i zdrowe dania. 

Ostatni już rozdział pomoże walczyć z ciążowymi dolegliwościami: zgagą, wzdęciami, obrzękami, niedokrwistością, cukrzycą ciążową i wieloma innymi. 
Na zakończenie autorka rozpisała kilka całodziennych jadłospisów. 

Pozycja Anny Rogulskiej jest fajnym kompedium wiedzy dla wszystkich przyszłych mam. Czasem bowiem każdego dopada wątpliwość co wolno, a czego zupełnie nie można.. Zamiast w panice wpisywać hasło w google: "zjadłam sushi jestem w ciąży" to po prostu na zaś warto mieć wiedzę na ten temat. 

Jedz dla dwojga, nie za dwoje. Poradnik dla kobiet w ciąży, Anna Rogulska
Moja ocena: 8/10
Średnia ocena z lubimyczytac.pl: 8/10

 


  • Po przeczytaniu tej książki zyskałam 0,9 cm do akcji "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu"
Pozostało mi jeszcze: 95,5 cm

 Przeczytaj moją recenzję na BookHunter.pl

8 października 2016

Nasiona chia i krem Velvet Soft Moisture z nasionami chia od Avon Nutra Effects

Tak, przyznaję się, że uwielbiam nasiona chia.
Uwielbiam je w puddingu gdy pęcznieją i pod osłoną śluzu strzelają w zębach :)
Uwielbiam je również na sucho, po prostu wsypane do jogurtu, bez zbędnego odstawiania na noc do lodówki :)

Zastosowanie nasion chia w kosmetykach było jednak dla mnie nowością.

Ci, z Was, którzy znają już nasiona chia są świadomi jak świetnie chłoną wodę. Podobno potrafią powiększyć swoją objętość dziesięciokrotnie.

Jakie właściwości ma więc chia, które można wykorzystać w dietetyce i kosmetyce zarazem?

Nasiona chia są źródłem kwasów tłuszczowych Omega 3 i Omega 6. Przyczyniają się do sprawnego funkcjonowania serca i narządów krwionośnych.
Są źródłem:
- witamin
- minerałów
- przeciwutleniaczy 
- wapnia

W swojej strukturze mają aż 20% łatwo przyswajalnego białka, które głównie rozpuszcza się w wodzie, co jest cenną informacją dla osób z problemami jelitowo-żołądkowymi. 

A krążąc już w temacie trawienia to chia jest nośnikiem błonnika. Oscyluje on na poziomie 25%. Nie tylko regulują trawienie i ułatwiają wypróżnianie, ale też doskonale radzą sobie z nadmiernym apetytem. Kuleczki pęcznieją w żołądku dając uczucie sytości.
"Przez wieki nasiona Chia były używane także jako podstawowe pożywienie dla Indian z południowo-zachodniej części dzisiejszego Meksyku. Mogli spożyć zaledwie 1 łyżeczkę na dzień i maszerować 24 godziny bez przerwy" 








Najwyższy czas włączyć nasiona chia do kosmetyków. 
Ten pomysł nie mógł się nie udać.
Marka Avon wyszła na przeciw trendom zdrowej strony życia i wypuściła na rynek wyjątkowo lekki a przy tym posiadający ultra nawilżające właściwości krem do twarzy i ciała, 


Krem AVON Nutra Effects jest połączeniem lekkiej konsystencji i uwodnionej formuły. Dzięki nasionom chia sprawia, że nawilżenie dłużej się utrzymuje w komórkach skóry.

Krem dedykowany jest dla osób o różnych rodzajach cery i skóry, choć głównie spodoba się osobom o suchej skórze.
Umieszczony w pudełeczku z szeroką zakrętką, mieści w sobie 200 ml kremu.
Krem ma bialy kolor, a po chia ani widu, co oznacza, że zastały jakoś spreparowane (zapewne zmielone).
Nie zawiera parabenów i barwników, może być stosowany przez osoby z problemami alergicznymi.

Krem ma lekką konsystencję, choć jest gęsty na tyle, że nie spływa z palców. Jeśli znacie inne kremy typu soft, choćby ten najpopularniejszy z Nivea to możecie sobie wyobrazić konsystencję tego kosmetyku.



Idealnie się rozprowadza, nie pozostawia tłustej warstwy i delikatnie nawilża. Stosowany do codziennej pielęgnacji sprawia, że skóra staje się o wiele bardziej miękka, jakby naprawdę zatrzymywała wodę w komórkach skóry i nie pozwoliła jej na przesuszanie.

Dodatkowo krem pachnie delikatnie kremowo-mydełkowo i jest to bardzo przyjemny zapach.


Produkt miałam przyjemność testować w ramach kampani Streetcom. Prócz powyższego kremu dostałam także zestaw próbek do rozdania koleżankom, paczuszkę nasion chia do kuchennych przyjemności (a dodam, że uwielbiam i zawsze mam w szafce), do przesyłki dołączony był również katalog.


Na sam koniec chciałabym podziękować organizatorom kampanii za wyróżnienie w ramach aktywności i wspaniały prezent, jaki otrzymałam podczas trwania kampanii.

Ale więcej opowiem o tym w innym poście.

A jeśli wy także chcecie wziąć udział w podobnych akcjach to koniecznie odwiedźcie streetcom  przez mój polecający link :)


Ps. Miłego weekendu, ja siedzę w Kielcach na pierwszym zjeździe, na szczęście to ostatni semestr :)

2 października 2016

Wrześniowe omnomnomy '16

Cześć,
piszę do Was "przez nos" co zapewne słychać :D
Katar niemiłosierny, ja mocno zapracowana co odbija się na słabej aktywności na blogu.

 i tak nie mam szans odpocząć :)

Zdjęć też jakoś wiele nie nacykałam, bo nie mam weny i czasu.