31 lipca 2016

Lipcowe omnomnomy

Hej,
z racji tego, że już od dawna nie recenzuję produktów spożywczych (wyjątkiem będą kampanie) to postanowiłam zebrać wam Lipcowe omnomnomy.
Przepisów tu nie będzie nawet na potrawy. Ostatnio mocno wypoczywałam, bo sporo podróżowałam, a fakt złamanego palca wskazującego nie ułatwia sprawy w pisaniu:)
Wiem, że wiele z was jest na tyle kochanych, że pytało się o stan mojego palucha, więc jestem Wam winna opowieść.

Ostatniego dnia pobytu w Cesenatico nad Adriatykiem postanowiłam po kilku ładnych latach niegrania w siatkówkę plażową znów dać pokaz możliwości. Drużyny były zacne, bo sami trenerzy, wuefiści i ja xD Chcąc nie wyjść na miernotę odebrałam chyba najmocniejszą zagrywkę świata wyłamując przy tym palca.
Obecność ratowników medycznych na urlopie była nieprzeceniona, nastawili mi palca, który przyjął poz litery L. Ale zaraz był powrót do Polski, więc dałam sobie nadzieję, po zapewnieniach wszystkich w koło, że palec wcale nie jest złamany..
Z takim złamanym palcem przesiedziałam 36 godzin, po czym zgłosiłam się w Polsce na SOR. Pan chirurg, który był wtedy na oddziale oznajmił mi po przejrzeniu mojego RTG, że palec jest złamany oraz, że "teraz to się już takich złamań w gips nie wsadza". Po czym pielęgniarka wzięła patyk jak do loda, na którym niestety nie było napisane "Wygrałeś BigMilka", owinęła mi to wszystko bandażem i pojechałam do domu z zaleceniem stawienia się za tydzień w przychodni.
Po tygodniu przyjęto mnie w przychodni i tylko pomacano palca przez bandaż...

Czułam, że coś jest nie tak.
Zadzwoniłam więc do naszego przyjaciela, który prowadzi klinikę traumatologiczną. Wcześniej nie chciałam facetowi zawracać głowy o "głupie złamanie palca".
Na szczęscie tam zajęli się mną po ludzku.
Złamanie okazało się bardzo skomplikowane. Prócz tego oderwał mi sie kawałek kości.
Ale, że ja jestem dzielna i twarda babka, to wszystko wytrzymałam.
Obecnie mam ortezę na palcu, którą będę nosić jeszcze 2 tygodnie.

Wracam więc do wpisu i już was nie zadręczam :)


Galaretki z pianką Winiary, ciekawy produkt. Średnio smaczny, ale na gorące dni w sam raz by się schłodzić. Owoce leśne i truskawka są smaczne, natomiast cytryna nie bardzo i mało zachęcająco wygląda.

Kolczyki od Gewiss Shop - są naprawdę piękne, ale ja nie mogę nosić tak dużych kolczyków i jedynie je przymierzyłam. Gdyby ktoś chciał je ode mnie za koszty wysyłki to chętnie oddam :) 


EkoŁukta Jogurt Jagoda z ziarnami zbóż. Pyszny jagodowy smak, idealnie kwaskowaty. Duża ilość ziarenek, które nie są obrane z łupinek i fajnie pęcznieją. Na pewno gdy jeszcze go spotkam to kupię :) 


Ciasteczka owsiane z czekoladą Irenki, jedne z lepszych chrupaczy na słodko jakie jadłam. Pycha, jak znajdziecie to bierzcie ;) 

Muffiny z truskawkami na mące gryczanej. Pyycha :) 

A teraz tarta truskawkowa z kremem budyniowym, któa nie zdobyła mojego serca. 

Jogurt z limitowanej serii Piątnicy. Były dostępne 3 smaki w 3-paku, gdy ja je spotkałam na półce leżały tylko dwa (ten i agrestowy), pani Powiedziała, że nie może mi go sprzedać solo ani w duecie. Zaczęłam ją błagać i kazała mi dobrać sobie do trzypaku coś ze standardowych jogurtów ;) 
Jeśli miałabym ocenić ten jogurt, to śmiało mogę powiedzieć, że zająłby 2-3 miejsce tuż po jagodowym.

Wspomniany już wariant agrestowy. Nie posmakował mi tak samo jak nie przepadam za agrestem i znienawidzonym z dzieciństwa dżemem agrestowym. 

Koktajl truskawkowy, kot i książka czyli moje kochane 3xK 

Postanowiłam, że zrobię zdjęcie na tle biblioteczki poukładanej kolorami, bo zaraz znów poukładałam je wg kategorii "Czytałam/Czytałam/ Chcę przeczytać/Nie muszę czytać/ Może przeczytam" po czym i tak zmieniłam kolor zdjęcie na BW bo wydawało mi się, że tak mi ładniej. 


A tak w niedzielne poranki rozpieszcza mnie sąsiadka :) To już standard, że ja robię pyszną kawę a ona przynosi coś słodkiego.

Belvita Tartine z kremem czekoladowo-orzechowym. Kupiłam na wyjazd, ale przed podróżą zjadłąm jedną paczuszkę, w której były 3 sztuki i powiem Wam, że się nimi zachwyciłam. Niestety w plecaku się pogniotły i z całego opakowania odratowałam tylko jedno ciastko. 

Inny rodzaj BelVity, DuoCrunch z jogurtowym kremem i truskawkową konfiturą. Zbyt słodkie i mulące. Nie zachęcam do kupna :) 

Pierogi z jagodami, które gdzieś się już na blogu przewinęły :) 


Lody z jogurtu greckiego z jagodami i Crunchy czekoladowym 


Prezent od Owcy i niestety Poczta Polska, która dała dupy i stłukła talerzyk


Słowacki bilbord, który świetnie motywuje. 


Kupione na Słowacji. Domniemałam, że nie będą mi smakować i tak też było. Sztuczny biszkopt, sztuczny krem i nieco lepszej czekolady. Orzechowy lepszy od mlecznego, ale żadnego nie kupię ponownie


Wenecja <3 

Jezioro Garda - najczystsze jezioro we Włoszech 

Tamże: Smażing 

Syrenkowe paznokcie 


Niedojrzała jeszcze figa 


Florencja - przyjemne spotkanie ze sztuką 

Caffe Pedrocchi - najlepsza miętowa kawa jaka istnieje na ziemi - Padwa 

Na jednej nie dało się poprzestać :) 

Piwo z dziadkiem - dobre i wszędzie dostępne :) 

Stek wołowy i frytki :) 

Pizza Capriciosa - z pysznymi karczochami, co u nas jest niemal nie do pomyślenia. Widzieliście kiedyś w Polsce Capriciose z karczochami? 

Po lewej: bułka faszerowana oliwkami, cukinią, karczochami i mozzarellą podawana na ciepło
Po prawej: ciabata zapiekana z szynką parmeńską i rukolą


Spotkanie ze sztuką od strony widza :) Florencja

Wzięłam ze sobą trzy kapelusze, ale i tak najlepiej wyglądałam w kapelutku Mojego P :)

Allas Salute!

 No to znowu plażing :) Tym razem Rimini

Sprofanowany włoski szampan w plastikowym kubku :) 

Złamany palec 

Po powrocie na moim dachu zasiadł bocian. Tata przesądził sytuację, już cieszy się z wnuczka. 


Moja siostra przekonała mnie, że w domu tez zjem wyśmienitą Panna Cottę z malinami 

Taki miły prezent :)


Warzywa i feta 


Próbuję sprawdzać się we wszystkim - mój pierwszy Flower Box zrobiony ze złamanym palcem. 



To już wszystko kochani, miłego sierpnia!

28 lipca 2016

Uwikłani: Na zawsze, Laurelin Paige

To już trzeci tom serii Laurelin Paige
Ja zaczęłam czytać go dopiero od drugiego tomu.
Poprzednia część zatytułowana Obsesja, przypadła mi do gustu, zapraszam więc, jeśli jesteście ciekawi czy kolejna część była tak samo urokliwa.


Uwikłani: Na zawsze, Laurelin Paige
Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2016


Związek Alayny i Hudsona przetrwał wszelkie przeciwności stawiane im na drodze do szczęścia.
Hudson nadal zajmuje się biznesem natomiast jego partnerka prowadzi klub, który wykupił  dla niej Hudson.
Pomimo tego, że para mieszka razem nie ma w ich związku normalnej relacji. To raczej układ, który opiera się na seksie i wzajemnych żądaniach i spełnianiach pragnień.
Na drodze do szczęścia stają po kolei osoby, którym związek nie jest na rękę.
Znów na ich ścieżkę wkracza Celia, była Hudsona. Śledzi Alaynę i za wszelką cenę chce udowodnić, ze Hudson nie jest takim wspaniałym facetem jak wydaje się to kobiecie.
Sytuacja staje się bardziej skomplikowana gdy Alana poznaje ojca Hudsona, tak samo przystojnego ale o wielem bardziej dojrzałego i zrównoważonego. Pomiędzy nimi zacieśnia się pewna więź, którą przerywa zazdrosna matka Hudsona. Kobieta ma problemy z alkoholem i szczerze nienawidzi Alayny.
To nie koniec problemów jakie pojawiają się w trzeciej części Uwikłanych. Hudson wyjeżdża z kraju, by pracować nad nowym projektem. Alayna nie potrafi poradzić sobie z rozłąką, budzą sie w niej dawne, ukryte demony. Zaborczość jaka dawniej zniszczyła jej życie teraz dała o sobie znać.



Czy związek Alayny i Hudsona po raz kolejny przetrwa przeciwości?
Czy Celia dopnie swego i odzyska straconą miłość?
Czy starszy mężczyzna zdominuje swojego syna i wygra miłosną rywalizację?
I wreszcie, czy zazdrość Alayny ma słuszne podstawy i czy wpłynie to na relację pomiędzy kochankami?


Powieść już nie tak ognista i erotyczna jak poprzednie części. Sporo w niej uczuć tak różnych i skrajnych, że akcja mimo iż niezbyt wartka jest niezwykle ciekawa i przejmująca. Nie znaczy to, że w powieści Na zawsze brakuje tych erotycznych scen, które charakteryzują serię. Po prostu już nie seks jest tu najważniejszy, ale jest dawkowany tak, że przyprawia wciaż o dreszcze, przez co robi się jeszcze pikantniej.

Jeśli miałabym oceniać tę powieść odnosząc się do poprzednich, to jednak Pokusa i Obsesja podobały mi się bardziej. Wiem jednak, że większość z was stawia Na zawsze wysoko przed poprzednimi częściami. Czekam jeszcze na kolejną część zatytułowaną Hudson, która pojawi się jesienią tego roku.


Na pocieszenie powiem Wam, że jestem taką dziwną osobą, która ma tak, że im dalej brnę (czy to przez serial, czy przez książkę) to większe odczuwam zmęczenie.

Uwikłani: Na zawsze, Laurelin Paige
Moja ocena: 7/10
Średnia ocena z lubimyczytac.pl: 7,8/10
Średnia ocena z goodreads.com: 4,3/5 
  




  • Po przeczytaniu tej książki zyskałam 3,2 cm do akcji "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu"
Pozostało mi jeszcze: 101,20 cm

Zapraszam do zapoznania się z recenzją książki na portalu BookHunter.pl TU


26 lipca 2016

Chusteczki Colour Catcher od K2r porażka w testach dla rekomenduj.to

Moja pierwsza kampania dla portalu Rekomenduj.to 
Byłam pełna nadziei, bo miałam już okazje testować różne chemiczne środki czy to Ariel, czy Lenor albo produkty do zmywania Fairy.
Niestety tym razem się okrutnie zawiodłam, ale poczytajcie o mojej historii.


Chusteczki Colour Catcher od K2r

Chusteczki Colour Catcher mają:
- zapobiegać farbowaniu się ubrań
- pozwalać na łączne prane ubrań o różnej kolorystyce
- sprawić, że ubrania dłużej pozostaną jak nowe

Dzięki temu skracają czas prania, bo ograniczają liczbę prań.

Zdarza się wam wstawiać pół bębna prania, bo więcej nie ma?
Mnie zdarza się to często, a te chusteczki miały być spełnieniem tej wizji.
Dopakowałabym pusty bęben pralki z jasnymi ubraniami przypadkowymi ciuchami wymagającymi prania i voila.

Chusteczka ma za zadanie przyciągać uwalniane podczas prania barwniki i brud. 
Należy umieścić ją na dnie, włożyć dowolne pranie i dodać detergent do prania. Po czym natychmiast po praniu wyjąć ubrania i chusteczkę.

W paczce ambasadorskiej znalazło się
- 15 opakowań po 10 sztuk chusteczek dla znajomych
- 1 opakowanie zawierające 20 sztuk chusteczek dla mnie
- 30 ulotek
- przewodnik ambasadora


Na pierwszy ogień postanowiłam wystawić najmniej inwazyjnych żołnierzy, mianowicie pościel.
W moim bębnie znalazły się dwa komplety pościeli (fioletowe i kremowe), które kiedyś już przeszło swoje pierwsze w życiu pranie oraz biała poszewka na jaśka, której najbardziej chyba byłoby mi żal, bo dopiero co ją dostałam. Poszewka na jasiak była więc nigdy nie prana.
Ryzyk fizyk pomyślałam, co najwyżej będzie mieć lekko fioletową barwę.

Umieściłam w bębnie 3 chusteczki, bo bałam się, że jedna nie zadziała. Producent zaznacza, że tak może się stać gdy pranie ma intensywny kolor. Włożyłam pranie. Wlałam płyn do prania i do płukania.


Po wyjęciu chusteczek z prania miały lekko szary kolor, a pranie nie zmieniło swojego koloru.  Pierwszy test był pomyślny. 

 
Moje jedyne zdjęcie w tej bluzce
Zupełny dramat rozegrał się po kilku dniach.

Wybrałyśmy sie na zakupy z siostrą do galerii handlowej.
W Sinsay kupiłyśmy sobie identyczne bluzki. Bardzo nam się spodobały.
Następnego dnia ubrałyśmy się w nie i od razu je polubiłyśmy. Nie żebyśmy jakieś mocno sentymentalne były, ale lubimy wygodne rzeczy.

Jeszcze tego samego popołudnia zdjęłam swoją bluzkę i postanowiłam ją uprać, bo następnego dnia pakowałam się do Włoch, a zależało mi by zabrać ją ze sobą na wyjazd.



Wrzuciłam bluzkę z innymi ubraniami do pralki, wcześniej dorzuciłam 3 chusteczki do prania Colour Catcher. Nie pomyślałam ani trochę, że mnie to spotka, bo zaufałam tym chusteczkom.

Po wyjęciu ubrań z palki już poczułam dziwny niepokój. Chusteczki nie były mocno zabarwione jedynie na leciutko różowo-szary odcień. 
Poszłam rozwiesić pranie na zewnątrz i stwierdziłam, że moja bluzka nie ma już tego koloru, który tak mnie urzekł w sklepie. 
Moja bluzka jest przeciętno-zblakło różowo-morelowego odcieniu, a przecież miała ten piękny pomarańczowo-morelowy kolor. 


Wkurzyłam się i już mi taka gula do gardła podeszła, która zwiastowała rozczarowanie i złość.
Próbowałam sobie to wytłumaczyć, że może jednak zmrok (bo było koło godz. 20:30) przyćmił moje spojrzenie i tak naprawdę gdy wstanie nowy dzień moja bluzka będzie znowu taka ładna...

Postanowiłam to sprawdzić. Poszłam po siostrę, która już wylegiwała się w łóżku i oglądała Projekt Lejdi z Rozenkową. Moja rozdarta natura mówi do niej: Gdzie jest Twoja bluzka?, ona odpowiada "W koszu na pranie"...
Biegnę do łazienki z nadzieją, że mama nie wstawiła prania i wydobywam z czeluści kosza tę morelową bluzkę o pięknym pomarańczowym odcieniu, nieco już pomiętą, w tem igła w sercu mi jakaś łomocze, że to nie może być prawda...
Biegnę na dwór, domierzam i... echo rozpaczy pozostaje tylko w moim sercu.


Zdjęcia poświadczają moją gorycz. Choć robione nieco po zmroku to nie da się ukryć, że odcień jest tak różny, że to aż nieprawdopodobne.
Moja bluzka dodatkowo posiada plamy, tu jaśniejsze tam ciemniejsze, nie widać tego na zdjęciu, ale uwierzcie mi, że już nigdzie w niej nie pójdę, chyba że do ogródka przecinać tuje.
Moja siostra w swojej bluzce

Ostrzegłam siostrę, ona uprała swoją już bez chusteczek i kolor się nie zmienił. 

Rzadko zdarza nam się kupować identyczne ubrania. Tym razem zaszalałyśmy a i tak po całym tym zajściu mamy dwie różne bluzki - ona piękną a ja wyblakłą w plamy.
Zajefajnie na tym wyszłam.

Osobiści uważam więc, że chusteczki posiadają jakiś dziwny składnik, który wyciąga kolor z ubrań. Na opakowaniu pisze, że nie uwalniają substancji chemicznych do wody, ale to nie jest tożsame z tym, że ich nie zawierają. 
Nie jest napisane również z czego się składają i z jakiego materiału są produkowane. 


Jak widzicie to moja najsmutniejsza kampania w jakiej kiedykolwiek wzięłam udział.
Nie winię w żaden sposób portalu rekomenduj.to, wręcz przeciwnie mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę mogła wziąć udział w innej kampanii, z której będę zadowolona.


PS. Przepraszam, że cały ten post wygląda jakby był przedrukiem z "Chwili dla Ciebie" albo czasopisma "Takie jest życie"