20 grudnia 2016

Nad nilem błękitnym i białym, Alan Moorehead

Zawsze gdy wracam w książkach do Czarnego Lądu wspominam czasy studiów licencjackich gdy zajmowałam się tematyką afrykańskich kobiet podczas pisania pracy licencjackiej.
To jaką wiedzę zgłębiłam zawdzieczam tylko sobie, ale pozostanie w moich myslach ten temat już na zawsze.



Ta pokaźnej wielkości książka od razu wzbudziła moje zainteresowane. Pierwsza myślą jaka przyszła mi do głowy był podziw dla autora pracy. Stworzenie takiego dzieła wymagało wielu badań i wnikliwej analizy. Nie jest łatwo napisać rozprawę na 650 stron.

Książka, której tytuł już wcześniej krążył mi po głowie, okazała się być wznowieniem z 1985, a w oryginale wydana została w 1962 roku.
Świeżynka to nie jest, ale uwierzcie mi na słowo, jest bardzo wartościowa.

W książce zostały zebrane materiały dotyczące głównie odkrycia źródeł Nilu i badań nad jego genealogią. Wielu podróżników na przestrzeni XVII i XIX wieku próbowało zgłębić historię tej tajemnej rzeki.

Ale nie tylko Nil był źródłem fascynacji badaczy, lecz również ziemie Czarnego Lądu, kultura Czarnoskórych ludzi i ich życie w społeczeństwie.

Autor wyróźnia dwa etapy odkryć. Są one zawarte już w tytule, bowem rozchodzi się o Nil Błękitny i Nil Biały. Do najbardziej znaczących i wymienionych w publikacji podróżników-odkrywców należą James Bruce, Napoleon Bonaparte, Muhhamad Ali, Samuel Baker, Henry Morton Stanley czy choćby mój ulubiony David Livingstone, a także wielu, wielu innych...

Książka jest precyzyjnym zbiorem badawczym, pozwala doskonale śledzić losy badań nad źródłami Nilu i zahaczać kolejno o ciekawostki ze świata Afryki.

Spodziewam się, że książka ta nie będzie atrakcyjna dla wszystkich, ale dla fascynatów kultury Czarnego Lądu z pewnością okaże sie jedą z kilku podstawowych pozycji popularno-naukowych.


Nad nilem błękitnym i białym, Alan Moorehead
Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2016
Moja ocena: 7/10

  • Po przeczytaniu tej książki zyskałam 5,4 cm do akcji "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu"
Pozostało mi jeszcze: 59,0 cm

 Przeczytaj moją recenzję na BookHunter.pl

4 komentarze:

  1. Bardzo lubię ogladac wszelkiego rodzaju programy podroznicze. Odkrywanie nowych miejsc, poznawanie kultur rdzennych mieszkancow. Jednak po książkę raczej nie sięgnę. Jestem z tych osob, ktore po ksiazke nie siegaja dla odprezenia. Uwielbiam siegac po pozycje, ktore czyda się z podniesionym cisnieniem. Takie, ze przed snem nie mozna odlozyc ksiazki, bo jeszcze tylko jedna strona. Ksiazki Ludluma, czy nawet tak popularna Piesn ognia i lodu.;) ekranizacje tej ksiazki obejrzalbym z przyjemnoscia, ale czytanie zostawie innym;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jestem jakąś szczególną fanatyczką kultury Czarnego Lądu. Sama nie wiem czy to byłaby dobra propozycja dla mnie. Na pewno nie na dziś, bo migrena nie daje żyć ;)
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspólczuje i jednocześnie donoszę, że leżę chora w lóżku

      Usuń
  3. Ja staram się nie ograniczać do jedneg gatunku, ale Ludluma lubię, więc ;piąteczka :)

    OdpowiedzUsuń