21 kwietnia 2016

Lip Smacker: Coca Cola, Sprite, Red Velvet i Birthday Cake

Muszę się Wam do czegoś przyznać.
Generalnie lubię wszelkiego rodzaju pomadki, balsamy i inne smakowo-ochronne cosie.
Ale sprawa ma się beznadziejnie, bo kupuję, używam tydzień - max. 2 i koniec. Zapominam, gubię lub kupuję następny.

Podobnie jest z tymi Lip Smackerami :)

Coca Colę, Sprite i Fantę wypatrzyłam gdzieś w sieci z informacją, że są w Biedronce. Męczyłam narzeczonego żeby mnie tam zawiozł przed 21wszą tuż przed zamknięciem sklepu. Ale udało sie i je dostałam wszystkie te 3 smaki. Tu na zdjęciu są niestety tylko dwa bo trzeci (czyli Fantę) dałam siostrzenicy, która ma po ciotce chyba euforię pierdołami, bo sie nich zachwyciła i oddać już nie chciała :D (w podobny sposób ostatnio straciłabym moją Tangle Teezer, ale o nią walczyłam zaciekle).
Są one już wiekowe więc ich wygląd też nie jest szczytem estetyki, ale jak widzicie w ciągu tych kilkunastu ładnych miesięcy niewiele zdążyłam zużyć.

Ciasteczkowe Lip Smackery są nowością sprzed miesiąca w mojej kosmetyczce. Wypatrzyłam je na promocji w Super Pharm i wzięłam także trzy (z czego jeden podarowałam koleżance). W domu więc pozostały mi Red Velvet i Urodzinowe ciastko :) A tamten chyba był Berry Buttercake, ale głowy uciąć nie dam.





Lip Smacker: Coca Cola, Sprite

Lip Smackersy Coca Cola i Sprite umieczczone są w okrągłych pudełeczkach, które swoim wyglądem przypominać mają kapselki. Wieczka smackerów są odkręcane.
Oba mają kolorystykę i czcionkę odpowiadającą napojom gazowanym znanym na całym świecie.
W środku znajduje się po 3,4 g błyszczyka.

Błyszczyk Coca Cola ma barwę śliwkowo-brązową. Natomiast Sprite mleczno-beżową. 
Oba mają twardą konsystencję schłodzonej wazeliny, z czego sprite jest wyraźnie bardziej miękki, lepiej się nabiera i sprawniej rozprowadza. 

Minusem jest oczywiście fakt, że trzeba rozsmarowywać je paluchem. 
Można oczywiście pędzelkiem, ale w zasadzie to nie kolorówka, tylko kosmetyk mobilny, który wpakowujemy do torby i rozsmarowujemy podczas jazdy autem, w pracy za biurkiem czy na spacerze.

Coca cola pachnie bosko. Po nałożeniu na usta wyczuwalny jest słodki posmak, który po kilku rozsmarowaniach usto-usto znika:D Natomiast smak wybornego colowego lizaka pozostaje na długo. 
Sprite pachnie rześko i zbliżony jest bardziej do smaku napoju niż Coca Cola, która raczej przypominała lizaka niż sam napój. Wyczuwalny aromat limonki i cytrusów. Jest mniej słodki niż Coca Cola i niestety po nałożeniu wyczuwalny prócz cytrusowego smaku jest także posmak wazeliny. 

Oba błyszczyki delikatnie nawilżają usta, już odrobina wystarczy by pokryć je delikatną, ale zdecydowanie odpowiednią warstwą. Nie tłuszczą warg, nie ścierają się, w związku z czym nie zjada się ich jak typowych błyszczyków (choć te akurat by się chciało zjeść). 
Są trwałe i bardzo wydajne.

Spośród tych dwóch wariantów to właśnie Coca Cola jest moim faworytem.

Plusy:

- niewielki rozmiar
- oryginalny i niebanalny
- smaczny i pachnący
- trwały
- daje fajny efekt

Minusy:

- trzeba nabierać paluchem
- ciężko dostępny

Kupione:  Biedronka
Cena: ok 7 zł
Czy kupię ten produkt ponownie: może kiedyś


Lip Smacker: Red Velvet i Birthday Cake

Ta wersja Lipsmackerów reprezentuje inną już kategorię a mianowicie ciasteczkową :)

Forma błyszczyków jest również inna bo tym razem mam do czynienia ze sztyftem.
Sztyft pomimo, że pokrętło ma bardzo niewielkie wygodnie się wykręca. 

Są nieco większe od tych w kapselkach bo każdy z nich ma po 4 gramy.

Red Velvet umieszczony jest w czerwonym sztyfcie, natomiast Birthday Cake w przezroczysto-niebieskim.
Produkt zamykany jest zatyczką, którą łatwo się ściąga.

Red Velvet to błyszczyk w kolorze mocnej malinowej czerwieni, a Birthday Cake ma barwę identyczną jak Sprite mleczno-beżową.

Oba błyszczyki jeśli chodzi o zapach są do siebie mocno podobne.
W obu wyczuwalna jest taka budyniowa nuta zapachowa, jednak w Red Velvet dodatkowo wysnuwa się zapach śmietankowy, a w Birthday Cake bardziej waniliowy. 

Błyszczyki są słodkie, ale ta słodycz jest tłem, nie jest wyczuwalna od razu, nie daje o sobie znać, ale da się ją wyczuć gdzieś pomiędzy warstwami.

Błyszczyki bardzo fajnie się aplikuje. Są trwałe i przezroczyste. Nawet czerwony nie barwi ust.
Podobnie jak bracia powyżej utrzymują się długo na ustach, nadają im fajny dziewczęcy połysk, optycznie odrobinę je powiększają.

Nie są to moi faworyci bo jednak ich zapach jest taki mdławy.


Plusy:

- oryginalny i niebanalny
- ciekawe smaki
- trwały
- daje fajny efekt

Minusy:

-mdlący zapach budyniu


Kupione:  Super Pharm
Cena: ok 5 zł
Czy kupię ten produkt ponownie: nie

Spośród tych dwóch kategorii zdecydowanym faworytem są warianty błyszczyków odpowiadające napojom. Są świeższe, bardziej rześkie, słodsze, smaczniejsze. 
Zauważyłam też, że ta forma sprawia że są bardziej wydajne. .

A wy macie jakieś Lip Smackersy?  

26 komentarzy:

  1. Nigdy nie miałam Lip Smackerów, jakoś mnie nie jarają xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja przeciwnie, lubię takie duperele :)

      Usuń
  2. Kupiłabym, gdyby smak mi odpowiadał- jakiś figowy, kokosowy, orzechowy czy karmelowy :D Choć specjalnie nie przepadam za takimi produktami (w czasach gimnazjum była moda na smakowe błyszczyki i trochę ich zjadłam na pewno :D)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm.. karmelowe na pewno są teraz w biedronce (chyba tej biedronkowej marki BeBeauty) ale mnie nie kuszą, bo akurat to nie mój smak :)

      Usuń
  3. Haha, rozwaliłaś mnie tym tekstem o tym, że po Tobie siostrzenic ma euforie pierdół :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak :) I obie kochamy Kubusia Puchatka, lepienie z plasteliny i inne takie :)

      Usuń
  4. miałam lip smacera o smaku coca-coli i fanty. oba były bardzo fajne i ładnie pachniały, ale bardziej przypadła mi do gustu fanta. pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety ja już nie pamiętam mojej Fanty :(

      Usuń
  5. Tego to się nie spodziewałem, że napoje gazowane mogą być podstawą do stworzenia kosmetyków do ust :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a w dodatku na całym świecie robią niezłą furorę :)

      Usuń
  6. Jak Coli nie piję to mogłabym mieć taką pomadkę. A co ;) Smakowite :D Pozdrowionka cieplutkie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jakaś alternatywa, tylko skoro nie pijesz Coli to czy Ci posmakuje?

      Usuń
  7. Chociaż nie jestem zwolenniczką kładzenia sobie na usta takich chemicznych substancji, to może być całkiem smaczne. Zwykle jak mam such usta to nakładam olej kokosowy i bardzo pomaga, ale prze term robię delikatny peeling solny, żeby pozbyć się martwego naskórka. Trochę od pewnego czasu jestem zwolenniczką naturalnego dbania o siebie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, też czasem lubię nałożyć sobie miodek na usta i speelingować je szczteczka do zebow.
      Ale jednak milosc do wszelikich kosmetykw nie jest w stanie zastapic zwiazku z natura

      Usuń
  8. Na Lip Smackery chętnie bym się skusiła, ale te śmietankowe :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Miałam kupować te błyszyki w sumie takie trochę balsamy te o smakach Coca Cola i Sprite ale najpierw moja koleżanka je kupiła masakrycznie ją uczuliły miała usta jak by sobie wszczykneła kwas w sporej ilości i zrezygnowałam jednak

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, nie słyszałąm żeby kogoś uczuliły.
      A moja siostra i ja ich używamy i tak jak wspomniałam nawet jeden podarowałam siostrzenicy w wieku 8 lat i nic złego się jej nie stało

      Usuń
  10. Jeszcze nie widziałam na oczy - nie używam ale muszę przyznać, że ciekawe i to bardzo ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak są mocno ciekawe :)
      Na pewno na tych nie poprzestanę

      Usuń
  11. Ja mam chyba ze 20 takich pomadek.. jestem chyba uzależniona. :D Ja mam waniliowo-kokosowy lip smacker i zapach jest cudny. :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. My mamy tendencję do uczuleń na ustach a to najgorsze miejsce na to, zdecydowanie!
    Dlatego takie "smakołyki" omijamy z daleka :D

    OdpowiedzUsuń