27 maja 2016

Hialuronowy mikrozastrzyk, Soraya

Dziś przedstawiam Wam kosmetyk, który  kupiła sobie moja mama.
Głównie to ona go używa, ale ja postanowiłam jej podebrać i sprawdzić efekty na sobie.

Dlatego dziś recenzja będzie w dwóch wydaniach.
Serum w działaniu na skórze 30tki i skórze 50tki

Hialuronowy mikrozastrzyk - serum, Soraya



Serum należy do serii produktów Soraya opatrzonych nazwą "Hialuronowy mikrozastrzyk".
Powyższy kosmetyk to skoncentrowany i stuprocentowy koncentrat kwasu hialuronowego.

Przeznaczony jest do wygładzania zmarszczek i spłycania nierówności cery.

Serum umieszczone jest w niewielkiej tubce o pojemności 30 ml.
Dawkuje się go za pomocą lejka a opakowanie jest miękkie więc z odpowiednią precyzją nakładanie preparatu jest banalnie łatwe.
Wystarczy naciskąć opakowania a kropelka wypływa z niego i ląduje w dowolnym miejscu naszej twarzy.

Koncentrat ma przezroczysty kolor i odrobinę śliską aczkolwiek bardzo rzadką i wodnistą konsystencję.




Już jedna kropelka wystarcza by pokryć sporą część ciała.
Ja rozprowadzam jedną kroplę wokół oczu. Moja mama potrzebuje dwóch kropel, bo jeszcze rozprowadza ją wokół skóry ust.

Serum bardzo szybko się wchłania i powoduje lekko dyskomfortowe uczucie ściągania.
Ale przy tym w ciągu kilku chwil skóra napręża się i staje się gładka.
Ja nie używam tego kosmetyku aż tak często, bo też nie widzę znaczącej potrzeby, ale moja mama po całej kuracji zauważyła znaczne wygładzenie zmarszczek zawłaszcza kurzych łapek.

Obie jesteśmy zadowolone z działania.
Myślę, że mama na pewno sobie niedługo kupi kolejne opakowanie.
A ja... Poczekam aż się jeszcze zestarzeję, bo póki co nawet pani w sklepie wciąż pyta mnie o dowód.

Mam 27 lat - mentalnie czuję się raz na 16ście innym razem na 40ści :D
A na ile wyglądam?

:D



Plusy: 

,- świetna konsystencja
- działanie




Minusy:

- lekki dyskomfort



Cena: 20 zł
Czy kupię ten produkt ponownie: tak - kiedyś

Naleśniki: serek i mango (185 g)

Wariacji na temat naleśników jest milion.
A ja z dzieciństwa jednak pamiętam tylko klasyczne z jabłkami, albo z serem odsmażane na patelni od których mnie kiedyś odrzucało.


A teraz już nie przynudzam w kuchni tak jak moja starszyzna w rodzinie i absolutnie zakazuję sobie zjadania naleśników z jabłkami.


Dziś za to połaczenie owoców i serka.


Naleśniki: serek i mango





 Naleśniki (4 sztuki)

  • jajko
  • 80 g mąki
  • 80 ml mleka
  • 40 ml wody
  • szczypta soli
Jajko zmiksować z mlekiem i wodą. Dodać mąkę i ponownie zmiksować.

Nadzienie:

  • 1 op serka Grani naturalnego 
  • puszka mango(230 g netto)
  • 2 łyżki syropu z puszki 
Serek wymieszać z syropem.

Na naleśniku nałożyć 1/4 serka i po 2 kawałki pokrojonego mango

26 maja 2016

Lion Peanut, Nestle

Lion w dzieciństwie był jednym z moich ulubionych batonów. No, może przebijał go tylko Picnic :)

Nie wiem co mi w nim tak bardzo smakowało.
Może po prostu to, że był taki światowy w czasach gdy sklepy jeszcze świeciły pustkami. Gdy mówiło się na niego po prostu Lion i czuło ten wstyd gdy pierwszy raz w reklamie padło "Lajon".

Doczekał się kilku wersji i teraz czas na jedną z nich

Lion Peanut, Nestle

Batonik ma bardzo podobne opakowanie jak standardowy, klasyczny Lion. Z tym, że zamieniono tu brązowy kolor papierka na rudo-pomarańczowy, który symbolizować ma orzeszki ziemne.

Na głównej dodatkowo umieszczono informację o wartościach kalorycznych dla jednego batonika.




Batonik z zewnątrz oblany jest czekoladą mleczną w średnio brązowym kolorze. Na wierzchu nieregularną powierzchnię tworzą pompowane ziarenka pszenicy klejone na karmel.

Batonik pachnie przyjemnie nutką czekolady i odrobiną karmelu.



Zabawnie wygląda w środku. Mamy wafelek przekładany orzechowym kremem. A cały oblany jest karmelem. Na karmelu ułożone są kawałki orzechów i dmuchane ziarna pszenicy. 
Całość oblana jest dość grubą warstwą czekolady, ale co ciekawe w smaku nie jest jej aż tak odczuwalnie dużo.

Spodziewałam się, że batonik który wyróżnia się od klasycznej wersji napisem "Peanut" powinien być mocno orzechowy z dodatkiem dużej ilości masła orzechowego.
Nie wiem dlaczego tak właśnie go sobie wyobrażałam.
Rozczarowałam się jednak bo batonik nie jest tak orzechowy chciałam, a solidna warstwa karmelu przytłacza smak i wafelka i kremu i nawet czekolady. 
Po prostu jest mega słodki i klejący. 

Niestety nie mój smak.

Lion Peanut, Nestle

Ocena: 3,5/6
201 kcal/1 baton (41 g) 
496 kcal/100 g
Kupione w: sklepik
Cena: ok. 1,49 zł
Czy kupię jeszcze raz? nie

22 maja 2016

Le Petit Mareillais - kampania ambasadorska

Jakże miło jest dostawać wiadomości o udziale w kampanii.

W tym roku znów mogę cieszyć się zaszczytnym tytułem Ambasadorki Le Petit Maresillias.

W zeszłym roku cała kampanię wspominam naprawdę doskonale, a mój udział w niej dokumentowałam TU  
Jednym z produktów był wtedy żel pod prysznic Werbena i Cytryna 

Na nadejście paczki czekałam z utęsknieniem.
Poprzednia była bardzo ekscytująca.
Gdy zadzwonił kurier wybiegłam w mokrych włosach.


Oto pudełko w pudełku.
Po wypakowaniu i podniesieniu pokrywy można było dostrzec...


Pudełko zawierało 2 produkty. Jeden w butelce drugi w tubce.
Do tego dołączono list powitalny, książeczkę o pielęgnacji i karty dla przyjaciółek uprawniające do pierwszeństwa w kolejnej kampanii.

Przyjrzyjmy się bliżej:


Pierwszy produkt to olejek pod prysznic, natomiast drugi to odżywczy krem do rąk.

Pielęgnujący olejek pod prysznic z olejkiem z orzechów laskowych i mleczkiem pszczelim, Le Petit Marseillias



Mleczko zamknięte jest w stosunkowo niewielkiej buteleczce. Znajduje się w niej 250 ml olejkożelu.
Buteleczka jest brązowa i odrobinę przezroczysta. To fajny patent na uzyskanie ciekawego wyglądu i tego, co praktyczne. Bo przez butelkę świetnie widać ile jeszcze płynu pozostało.



Olejek pod prysznic ma piękny, naturalny zapach. Nie jest to woń uderzająca w nozdrza a raczej wysublimowane doznanie. Delikatny choć odrobinę przytłaczający, piękny zapach miodu i naturalnych składników. Nie jest to zapach odświeżający czy pobudzający ale niesamowicie kojący i relaksujący.

Olejek ma przepiękny złoty kolor. Jego konsystencja jest gęsta i olejowata. Pozbawiona tej glutowatości jaką spotkać można w żelach pod prysznic. Tu wszystko jest jednolite, pięknie spływa z niewielkiego otworu. Nie da się nie celebrować takich chwil pod prysznicem .

Olejek idealnie się pieni, powoduje obfitą pianę na gąbce. Co bardzo ważne niewielka kropla wystarczy by umyć nim sporą część ciała. Jest niesamowicie wydajny. To mogę przyznać bo mam go już od miesiąca, przeważnie używam właśnie tego olejku do kąpieli (choć inne też czasem pomiędzy wpadają) i nie zużyłam jeszcze połowy butelki. Serio. A i faceci mi go podbierają, a faceci z natury już tak mają, że wszelkimi produktami do kąpieli się niemal oblewają.

Na skórę działa fantastycznie. Delikatnie ją pielęgnuje i głęboko nawilża. Po kąpieli zostawia delikatną ochronną warstwę na skórze, co do tej pory udało mi się tylko kąpiąc się w emolientach.

Dodać muszę, że jest dla mnie idealny - dla posiadaczki suchej skóry to naprawdę wymarzony kosmetyk do mycia ciała.

Plusy: 

- pięknie pachnie
- delikatny dla skóry
- olejkowata konsystencja
- naturalne składniki
- piękny zapach
- nawilża i pielęgnuje
- dobrze się pieni
- bardzo wydajny



Minusy:

- brak



Cena: 12 zł
Czy kupię ten produkt ponownie: na pewno


Odżywczy krem do rąk Słodkie migdały, Masło Shea i Olejek Arganowy



Krem mieści się w tubce zamykanej na klik o pojemności 75 ml.
Na opakowaniu dużą część stanowi logo.

Krem ma za zadanie pielęgnować i tak w rzeczywistości jest. Połączenie masła i olejku sprawia, że konsystencja kremu nie jest zbyt gęsta, co według mnie jest sporym atutem.

Krem doskonale nawilża i dość szybko się wchłania. Pozostawia jednak na dłoniach tłustą warstwę, co nie do końca mi odpowiada, bo jestem osobą ruchliwą i ciągle muszę czegoś dotykać :)

Krem ma fajny delikatny i charakterystyczny dla kremów aromat z delikatną nutą migdałów. 

Charakteryzuje się idealnie białym zabarwieniem. 

Tubka ma niewielki rozmiar więc z łatwością zmieścimy go w każdej torebce.

Plusy: 

- ładny zapach
- delikatny dla skóry
- dość rzadki
- nawilża i pielęgnuje




Minusy:

- pozostawia tłustą warstwę



Cena: 12 zł
Czy kupię ten produkt ponownie: chyba nie 


Pozdrawiam Was cieplutko 
Klaudia #AmbasadorkaLPM

Ps. Moje ogłoszenia parafialne :) 
1. Tak to na zdjęciach to odrost (jutro idę w końcu do fryzjera
2. Dziś przejechałam na rowerze z moim P. szlakiem Green Velo 50 km :) Bolą mnie uda i pupa. Ale jutro będzie gorzej. 
3. Moje dzieciaki biorą udział w konkursie. Możesz na nie zagłosować w linku poniżej, będzie mi miło, a głosować można codziennie. A jeśli chcesz z tego tytułu czerpać korzyści to zajrzyj na fanpage tam trwa konkurs w zamian za losy. 


20 maja 2016

KONKURS mega paka :)

Hej ogłaszam kolejny konkurs, bo potrzebuję waszej pomocy :)

Moja grupa przedszkolaków bierze udział na najsympatyczniejszą grupę.

Jeśli pomożecie mi głosować ja wybiorę spośród osób, które zgłoszą się pod postem na FP osobę do której poleci mega paka :)


......................................................TU JEST KONKURS.............................................................

Opis nagród

1. Suszarka do paznokci
2. Wosk Yankee Candle Orange Splash
3. 2 gumki sprężynki do włosó
4. Gumka kokardka
5. Próbki (dużo przeróżnych)
6. Perfumki do domu
7. Bransoletka z koralików
8. Zestaw chusteczek odświeżających
9. Paletka 3 cieni do powiek w odcieniach khaki
10. 3 buteleczki soli do kąpieli (Jaśmin, Bergamotka i Migdał)
11. Myjka
12. Zestaw kapsułek Ariel
13. Saszetka płynu do płukania Lenor
14. Żel pod prysznic Palmolive So Dynamic
15. 2 x kolczyki (serduszka i rozetki)
16. Balsam Avon Naturals Granat i Mango
17. Odżywka do włosów Loreal Elseve Volume Colagen




Zasady i regulamin konkursu:

1. Warunkiem uczestnictwa w konkursie jest:
- polubienie profilu Zaklęcie na szczęście na FB
- oddanie głosu na przedszkolaków pod podanym linkiem ----TU---- w następujący sposób:
* by uzyskać 2 losy klikamy opcję głosuj przez FB (w komentarzu należy podać wtedy dwa następujące po sobie głosy na stronie wyświetlone w garnatowym okienku po lewej stronie zdjęcia np. 350, 351)
* by uzyskać 1 los klikamy w okienko "głowowanie tradycyjne" (i w kometarzu wpisujemy zaliczony głos, który wyświetli się w granatowym okienku z lewej strony zdjęcia np. 352)
* by uzyskać 3 losy należy zagłosować poprzez oba sposoby (i wpisać odpowiednie: 353,354,355)
2. Nagrodą w konkursie jest zestaw ze zdjęcia składający się z kosmetyków wymienionych powyżej w poście.
3. Organizatorem i sponsorem jestem ja, pokrywam wszelkie koszty wysyłki nagrody na terenie Polski.
4. Konkurs trwa w dniach 20.05-7.06 2016 roku do godz. 23:59
5. Wyniki pojawią się w przeciągu 2-3 dni od daty zakończenia konkursu.
6. Konkurs nie podlega przepisom ustawy z dnia 29 lipca 1992 o grach i zakładach wzajemnych ( Dz. U. z 2004 r. Nr 4, poz. 27 z późn. zm.


BAWCIE SIĘ DOBRZE! 

19 maja 2016

Koszmarny Karolek. Władcy mroku, Francesca Simon

Czy wśród Was jest ktoś kto nie zna Koszmarnego Karolka?
Nie sądzę...
Choć, jeśli nie jesteście na topie to powiem wam, że to taki  Dennis Rozrabiaka naszych czasów.
Dodam tylko, że dzieciaki go uwielbiaja :)


Koszmarny Karolek. Władcy mroku, Francesca Simon
Nowe opowiadania 2016
Wydawnictwo Znak Emotikon, Kraków 2016




Koszmarny Karolek to seria książek o bardzo psotliwym chłopcu. Powstała już w 1993 roku i do tej pory ukazało się naprawdę wiele książek z tej serii i chyba doliczyłam się dwudziestu pięciu.

Na podstawie książeczek z cyklu powstał serial animowany pd tym samym tytułem co cała seria. Do tej pory to właśnie z ekranizowaną wersją miałam do czynienia.

To książka wyjątkowa, bowiem zawiera zbiór opowiadań o Koszmarnym Karolku.
W każdym opowiadaniu towarzyszą mu znane już widzom czy czytelnikom postacie z najbliższego otoczenia chłopca. Są one zabawnie skonstruowane językowo na zasadzie paronomazji (co obecne jest też w oryginale choć tam akurat imiona nie są odpowiednikami tych w przekładzie).



Władcy mroku rozpoczyna rozdział Koszmarny Karolek i Mroczna Zmora na który składają się cztery opowiadania Mroczna Zmora, Zemsta szkolnej stołówki, Puszek się puszy i Dzień Matki.
W tym rozdziale dowiadujemy się, że nawet najbardziej dokuczne dzieci też miewają swoje strachy i nie ma kogoś kto się "niczego nie boi". Zemsta szkolnej stołówki to ulubione opowiadanie wszystkich uczniów bez względu na klasę. Uwielbiamy czytać je z podziałem na rolę. Śmiechu jest po pachy. W tej części książki dowiemy się o tym, że zwierzaki też miewają swoje fochy a także, że nie każda mama cieszy się z okazji Dnia Matki, zwłaszcza gdy jej dziecko jest nieposłuszne i zbyt leniwe, by zrobić laurkę.

Drugi rozdział nosi tytuł Koszmarny Karolek i wszechwładni władcy. Dedykowany jest raczej już starszym dzieciom, które odrobinę znają historię i geografię a także wykazują zainteresowanie faktami historycznymi. Rozdział ten przedstawia naprawdę solidną dawkę faktów przedstawiający ich dziwactwa, ciekawostki, etymologię przydomków, morderstwa wśród królów, cytaty władców, legendy czy rekordy władców. Zapewne młodsze dzieci mogą się czuć znużone. W moim przypadku rozdział ten sprawdza sie dopiero koło 6tej klasy.

Królowa Szwecji Krystyna (1632-1654) bała się pcheł. Zrobiono dla niej maleńką armatkę, z której strzelała do nich miniaturowymi kulkami.

Królowa Anglii Elżbieta I (1558-1603) uwielbiała słodycze. Pochłaniała tak dużo cukru, że jej zęby całkiem zgniły i zrobiły się czarne!
... a kąpała się zaledwie cztery razy w roku. 
(Ach te przywileje...:P)

Król Haiti Henri Christophe (1811-1820) postanowił sprawdzić lojalność swoich straży, rozkazując im maszerować prosto w przepaść. Jeśli byli posłuszni, spadali i umierali. Jeśli odmówili, Henri skazywał ich na tortury i stracenie. 

Gdy król Szkocji Aleksander III (1249-1286) galopował w ciemnościach do domu na urodziny swojej żony, jego koń poślizgnął się, a król spadł i skręcił kark. 

Trzeci rozdział nosi tytuł Koszmarny Karolek i konieczny keczup.. Zawiera również zbiór czterech opowiadań. W pierwszym Koszmarny Karolek ratuje ciasto mamy przed pożarciem przez nianię, ale po to by zjeść go samemu i zwalić winę na niewinną kobiecinkę. Karolek w tym rozdziale kręci film, ale sam montuje dialogi. Aktorzy, czyli rodzina mówią w nim to czego on sam chce, a nie to co naprawdę powiedzieli. W kolejnym opowiadaniu Karolek wielbiciel keczupu dowiaduje się, że jest zrobiony z pomidorów, więc przestaje się nim zajadać. Dowiemy się także w tym rozdziale, że opieka nad zwierzakami przynosi niesamowite korzyści.

Ostatni już rozdział należy do faktów, tym razem na temat świata owadów i nosi tytuł Koszmarne Robale. W rozdziale tym przedstawiono rekordy, robacze osobliwości, ciekawe nazwy i wiele innych fantastycznych i zadziwiających faktów.

Ul produkuje w ciągu lata 22 kilogramy miodu - to mniej więcej 50 pełnych słoików - co stanowi pokarm dla pszczół na zimę. 

Mity na temat owadów są naprawdę świetną częścią książki. Dowiadujemy się o tym, że nie prawdą jest liczenie wieku biedronki po jej kropkach, że z przeciętej dżdżownicy uzyskamy dwie, że skorki wchodzą przez ucho do mózgu. To mit, że tarantule są zabójcze dla człowieka a motyle żyją tylko jeden dzień. 

Niektóre ćmy żywią się łzami jeleni, antylop, krokodyli - an nawet śpiących ptaków. 

Jak widzicie książka przeplata się opowiadaniami i faktami, 
O ile fakty są świetna dawką wiedzy w pigulce zebranej z najciekawszych części świata owadów i historycznych dziejów. O tyle opowiadania są bardzo zróżnicowane. Są wśród nich takie, które bardzo mi się podobają i niesamowicie mnie bawią, ale także są takie, które w pewien sposób deprawują dzieciaki. Bo Karolek  jest jaki jest. Mówi "larwo" na młodszego brata i przezywa wszystkich wokoło. Zresztą cała książka wysypana jest postaciami z przywarami: Ordynarny Olo, Chciwy Henio, Ruda Rebeka.
Koszmarny Karolek nie powinien być wzorem do naśladowania, ale jego pomysły bawią dzieci i wielu chłopców ma ochotę brać z niego przykład.
Karolek to postać kultowa, choć należy do książki podchodzić z dawką racjonalizmu. Ja czytam tylko wybiórcze opowiadania swoim uczniom, te które sama uznaję za stosowne.



Książka pisana bardzo dużą czcionką, dość sporej objętości bo zawiera aż 416 stron, jednak przeczytanie jej zajmuje niewielką chwilę. Ot kilka krótkich seansów wieczorkiem każdego dnia (jeśli mówimy o czytaniu własnym dziecka). Opatrzona dodatkowo zabawnymi czarno-białymi ilustracjami Tony Ross. 

A jak Wy podchodzicie do tego typu literatury dla dzieci?


Francesca Simon jest Amerykanką, która mieszka w Londynie z mężem i synem Joshuą. Dorastała w Kalifornii. Pracowała jako dziennikarka, głównie zajmując się teatrem, a także pisząc o restauracjach. Teraz pisze dla dzieci w różnym wieku – od książeczek z obrazkami po powieści dla nastolatek.




 Ps. Na ostatniej stronie książki jest konkurs któy trwa do 31 maja :)

Moja ocena: 6/10
Średnia ocena z lubimyczytac.pl: 9,1/10

Średnia ocena z goodreads.com: 4,4/5   (średnia ocena jest wypadową ocen 4 różnych książek, które ukazały się w wersji anglojęzycznej)
  • Po przeczytaniu tej książki zyskałam 3,7 cm do akcji "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu"
Pozostało mi jeszcze: 126,80 cm




 

17 maja 2016

Jogurt kremowy z jeżynami, z truskawkami, Amores (Biedronka)

Hej

dziś chciałam wam zaprezentować dwie wersje (z dostępnych trzech) jogurtów kremowych Amores dostępnych w sieci sklepów Biedronka. 

Te dwie wersje to akurat wersje smakowe: jeżynowa oraz truskawkowa. 
Wspominałam o trzeciej wersji, ale ta akurat jest po prostu kremowa i nie wzbogacona o żaden dodatek smakowy.






Jogurt kremowy z jeżynami, z truskawkami, Amores (Biedronka)


Oba warianty są tak samo opakowane  w papierowe kartoniki.
Kolorystyka identyczna wyróżnia ich tylko określenie smaku przedstawione w ramce i otoczenie owoców charakterystycznych dla danego smaku.

Jogurty są tak solidnie opakowane, że tak naprawdę nie wiadomo czego się spodziewać w środku.
Rąbek tajemnicy uchylają okienka znajdujące się na dole i na górze opakowania. Na górze podejrzeć możemy, że wieczko to bardzo ładne złotko. Na dole natomiast można spostrzec, że warstwa owoców nakryta jest jogurtem.

Każde opakowanie mieści 2 jogurciki po 125 g. Co daje 250 g produktów w dwóch słoiczkach.
Jogurt z truskawkami



Oba jogurty umieszczone zostały w identycznych opakowaniach.
Są to urocze słoiczki bez pokrywki z szlifowanym rantem.
Mają niewielką pojemność i z pewnością także i u was znajdą ponowne wykorzystanie np. jako świeczniki :) 
Jogurt z jeżynami
Pokryte są równie uroczym złotkiem, kto starszak ten pamięta, że w takie pokrywki miały dawniej śmietany i mleka w butelkach. 


Jogurt z jeżynami
Formuła jogurtów nie różni się jeśli chodzi o warianty. W obu jest taka sama. Na górze gęsty jogurt naturalny. Na dole w warstwie ok. 1-1,5 cm znajduje się warstwa konfitury owocowej.
Jogurt jest w kolorze idealnej bieli.
Ma gęstą, kremową konsystencję. Nie opada z łyżeczki.
Nie jest słodki, w smaku odrobinę kwaskowaty.
Generalne raczej średniak wśród jogurtów naturalnych. 

Jogurt z jeżynami
Jogurt w wariancie jeżynowym ma ciemno bordową barwę. Na jego spodnią warstwę składa się frużelina w której zatopione są owoce. Smak jest naprawdę ciekawy. Kwaskowy i troszkę cierpki. W konfiturze zatopione są sporej wielkości kawałki jeżyn. Naprawdę jestem zaskoczona, nie spodziewałam się, że będą tu całe owoce, raczej dałabym sobie głowę uciąć, że będzie tu sama żelatyna z sokiem i barwnikiem.
Smak jaki uzyskamy po połączeniu jest naprawdę fajny. Przypadnie do gustu wszystkim tym, którzy uważają, że owocowe jogurty są zbyt słodkie.
(serio?)

Jogurt z truskawkami
Wariant truskawkowy ma jaśniejszą barwę. Jego konsystencja jest także inna, bardziej przypomina dżem truskawkowy.
W jego wnętrzu także zatopione są kawałki owoców.
Ten dodatek do jogurtu jest też bardzo, bardzo słodki.
Cały jogurt po wymieszaniu z neutralnym jogurtem wcale nie niweluje tej słodkości. Nadal świszczy cukier po zębach.
Samą owocową warstwę można porównać do domowego dżemu truskawkowego. Jest słodko, aczkolwiek w smaku bardzo naturalnie.


Jogurt z jeżynami
Nie jestem przekonana czy powrócę do tych jogurtów jeszcze kiedyś. W zasadzie do jeżynowego nic nie mam. Był bardzo dobry. Truskawkowy zbyt mocno mnie zasłodził, bym kupiła go ponownie.
Jednak w ostatecznym rozrachunku nie przypadły mi one do gustu tak by stały się moimi naj. 
Jogurt z truskawkami
Kwestia techniczna - nawet plastikowa łyżeczka pociągnięta po brzegach słoiczka skrzypi... brrr... 


Jogurt kremowy z jeżynami, z truskawkami, Amores (Biedronka)
Ocena: 
- jeżynowy: 3,5/6
- truskawkowy 3/6
- jeżynowy145 kcal/1 kubeczek (125 g) 
116 kcal/100 g 
- truskawkowy 137 kcal/1 kubeczek (125 g)
Kupione w: Biedronka
Cena: ok. 2,99 zł
Czy kupię jeszcze raz? nie

16 maja 2016

Jak dostać się na staż w Wydawnictwie Znak?

Jak?
Bardzo prosto.

Chciałbyś zostać recenzentem? Marzą Ci się półki pełne książek? Dostęp do najnowszych czytników? Egzemplarzy dostępnych na długo przed premierą? Lubisz czytać i robisz to błyskawicznie? A jeśli do tego masz niezły warsztat, lekkie pióro i polot to mam dla Ciebie szansę!
Jeśli jesteś studentem to oferujemy Ci szansę miesięcznego stażu. Dołącz do zespołu:)
więcej informacji po kliknięciu w link
http://seriaproza.pl/wydarzenia/krytyka-nova/




Stwórz recenzję książki Wydawnictwa Znak Literanova w formie pisemnej, graficznej lub filmowej i zdobądź możliwość odbycia płatnego stażu w Wydawnictwie!
KSIĄŻKI DO RECENZJI:
Zośka Papużanka, On (premiera 16 marca)
Lawrence Osborne, Ballada o drobnym karciarzu (premiera 13 kwietnia)
Hanna Samson, Patyk (premiera 11 maja)
Jacek Dehnel, Krivoklat (premiera 18 maja)
Magdalena Parys, Biała Rika (premiera 1 czerwca)
Ostateczny termin nadsyłania prac: 1 lipca 2016 roku. 
Prace prosimy nadsyłać na adres: prozapl@znak.com.pl
Organizator: Wydawnictwo Znak Literanova
W jury konkursu zasiądzie m.in. Sylwia Chutnik!



Nagrody:
  1. Pakiet dziesięciu wybranych książek Wydawnictwa Znak Literanova oraz możliwość odbycia miesięcznego płatnego stażu w wydawnictwie we wrześniu 2016 roku.
  2. Czytnik e-booków Kindle Paperwhite 3.
  3. Pakiet książek z serii Proza PL oraz pięć wybranych książek Wydawnictwa Znak Literanova.
www.seriaproza.pl
www.wydawnictwoznak.pl

Facebook: Czytam dobrą prozę, bo proza życia mi nie odpowiada.

14 maja 2016

Podkład Max Factor Skin Luminizer

Kiedyś lata świetlne szukałam idealnego podkładu. W końcu znalazłam, trudno dostępny i w bardzo dobrej cenie. Nie rozstawałam się z nim przez ładne kilka lat, aż w końcu zamówiłam raz w internecie, drugi raz kupiłam w sklepie i oba stoją do dziś na półce.
Okazało się, że najjaśniejszy odcień podkładów stał się zbyt ciemny i to na moje oko o 3 odcienie. Ktoś sobie pograł w kulki a ja zostałam na lodzie.

Przyszło mi więc szukać kolejnego podkładu, co spełni me życzenia.

Podkład Max Factor Skin Luminizer

Podkład umieszczony jest w bardzo ładnej eleganckiej buteleczce z pompeczką. Butelka posiada złote malowane elementy co podnosi klasę wizualną produktu. Niebagatelną częścią wizualną buteleczki jest sam wygląd pudru, który maziajowato miesza się z białym kremem. 

W buteleczce znajduje się 30 ml podkładu.

Od strony technicznej wszystko sprawnie się wyciska. Pompeczka chodzi lekko, od samego początku podaje odpowiednią dawkę podkładu bez zapowietrzania się.
W miarę ubytku podkładu mechanizm ukryty w podstawie podnosi się i popycha puder do góry - świetne rozwiązanie bo nie ma problemu z osiadającym na dnie podkładem, który nie wiadomo  czym wydobyć.

Wybrałam podkład nr 45 Warm Almond, jest to raczej jasny średniak w odcieniach (poprzedzają go 4 odcienie i 8 następujących ciemniejszych).

Podkład jest z kategorii rozświatlających.

Ma bardzo przyjemną, delikatną i aksamitną kosystencję. Jest lekki. 
Pierwsze wrażenie z tym podkładem było fantastyczne.
Idealnie się rozsmarowuje palcami, jest lekki szybko się wchłania i pozostawia piękne pokrycie. 
Nie tworzy maski, jest delikatny. 
Choć jest to podkład rozświetlający to nie pozostawia żadnych brokatowych niespodzianek, ale sprawia, że cera jest promienna.

Podkład nie ciemnieje. Nie utlenia się. Wytrzymuje spokojnie na twarzy 4-6 godzin.

Niestety kolejne podejścia były już trochę bardziej rozczarowujące.
Nałożyłam podkład - po aktywnym dniu w pracy podkład nie dał rady. Gdy wróciłam i spojrzałam w lusterko nie zobaczyłam już podkładu.

Podkład jest naprawdę wydajny. Jednak nie wiem kiedy i czy w ogóle po niego sięgnę po raz kolejny.
Może gdy będzie korzystna oferta cenowa.
Początkowo mi pasował, potem zaczęłam od niego więcej wymagać.

Będzie dobrym podkładem dla osób szukających lekkiego podkładu, dobrze kryje ale szybko się sciera. Nie jest spełnieniem marzeń dla osób z niedoskonałościami.

 Plusy: 

-lekki
- delikatna konsystencja
- rozświetla
- śliczne opakowanie
- łatwość użycia
- wydajny



Minusy:

- niezbyt długo się utrzymuje
- słabo kryje









Kupione: Rossmann
Cena: k. 38 zł(promocja 49&)
Czy kupię ten produkt ponownie: raczej nie 

12 maja 2016

Ultra cienka pizza (wiejska z kiełbasą z dzika oraz cebulowa z grillowanym kurczakiem)

Kiedyś ustaliłam już swój odpowiedni i idealny przepis na spód do pizzy. 
Cienki i chrupiący. A przy tym zdrowy.

Ostatnio jednak zapragnęłam jeszcze zaszaleć i stworzyć mega płaski spód.
Wyszło bajecznie i pysznie. Pizza jest ultra cienka ale sztywna i twarda. Pysznie chrupie a przy tym dzielnie znosi obciążenie wieloma składnikami. 

Domownicy orzekli: lepsza od poprzedniej.

Ultra cienka pizza (wiejska z kiełbasą z dzika oraz cebulowa z grillowanym kurczakiem)


Na 2 pizze:

Ciasto:
  • 150 g mąki żytniej typ 2000
  • 200 g mąki pszennej typ 500
  • 7 g suchych drożdży instant
  • szczypta soli
  • pół łyżeczki cukru
  • szklanka ciepłej wody
 1. Mąki połączyć z solą i drożdżami oraz cukrem, wymieszać. Stopniowo wlewać wodę i wyrabiać ciasto o twardej konsystencji (ma dać się rozwałkować, a nie być lekkie jak do rozciągania)
2. Odstawić na 45-60 minut w ciepłe miejsce.
3. Podzielić ciasto na pół. Każdą z części wywałkować na stolnicy.

Ciasto należy piec krótko ok. 10-15 minut po nałożeniu składników, dlatego lepiej przygotować termicznie składniki, które wymagają uprzedniej obróbki.

A teraz czas na kompletowanie składników.
Jak zawsze przygotowuję dwie pizze, po pierwsze dlatego, że jedną nie najadłaby się moja liczna rodzina i przyjaciele, a po drugie każdy ma inne upodobania.
Ja wolę bardziej zdrowo, a mężczyźni bardziej wiejsko.

 Kluczowy jest też sos pomidorowy, który przyrządzicie w prosty sposób: 

Kartonik krojonych pomidorów, połowę zblendować. Wrzucić zioła i doprawić do smaku.

Pierwsza wersja jest przygotowana z kiełbasą z dzika. Kiełbasa ta jest wyjątkowa, ceniona przez wielu smakoszy. Produkowana przez znajomego i naprawdę zdobywa uznanie. Ja jedynie ją "kosztuję" bo jakoś nie przepadam za świadomością, że jem kiełbasę z dzika.
Tym razem również skosztowałam i muszę przyznać, że smakowała w pizzy naprawdę nieźle.

Pizza wiejska z kiełbasą z dzika 


  • sos pomidorowy
  • laska kiełbasy z dzika
  • 2 ogórki kiszone
  • 3-4 pieczarki
  • oliwki zielone i czarne
  • cebula
  • czosnek w plasterkach
  • mozzarella
Pizza z grillowanym kurczakiem


  • filet z kurczaka (zgrillować)
  • cebula
  • oliwki
  • pieczarki
  • sos pomdowoy
  • mozzarella

9 maja 2016

To skomplikowane. Julie, Jessica Park

To skomplikowane. Julie, Jessica Park
Wydawnictwo OMG Books, Kraków 2016



Julie to zabawna i wyluzowana dziewczyna.
Właśnie skończyła szkołę i jej marzenie było niemal takie jak wszystkich: w końcu wyrwać się z domu.
Wyrusza więc na podbój Bostonu, gdzie zamierza studiować.
Problem pojawia się w momencie gdy dociera do dzielnicy, w której mama opłaciła jej mieszkanie studenckie przez internet.
Miejsce do którego trafia okazuje się być barem z burito a nie ładnym lokum, które widziała ze zdjęcia.
Na szczęście mama odgrzewa dawne kontakty.

Julie trafia do Erin Watkins, zamożnej prawniczki i przyjaciółki matki ze studiów.
Erin mieszka z rodziną w pięknym domu. Jej mąż zdaje się być stale nieobecny. Ma trójkę dzieci - wszyscy są bardzo ekscentryczni: najstarszy syn Finn przebywa poza domem, Matt to typowy nerd, studiuje matematykę i nie wie co można zjeść w Dounkin Donuts ani kim jest Lady Gaga. Jest jeszcze najmłodsza i najbardziej zagadkowa Celeste. Dziewczynka, choć już nastoletnia wydaje się być wciąż maleńką córeczką. Boi się kontaktów z ludźmi a jej przyjacielem jest Płaski Finn - kartonowa sylwetka nieobecnego brata. 

Julie za namową Matta postanawia grać w rodzinną zagadkę. Stara się więc traktować Płaskiego Finna jak członka rodziny. Ale zdarza jej się palnąć niejedną gafę, skutkiem czego jest zmrożenie rodziny w obawie o uczucia Celeste. Ale w perspektywie czasu okazuje się, że niezbyt subtelne podejście Julie jest terapią dla dziewczynki.

Julie chce wyjaśnić co tak do końca dzieje się z Celeste, dlaczego jest taka zamknięta i ekscentryczna. Rozpoczyna więc internetowe rozmowy z Finnem. Chłopak powoli podsuwa rozwiązania Julie, a przy tym ich więź mocno się zacieśnia i w grą wchodzą prawdziwe uczucia choć w trudny wirtualny sposób.

W momencie gdy wszystko w powieści zaczyna się klarować, gdy Celeste przemienia się z zagubionej myszki, w normalną nastolatkę, gdy rozmowy Julie i Finna stają się coraz bardziej intymne, dzieje się coś nieoczekiwanego. 

Zdarzenia w powieści ulegają całkowitym odwróceniu. Wydarzenia z przeszłości sprawiają, że nic nie jest już takie same a Julie została wciągnięta niczym ogniwo łańcucha w tę dziwną grę. 
Czy Julie uda się wyjaśnić tajemnicę Celeste i jej wyobcowania?

Powieść bardzo przyjemna i powiedziałabym, że do pewnego momentu bardzo dobra. Ale to co dzieje się w ostatnich rozdziałach po prostu miażdży. Książka staje się tak nieprzewidywana, napięcie tak wysokie, że ostatnie strony chyba połknęłam wzrokiem jak najlepsze ciasto świata.

Polecam powieść nie tylko nastolatkom. To powieść, która ubogaca, wzrusza i udowadnia jak ważne są więzi rodzinne, szczerość i przyjaźń.

Niesamowita powieść, której premiera odbędzie się za 2 dni.
A ja już po lekturze mogę powiedzieć: rewelacja.






Jessica Park - autorka bestsellerowych powieści New York Timesa. Kiedy nie pisze, pasjami przegląda facebook i wymyśla nowe sposoby na pyszne frappucino


Moja ocena: 10/10
Średnia ocena z lubimyczytac.pl: 9,1/10

Średnia ocena z goodreads.com: 4/5   
  • Po przeczytaniu tej książki zyskałam 2,6 cm do akcji "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu"
Pozostało mi jeszcze: 130,50 cm

7 maja 2016

Granola orzechowa, Sante

Bardzo lubię granolę, od czasu do czasu robię ją sama, ale do stałych zapasów przyznać się nie mogę.
Dlatego postanowiłam wypróbować te od Sante.
Kupiłam dwa opakowania w różnych smakach, na pierwszy ogień poszła właśnie ta :)

Granola orzechowa, Sante


Granola o smaku orzechowym umieszczona jest w saszetce o gramaturze 50 g. 
W ofercie można znaleźć także opakowanie o większej wadze350 g.

Opakowanie koloru zielonego, czyli charakterystyczne dla orzechowych wariantów ktoś mi wytłumaczy dlaczego orzechy przyporządkowane są do zielonego opakowanie to będę rada :) (czy to przez orzechowe łupinki?)
Na opakowaniu wyjaśnione jest także, że orzechowa wersja granoli posiada jednak bogatszy smak, bo nie jest jedynie orzechowa, a kokosowo-orzechowa.
Na głównej stronie jest wyjaśnienie dla tych co nie wiedzą co znaczy granola (, czyli: chrupiące płatki zbożowe.

Na głównej mamy też dokładne GDA dla porcji.

Z tyłu wszystkie inne pożądane informacje wraz z dokładnym opisem produktu.

Granola ma średniej wielkości pozlepiane kuleczki zbożowe o raczej nieregularnym i wystrzępionym kształcie.  W głównej mierze na składniki zbożowe składają się płatki owsiane ale także dwa rodzaje mąki i kaszka kukurydziana.
Dodatkowo na granolę składają się niewielkie kawałki orzechów laskowych i płatki kokosowe ( już o różnej wielkości i małe i większe)
Granola ma złocisty kolor. Wygląda dość przyjemnie. 

Płatki mają ładny zapach, ale spodziewałam się lepszego. Jednak czuć tu troszkę taki zatęchły aromat. Najbardziej wyczuwalna w zapachu jest ta posypka miodowa (z cukru trzcinowego, melasy trzcinowej, inuliny ale i niestety z syropu glukozowego). Następnie uwalnia się dośc intensywny aromat orzechów laskowych. Natomiast nuta kokosowa jest już niemal niewyczuwalna.

Granola jest na szczęście nie mocno słodka, jedynie leciutko otoczona słodkim posmakiem.
Przyjemnie chrupie w zębach, według mnie dskonale smakuje zarówno dodana do jogurtu jak i jedzona na sucho.
Ogólnie sprawiła na mnie dość dobre wrażenie i chętnie sięgnę po nią po raz kolejny 
Oczywiście mogłabym się czepiać, że mogłaby pachnie

ć bardziej orzechowo i mieć większe cząstki orzechow czy więcej kokosa, ale przecież nie oto chodzi, bo generalnie ta granola bardzo mi posmakowała,.

płatki owsiane, mąka jęczmienna, mąka kukurydziana, kasza kukurydziana, nierafinowany cukier trzcino, tłuszcz palmowy, syrop glukozowy, orzechy laskowe 3,5 %, płatki kokosowe 1,9%, melasa trzcinowa inulina, sol himalajska, aromat, węglany sodu cukier, lecytyny, sól, ekstrakt słodu jęczmiennego

Granola orzechowa, Sante

Ocena: 4,5/6
218 kcal/1 porcja (50 g) 
436 kcal/100 g
Kupione w: Carrefour
Cena: ok. 1,69 zł
Czy kupię jeszcze raz? tak

6 maja 2016

Antyperspirant Nivea Protect & Care

Jakiś czas temu dostałam do przetestowania niepełnowymiarową wersję nowego antyperspirantu Nivea.
Nie mam w zwyczaju recenzować próbek - tak mam ich całkiem sporo, ale dostałam je nie w ramach konkretnego przedstawienia i tak właśnie je traktuję, jako coś co mogę spróbować i ocenić jedynie pod względem konsystencji czy zapachu, bo o dzialaniu nie da się powiedzieć stosując dwukrotnie krem z bezpłatnej saszetki.

Tu jednak sytuacja wyglądała inaczej.
Produkt wystarczył mi na kilka użyć więc spokojnie mogłam wyrobić sobie o nim opinię.

Antyperspirant Nivea Protect & Care



Antyperspirant umieszczony jest w metalowym pojemniku z aerozolem. Kolorystycznie nawiązuje do kultowego kremu Nivea.
Mój produkt posiada jedynie 35 ml, można go dostać w takim rozmiarze w Rossmanie. Taka pojemność sprawia, że mieści się on nawet do kopertówki, więc można zabrać go ze sobą na wieczorne wyjście.
Ale nie martwcie się do wyboru jest jeszcze opcja 150 ml (czyli klasyczna) oraz powiększona 250 ml.

Produkt ma zapewnić ochronę i pielęgnację. Te 48h nie odnoszą się wcale do tego, że produkt chroni nas przed poceniem na dobre 48h (więc umyć trzeba się częściej niż raz na dwa dni) lecz do pielęgnacji skóry pod pachami, co osiągalne jest dzięki glicerynie, pantenolowi, wyciągowi z korzenia lukrecji i olejkowi z awokado.

Produkt ma jedna ogromną wadę i dotyczy ona jedynie opakowania mini - strasznie ciężko się naciska spust by cokolwiek z niego wydusić. Jedną ręką trzeba się mocno natrudzić, nie raz łamiąc przy tym paznokieć, dwoma rękami natomiast trzeba się nieźle nawyginać (albo potraktować to jako rozgrzewkę przed treningiem).

Antyperspirant nie tylko opakowaniem przywodzi na myśl najsłynniejszy krem świata, jego zapach odwołuje się także do tego kultowego kosmetyku. To te same nuty zapachowe, jednak tu czuć je trochę w innym wymiarze, jednak tego zapachu nie da się z niczym pomylić.
Ja nie przepadam za nim bo .. (nie wiem czy chcecie usłyszeć tą historię, ale jeśli to powiem w dużym skrócie: sturlałam się kiedyś ze skarpy prosto w pokrzywy, ogromne połacie pokrzyw. Miałam wtedy jakieś 8-10 lat. Dobiegłam upłakana do domu, wszystko mnie szczypało i bolało. Mama wysmarowała mnie całą kremem Nivea i próbowała mi wmówić, że to  najskuteczniejszy sposób na oparzenie pokrzywą) od tamtej pory mam jakiś psychiczny uraz, choć np. Nivea Soft bardzo lubię.

Po rozpyleniu można zaobserwować białą, mączystą strukturę. Niestety nie najlepiej znosi starcia z czarnymi ubraniami, ale też ogromnej szkody nie czyni, dobrze się spiera.

Nie podrażnia skóry po depilacji, spełnia nieźle swoją rolę przeciw poceniu i nieprzyjemnemu zapachowi przez długi czas. 
Bardzo szybko się wchłania, już w kilka sekund robi się "suchy" i można to od razu odczuć na skórze.

Wiem, że wiele z dziewczyn znalazło w nim sprzymierzeńca, w zasadzie u mnie nie stało się nic co mogłoby sprawić, że go pokochałam.
Może gdybym miała wrażliwą skórę, może gdyby mama nie zraziła mnie do tego zapachu moja opinia byłaby bardziej przychylna.

Plusy:

- mieści się w kopertówce
- pielęgnuje
- nawilża
- sprawdza się w ochronie przed poceniem

Minusy:
-  trudna aplikacja
-nie mój zapach

Cena: 35 ml/ 5 zł, 150 ml/12 zł 250 ml/17 z;
Czy kupię ten produkt ponownie: raczej nie



5 maja 2016

Benissimo mleczno-orzechowy, Tastino (Lidl)

Wiele firm próbuje prześcignąć lub dogonić Kinder z jego nieśmiertelnym i wręcz boskim wafelkiem Bueno.

Tu kolejna wariacja na temat tej kultowej słodkości

Benissimo mleczno-orzechowy, Tastino (Lidl)

 Benissimo choć zapewne udawać miało rodzeństwo Kinder Bueno to jednak w grafice nie przypomina tego sławniejszego braciszka.
Opakowanie fajne i takie ludowo-nowoczesne. Z jednaj strony jakby płócienne z drugiej strony wcina się biel a wszystko to przepasane kawałkiem kraciastego materiału. Wszystko to jedynie jest nadrukiem i nie dostaniemy tu aż tak ekskluzywnego opakowania na jakie jest stylizowane.
Benissimo zawiera podobnie jak Bueno dwa wafelki. 
Jeden wafelek ma wagę 23 g. Natomiast w paczce ogółem znajdziemy 46 g produktu.
Wafelki te identycznie jak Bueno opakowane są dodatkowo z osobna w przezroczystą folię. Dzięki temu nie mają szans się ze sobą skleić czy roztopić.


Wafelek ma kształt prostokąta i składa się z 4 kwadracików podzielonych poprzez dolinki w wafelku. 
Górną warstwę wafelka stanowi mleczna czekolada w dość ciemnej barwie a na jej wierzchu umieszczono polewę z ciemniejszej czekolady tworzącą strużki na całej szerokości.

Pod czekoladą znajduje się opłatkowy cienki wafelek, nie jest on waflowato-karbowany w całkiem gładki. Wafelek ma bardzo jasny niemal beżowy kolor.

Wewnątrz wafelka znajduje się kremowe, dość gęste nadzienie. 
Ma ono także delikatną barwę w kolorze ecru

Wafelek pachnie lekko orzechowo-waniliowo i zdecydowanie czekoladowo. Nie jest to aż tak intensywny zapach jak w popularnym odpowiedniku.

Czekolada oblewająca wafelek nie jest zła, w zasadzie mogłabym powiedzieć, że jest dobra, ale szaleństwa nie czyni. Po prostu smaczna i tyle.
Wafelek jest suchy i kruchy. Przyjemnie trzeszczy przy nagryzaniu, nie odłamuje się kawałkami. To naprawdę chyba największy atut Benissimo. 
Krem nie jest prawie wcale orzechowy, zdecydowanie mdławo-mleczny, zbyt tłusty i mazisty. Nie rozpływa się w ustach tylko rozlepia po podniebieniu. Spodziewałam się czegoś lepszego po nadzieniu, wszak w Kinder Bueno jest ono sercem wafelka. A tu nie mogę powiedzieć, że cokolwiek z sercem ma wspólnego.
Wafelek jest umiarkowanie słodki, mniej słodszy od Kinder Bueno, co może tu jest akurat pozytywnym akcentem, bo jednak Bueno jest o wiele za słodkie dla mojego smaku. 
Generalnie temu wafelkowi droga od żołądka do serca jest daleka.

Polecam kupić tego wafelka jedynie w przypadku gdy nie znajdziecie wokół siebie żadnego spożywczaka w którym dostępny będzie  Kiner Bueno , albo jak wam zabraknie w prtfelu ok. złotówki a ból na buenopodobne coś będzie nieziemski.

Benissimo mleczno-orzechowy, Tastino (Lidl)
Ocena: 3/6
124 kcal/1 batonik (23 g)
Kupione w: Lidl
Cena: ok. 1,59 zł
Czy kupię jeszcze raz?nie

4 maja 2016

Płyn do kąpieli Avon, Dark Orchid & Raspberry

Jakie są wasze wymagania odnośnie do płynów do kąpieli?
Przyznam szczerze, że ja wygórowanych nie mam.
Płyn do kąpieli powinien ładnie pachnieć, a już zapach jest pojęciem względnym.
Lubię nagradzać siebie niespodziankami, dlatego ryzykuję z kategorią zapachową jeśli chodzi o płyny do kąpieli i wybieram je z katalogu Avon. Jeśli chodzi o inne kosmetyki nie zawsze jestem ryzykantką, ale w tym przypadku zbyt wiele do stracenia nie mam.

Płyn do kąpieli Avon, Dark Orchid & Raspberry



Płyn do kąpieli  umieszczono w niewielkiej buteleczce. Zawiera ona 250 ml płynu do kąpieli, co raczej jest skromnym wynikiem jak na płyny i Avon w ogóle. Ale za to posiada ładną, choć plastikową buteleczkę (zupełnie odmienną niż w ofercie klasycznej TU). Choć butelka plastikowa to mogłaby się nadawać na upominek, bo ma jakąś klasę :) 

Wewnątrz znajduje się burgundowy płyn o dość rzadkiej konsystencji. 



Zapach jest zniewalający. Naprawdę to jeden z ładniej pachnących płynów do kąpieli jaki miałam. Delikatnie dojrzała malina mieni się z nutą dzikiej orchidei a cały zapach jest dość mocny i tyle ciężki co przyjemnie orzeźwiający z delikatnie wyczuwalną nutą mentolu. 
Mówię Wam, fenomen i jeśli macie możliwość dobrania się do tego płynu (choć chyba w obecnej gazetce go nie ma) to bierzcie z zamkniętymi oczami 

Płyn tworzy obfitą pianę, choć jest niewydajny bo rzadki. Kąpiel z dodatkiem tego płynu to relaksująca i energetyzująca przyjemność

Plusy:

- piękny zapach
- powoduje obfitą pianę
- niedrogi

Minusy:

- niewielka pojemność
- rzadki, przez co niewydajny


Kupione:  Avon (u konsultantki z oferty katalogowej)
Cena: ok 6 zł
Czy kupię ten produkt ponownie: tak

Przysłowiowy TAG książkowy

Do zabawy zachęciła mnie Paulina z bloga Reading - my love
Nie chcę nikogo na siłę namawiać, więc jeśli tylko się wam podoba, macie wolną chwilę i chcecie się zabawić, zapraszam :)

 Zaczynam :)


1. Apetyt rośnie w miarę jedzenia - książka jednotomowa, której kontynuację chętnie bym przeczytała.

Prawiek i inne czasy - Olga Tokarczuk


Saga ukazująca losy kobiet we wsi Prawiek. Akcja rozpoczyna się tuż przed wojną, tu kwitnie życie dwóch młodych brzemiennych kobiet: Genowefy i Kłoski. Dalsze karty to także losy ich córek. Książka kończy się w momencie gdy wnuczęta Genowefy są dorośli. Ale ja chętnie czytałabym dalej o życiu mieszkańców Prawieku. 




2. Co za dużo to nie zdrowo - kontynuacja, która była gorsza od pierwszej części.

Arabska córka - Tanya Valko

To co mogło zaciekawić w pierwszym tomie, niestety w drugim już tylko nużyło. Po kolejne tomy "Arabska krew" i "Arabska księżniczka" nie próbowałam już sięgać, by nie pogrążać siebie, ani autorki. 


3. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki - książka, którą mogę czytać wielokrotnie.

Saga o Ludziach Lodu - Margit Sandemo

Te książki odkąd tylko sięgnę pamięcią stały w biblioteczce w pokoju rodziców. Widziałam jak tata je czytał, jak wymieniał się z mamą, jak jedno czekało na drugie aż skończą tom. Rano przy kawie dyskutowali na ich temat. Strasznie mnie wtedy zaciekawiły. Początkowo to co czytałam mnie szokowało, ale od początku byłam kumatą dziewczynką. Gdy przeczytałam je po raz pierwszy miałam 12 lat. Od tamtej pory wszystkie 47 (chyba) tomów przeczytałam jeszcze cztery razy od nowa i wiem, że jeszcze kiedyś nie raz do nich wrócę. 


4. Stary, ale jary - ulubiona książka z dzieciństwa.

Młynek na dnie morza - baśnie duńskie

Zbiór baśni w których nie było żadnej współcześnie znanej cenzury. 
W baśniach zazwyczaj tych był król-wdowiec, który miał piękną córkę do wydania za mąż. 
Był wieśniak, który miał trzech synów: pięknego, mądrego i głupiego (a ten ostatni zawsze nazywał się Hans). Rękę księżniczki zdobywał oczywiście Hans, choć walczyli wszyscy. Zazwyczaj morał był taki: mądry zabijał pięknego, w głupim Hansie nie widział przeciwnika, ale los sprawiał, że Hans przez przypadek zabijał mądrego, albo w lepszym wypadku on był sługą Hansa i nowo poślubionej księżniczki. 

5. Nie taki diabeł straszny, jak go malują - książka, która pozytywnie mnie zaskoczyła.

Lew, czarownica i stara szafa - C.S. Lewis

Gdy moi znajomi czytali tę powieść, ja uparcie twierdziłam, że to dobre dla dzieciaków. 
Zawsze czułam się zbyt dorosła na "Opowieści z Narni". Nie było przeproś, książka bumerang trafiła do mnie w ramach lektury obowiązkowej na egzaminie z literatury dziecięcej. Co się okazało, strasznie mi się spodobała i znalazłam w niej świetne oderwanie od codzienności.  





6. Nie chwal dnia przed zachodem słońca - książka, która rozczarowała mnie zakończeniem.

Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną - Dorota Masłowska

Pierwsza powieść Doroty Masłowskiej po którą sięgnęłam (dobrowolnie!). Prócz tego, że totalnie się rozczarowałam samą treścią i przekazem to jeszcze zakończenie tak infantylne sprawiło, że na długo się rozczarowałam twórczością Masłowskiej. 
Ps. Później nękana wizją nowatorskich nurtów literackich zmuszona byłam przeczytać wszystko co spod pióra Masłowskiej wyszło, wśród jej twórczości nie znalazłam nic co mogłabym ocenić jako dobry tekst (no może Paw Królowej nieznacznie ratuje stylizacja) .



7. Wyśpisz się po śmierci - książka, w którą tak się wciągnąłem, że mógłbym zarwać przy niej nockę.

Smażone zielone pomidory - Fannie Flagg

Powieść, której nie mogłam skończyć w pewnym oderwanym od całości momencie. To powieść, którą musiałam przeczytać do końca i świetnie się przy niej bawiłam, bo jest pełna radosnych i wesołych momentów, a zaraz potem chlipałam, jak życie potrafi być niesprawiedliwe. Byłam tak naładowana wachlarzem emocji, że nie mogłam zasnąć nim zamknę ostatnią stronę.   




8. Mowa jest srebrem, milczenie jest złotem - książka z najlepszymi dialogami.
 
Rosół z kury domowej - Natasza Socha

Książka tak niezwykła, że sama nie wiem co powinnam powiedzieć. Moje słowa nic nie znaczą przy talencie do kreowania myśli i słów autorki. To złotousta kobieta i zapewniam, że czytając dialogi i przemyślenia będziecie pełne podziwu jak ja. 


9. Raz na wozie, raz pod wozem - książka, która miała dużo zwrotów akcji

Najszczęśliwsza dziewczyna na świecie - Jessica Knoll

Powieść rozpoczyna się wizją szczęśliwej przyszłej małżonki. Dalej może być już tylko gorzej. Wracają wspomnienia z lat szkolnych, popełnione zbrodnie ciążą na sumieniu bohaterów.  Co rusz coś zmienia się jak w kalejdoskopie, na jaw wychodzą fakty, które nie wiadomo czy pomagają, czy szkodzą. Dostarcza naprawdę wielu emocji. 

10. Pierwsze koty za płoty - książka, przez której początek nie umiałeś przebrnąć.

Druga płeć - Simone de Beauvoir

Zapał by przeczytać tę pozycję był straszliwy, podsycany pozytywnymi opiniami ludzi nauki. Czytałam ten traktat jako wstęp do badań feminizmu i w pewnym momencie odłożyłam. Pytałam siebie o sens tego, czy powinnam zająć się feminizmem, skoro już tak wiele o nim powiedziano. I wtedy mnie olśniło, przecież feminizm dopiero się rodzi. I nagle bramy do krainy kobiecości stanęły otworem. A Druga płeć i jej genderowe ujęcie stały się niemal moją biblią przez kolejne dwa lata studiów. 
  
11. Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu - książka, którą zna prawie każdy.

Ogniem i mieczem - Henryk Sienkiewicz

Nie ma drugiej takiej powieści, którą darzyłabym tak ogromnym szacunkiem i sentymentem. Nie da się mnie zagiąć na historii tej książki ani na jej treści. Czytałam ją chyba 6 razy. Mam w domu 5 różych wydań tej powieści (więc wszystkie ledwo mieszczą się na jednej półce regału) a film oglądam przynajmniej raz w roku i za każdym razem zaśliniam ekran do Bohuna i wyję do księżyca - nie ważne czy czytam, czy oglądam ekranizację.   


12. Co ma wisieć, nie utonie - książka, której zakończenie przewidziałem, będąc w trakcie czytania.

Pensjonat na wyspie - Colleen Coble
 
Fabuła powieści nie jest mocno oklepana. W zasadzie jest dość bogata w wątki i nieco zagmatwana. Ktoś czyha na życie nieślubnej córki znanego przedsiębiorcy. Jest niewygodna nie tylko dla swojego nowopoznanego przyrodniego rodzeństwa, ale też dla biznesmenów i rodziny jej nowego faceta. Jednak mimo wszystko i tak od początku miałam nosa do tego co się tu święci.  



13. Od przybytku głowa nie boli - ulubiona powieść, licząca ponad 400 stron.

W stronę Swanna - Marcel Proust

Pierwszy tom cyklu "W poszukiwaniu straconego czasu" należy do moich ulubionych powieści. Wszystko to co istotne w wyrażaniu siebie w literaturze skrywa się w tej powieści. Ma 460 stron i nie da się jej czytać szybko. Po prostu trzeba  z uwagą śledzić każdy wyraz, który jest na miarę złota. 


14. Wszystko co dobre szybko się kończy - ulubiona książka, licząca mniej niż 200 stron.
 
Zazdrośnice - E.E Schmitt 

Ubolewam nad każdą powieścią Schmitta, że nie są one rozbudowane w fabułę i strony :) Ale tutaj szczególnie brakowało mi rozciągnięcia akcji na wiele stron. Wszystko dzieje się zbyt szybko, przez co napięcie nie jest zbudowane tak jak powinno, a jednak jest to fantastyczna powieść i zupełnie na niekorzyść jest ona tak okrojona. 
  

15. Być kulą u nogi - książka, w której występuję trójkąt miłosny.

Dziewczyna z portretu - David Ebershoff 

Greta i Einar to wzorowe w pełni uzupełniające się małżeństwo. Pewnego dnia w obliczu rozbudzonych namiętności w Einarze budzi się pragnienie bycia kobietą. Einar zmienia się od czasu do czasu w kobietę, której na imię Lily. I właściwie na tym mogłabym poprzestać, bo to już swego rodzaju trójkąt choć czysto hipotetyczny, to jednak jeszcze dochodzi do tego związek Lily i pewnego mężczyzny.   

16. Jedna jaskółka wiosny nie czyni - autor, którego każda książka mi się spodobała.
 
Diane Chamberlain 

Książki tej autorki powodują wzruszenie w moim wnętrzu. Wiem, że każda z nich odciśnie pewien ślad na moim wrażliwym serduchu. 

17. Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby - bohater, który czuje się niekomfortowo w sytuacji, w której się znalazł.
 
Eperu - Augusta Docher

Anna wydaje się być oderwana od współczesności. Przypadkowo zakochuje się w niej najbardziej popularny aktor. Ona sama nie wie co o tym myśleć, a w dodatku zdaje się odkrywać jego tajemnicę: on nie może być zwykłym śmiertelnikiem. Na domiar złego dostrzega, że z nią wcale też nie wszystko jest jak trzeba.  


18. Co nas nie zabiję, to nas wzmocni - bohater, który pod wpływem wielu czynników dorośleje

Kwiat pustyni - Waris Dirie

Historia większości chyba znana: mała dziewczynka poddana zabiegowi obrzezania, w obliczu dramatycznym i niegodnych losów ucieka z rodzinnego domu by znaleźć schronienie, a przypadkowo staje się najbardziej znaną modelką.