11 stycznia 2016

Kobiety niepokorne, Cristina Morato

Dziś zapraszam na recenzję książki, którą wybrałam niejako ze względu na okładkę z Audrey Hepburn. A potem przeczytałam, że napisała ją Cristina Morato, która wam pewnie się z niczym nie kojarzy, ale dla mnie jest ona osobą szczególną.
Cristina Morato pomogła mi gdy pisałam pracę licencjacką o życiu kobiet w Afryce, bowiem Cristina Morato jest autorką książki "Królowe Afryki", o kobietach, które z własnego wyboru podróżowały po Czarnym Lądzie, bądź też skazane były na koczownicze życie u boku mężów podróżników. Rodziły dzieci, żyły w ubóstwie, pomagały tubylcom i umierały na niebezpieczne choroby.
Dość już o tamtej książce, choć jakbym się rozgadała wyszłaby mi druga recenzja.
:)



Kobiety niepokorne, Cristina Morato
Wydawnictwo Świat Książki, Warszawa 2015 



Książka wiedzie czytelnika przez życie i historię wielkich kobiet. Życie w dostatku, sielanka... Perfekcyjny byt? O nie, nigdy nie jest tak wesoło.
Cristina Morato wiedzie nas przez sylwetki siedmiu znanych kobiet, na życiu których odcisnęło się jakieś piętno, skaza i ból.
Kobiety, które kochały za mocno, cierpiały, doświadczały bólu, śmierci bliskich. Kobiety, które wygrały sławę kosztem wewnętrznego rozbicia.
Książka podzielona jest na części, z czego każda poświęcona jest sylwetce innej kobiety. Są to dość rozbudowane historie zawarte na mniej więcej 50 stronicach. Każda z tych opowieści nosi mocny i dobitny tytuł. Nim autorka przejdzie do opisów na pierwszej stronie przed prezentacją każdej z kobiet zamieszczono zdjęcie na całą stronę w czarno-białym odcieniu.
Prócz podziału na rozdziały odpowiadające bohaterkom, każdy z nich jeszcze dzieli się na podrozdziały, które są odpowiednio dobrane do okresów w życiu, każdy zaczyna się mniej więcej od dzieciństwa, potem są rozdziały kariery, na końcu śmierci. A prócz tego wpada też kilka innych.




Pierwsza część skryptu poświęcona jest Marii Callas i nosi tytuł "Umrzeć z miłości".
Maria Callas okrzyknięta była największą diwą operową XX wieku. Początkowo była otyłą kobietą, narażoną na uwagi publiczności. Postanowiła zmienić swoje życie i w ciągu dwóch lat schudła 35 kilogramów, prawdopodobnie świadomie połykając pasożyta. Stała się boginią uwielbianą przez tłumy. Szybko zdobyła serce greckiego multimiliardera. Gdy romans gwiazdy wyszedł na jaw, Maria nie miała łatwego życia. Znów była przez wszystkich osądzana. Już nie miało znaczenia, jaki miała talent. Z mężem po tej aferze przestało się układać, pojawiali się inni kochankowie, z którymi nigdy nie stworzyła związku. Umarła zbyt wcześnie stale powtarzając, że najgorszą karą stała się samotność. Do śmieci Callas przyczyniły się leki nasenne. Zmarła w wieku 53 lat w osamotnieniu i z pełną głową kompleksów.
Historia Callas opisana przez Morato wiedzie przez dzieciństwo dziewczynki, która urodziła się niechciana. Przez rozkwit kariery, głębokie poświęcenie, miłość, romans, zdrady, zawirowania uczuciowe, szantaże ze strony kochanków, trudne kontakty z paparazzi. Aż wreszcie upadek kariery, załamanie i śmierć.



Kolejną z kobiet, którym miejsce poświęciła autorka jest Coco Chanel, nie ma sensu bym przytaczała historię, którą wyczerpująco opisałam podczas recenzji Mademoiselle Chanel, C.W. Gortner'a, ten rozdział w opowieści Cristiny Morato nosi tytuł Triumf woli, odwołuje się do życia według wykreowanego schematu. Historia wiedzie przez trudne dzieciństwo, które Coco pokolorowała według własnego uznania, przez pierwsze triumfy w świecie mody, ból po śmierci bliskich, wojnę, tragiczną miłość, aż wreszcie, po życie w starczej samotności.

Trzecia część dotyczy Wallis Simpson, która dotychczas nie zajmowała moich myśli. Nie wiem czy nawet wiedziałam kim jest ta kobieta. Nie ma się temu co dziwić, bowiem Wallis, była przeciętną Amerykanką i stała się sławna nie przez talent jaki miała, a przez skandal jaki wywołała. Otóż podwójnie już rozwiedziona Simpson, zawładnęła życiem i sercem monarchy angielskiego Edwarda VIII. Historia zatytułowana jest "Królowa bez korony"  i nie pozostawia suchej nitki na osobie Wallis. Uważana za przebiegłą, wyrachowaną  bezczelną. Morato przytacza, że tak lubiła się w zbytku, że kazała prasować pieniądze, by stale upajać się ich szelestem. Edward - mężczyzna dzierżący władzę widocznie potrzebował tak apodyktycznej jędzy. Wallis pozwalała sobie zdecydowanie na zbyt wiele, w trakcie ważnych przemówień potrafiła wchodzić, przerywać i karcić księcia jak psa. A on? Tak był posłużny, że jedynym jego marzeniem stał się ślub z Simpson. Rodzina królewska nie chciała słyszeć o tej kobiecie a ona sama zyskała sławę jako najbardziej podła kobieta XX wieku. Wiodła wyrachowane życie u boku Edwarda VIII. Zmarła w wieku 90 lat w 1986 roku i dopięła swego, ponieważ została pochowana na królewskim cmentarzu tuż obok swojego zmarłego 14 lat wcześniej męża.

Kolejna, czwarta sylwetka poświęcona jest Evie Peron, także dotychczas przeze mnie nieznanej kobiecie. Zatytułowana "Między sławą a chwałą", dotyczy opowieści o losach ubogiej dziewczynki z Argentyny, która zajaśniała jako gwiazdeczka argentyńskiej telewizji, aż doszła do sukcesu jakim był ślub z najznamienitszym generałem. Sława i bogactwo nie zawróciły jej jednak w głowie, wręcz przeciwnie, zajęła się sprawami charytatywnymi i pomocą dla osób potrzebujących, takich z jakimi przez całe życie się utożsamiała. Eva Peron zwana była przez prasę kobiecym odpowiednikiem Robin Hooda. gardziła politykami a losy ubogich nie były jej obce. Tak wielka duchem kobieta, niestety nie cieszyła się dobrym zdrowiem. Zapadła na chorobę, prawdopodobnie nowotworową i zmarła skończywszy 33 lata. Jej ostatnimi słowami na łożu śmierci było skierowane do męża zdanie: "Nie opuszczaj ludzi biednych, tylko oni potrafią być wierni". Po śmierci jej kult zyskał ogromną skalę, zwana przez Argentyńczyków "Santa Evita" po śmierci została zabalsamowana i wystawiona na widok publiczny. Zwolennicy jej idei chcieli by ją kanonizowano. Dopiero kilkanaście lat po śmierci spoczęła w grobowcu, na którym do dziś każdego dnia przynoszone są świeże kwiaty.

Zbliżając się do końca Cristina Morato przybliża sylwetkę milionerki Barbary Hutton. Odziedziczyła ogromną fortunę już w wieku 14 lat. Uważana była za dziewczynkę urodzoną w złotej klatce. Już w dzieciństwie doświadczyła tragedii, gdy znalazła ciało matki w pokoju hotelowym mając zaledwie 4 lata. Wokół tego zdarzenia narosło wiele spekulacji. Wyrosłą na ekscentryczną dziewczynę. Jej życie było bardzo burzliwe. Wychodziła siedmiokrotnie za mąż a wśród jej małżonków znajdowali się książęta, hrabia, playboy, tenisista czy gwiazdor filmowy. Była kobietą kochliwą o wielkim sercu, które nie tylko mieściło liczne romanse, lecz także uczucia współczucia i troski o biednych i pokrzywdzonych. Mężczyźni wielokrotnie ją zdradzali, ranili, opuszczali. Mimo tego, ona nigdy nie traciła ducha walki o prawdziwą miłość. W wieku 66 lat zmarła w szpitalu na atak serca.

Przedostania już historia należy do Audrey Hepburn. Wielka aktorka, która miała talent, aczkolwiek bardziej kreowały ją na gwiazdę media. Przez publiczność byłą bardzo idealizowana, sama jednak wewnątrz była bardzo zakompleksioną dziewczyną. Nie uważała się za urodziwą kobietę, otwardzie mówiła o swojej przeciętności i dziwnym przypadku, który sprawił, że zyskała sławę. Była skromną dziewczyną i nigdy nie doceniała swoich zasług. Jej życie okupowane było ciężką pracą i wyrzeczeniami. Dwa jej związku małżeńskie też nie należały do udanych. Pod koniec swojego życia mocno zaangażowała się w działalność charytatywną. Wyjeżdżała do Afryki, by opiekować się tamtejszymi dziećmi. Sama jednak wielokrotnie poraniała ciąże, lecz doczekała się potomstwa. Audrey Hepburn zmarła w 1993 roku, w wieku sześćdziesięciu trzech lat z przeświadczeniem, że na ziemi zostawia wygłodzone somalijskie dzieci. Jej syn Sean postanowił kontynuować działalność matki i założył fundację jej imienia, która działa na rzecz dzieci w Afryce.

Ostatnia już opowieść należy do życia Jacqueline Kennedy, a zatytułowana jest "Kobieta zraniona". Na zawsze w pamięci wszystkich pozostanie fotografia Jackie jako trzydziestoczteroletniej wdowy, która trzyma na kolanach martwe ciało zastrzelonego męża. Przez cały związek uważana była za kobietę o wielu twarzach. Młoda i fotogeniczna, choć nigdy nie dała poznać prawdziwego oblicza. Opinie o jej osobowości były podzielone, jedni uważali ją za płytką, inni za bardzo inteligentną kobietą. Ona sama pozostać pragnęła w cieniu reflektorów. Po śmierci  Johna F. Kennedyego, postanowiła zerwać ze stereotypem sławnej wdowy i pięć lat po pochówku prezydenta wyszła ponownie za mąż za bogatego magnata. Niezbyt długo przetrwało to małżeństwo, gdyż po raz drugi została wdową. Jednak dopiero wtedy wyznała, że stała się szczęśliwą kobietą, rozkwitła i wreszcie zaczęła żyć sama dla siebie, nie pozostając w czyimś cieniu. Do śmierci pracowała w wydawnictwie i robiła to co najbardziej chciała, pracowała nad wydaniem książek dla dzieci i opiekowała się własnymi wnukami.

Wszystkie sylwetki kobiet w książce "Kobiety niepokorne" są świetnie rozpisane. Prócz tego, że wiele z tych historii było mi znanych i osłuchanych, to w każdej z nich znalazłam pewne świeżynki, które sprawiły, że pozycję czytało się zadziwiająco szybko i lekko.
Dawniej nie przepadałam za biografiami, a teraz? Takie jak te to świetna rozrywka. Przyniosła mi wiele refleksji: każda kobieta bywa w życiu nieszczęśliwa i samotna, bez względu na to gdzie się urodziła, jak była wychowana i co ostatecznie osiągnęła.

 Cristina Morato - ur. 1961 roku w Barcelonie, dziennikarka, reporterka, uwielbia podróże, które stają się inspiracją dla prac badawczych, zajmuje się tematami z pogranicza antropologii i feminizmu.




Moja ocena: 8/10
Średnia ocena z lubimyczytac.pl: 7/10

Średnia ocena z goodreads.com: 3,8/5









  • Po przeczytaniu książki zyskałam  2,5 cm do akcji "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu"
Pozostało mi jeszcze: 164 cm
 






24 komentarze:

  1. Interesująco sięzapowiada może się skuszę na przeczytanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem, ze bardzo ciekawa publikacja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idealna dla kobiet kochających inne kobiety :)

      Usuń
  3. Takie klimaty nam bardo odpowiadają :)
    Też mamy sentyment do książek jak np. "Tysiąc wspaniałych słońc" o kobiecie z Afganistanu, która pomogła nam na ustnej maturze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dziś otrzymałam Wybór Jasminy, o Libance porwanej przez irakijskich żołnieży (oparta na faktach) więc myślę, że też będzie świetna, a Tysiąca wspaniałych słońc niestety nie czytałam, le mam nadzieje, że trafi kiedyś w moje ręce

      Usuń
  4. Oderwie trochę od wszystkiego, chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I trochę da do myślenia, czy warto za wszystkim gonić :)

      Usuń
  5. dzisiaj w końcu w pociągu miałam godzinkę czasu by poczytać książkę od bardzo dawna <3 Lubię czytać w pociągu, oglądać widoki, siedzieć na laptopie... byle nie spać i się nie uczyć. O i jeść lubię :)

    Bohaterkę książki polubiłam, kiedyś za nią nie szalałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam tak samo :) Najbardziej w pociągu lubię jeść, czytać, a zamiast laptopa używam telefonu :)

      A co do książki, to choć wydaje mi się bardzo ciekawa, to i tak wiem, że jej nie przeczytam :/

      Usuń
    2. Ja też uwielbiam czytać podróżując. Nie mam wtedy poczucia tego, że mogłabym w tym czasie robić coś bardziej produktywnego.
      Ale jeść nie jem, bo mi nie ładnie. I czasem sobie przypominam, jak jechałam busem do Anglii na wycieczkę, a wszyscy do pracy - ile oni wieźli kiełbasy, to do tej pory ją w świadomości wyczuwam :)
      Ania, ja też telefon, bo z laptopem jednak nie wygodne.

      Usuń
    3. Kiełbasa jest bardzo aromatyczna :D
      Ja jem w pociągu jakieś czekoladki, jabłka czy jaglankę, więc nie rozprzestrzeniam zapachów :)

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    5. ja niestety o zapachach się nie wypowiem, bo dosłownie parę razy słoiki jadłam od mamy :D A niech się ludzie patrzą, a co :D Jadłam tak słoiki 0,5l z fasolką po bretońsku, bigosem, groch z kapustą i ze słoika 1l dwa lub trzy gołąbki :D Przynajmniej ja i oni mamy ubaw :) Ale od dwóch prawie lat już tak nie robię... Teraz zwykle wafle ryżowe/kukurydziane, wypasione bułki, jabłka, słodycze, ciastka jednoporcjowe z mikrofalówki. Różnie :)

      Usuń
    6. w zasadzie nie wiem, Ania ty jesteś po dietetyce :) bo to fajny pomysł na pracę, albo artykuł :) Wariant żywieniowy w polskich środkach transportu :)

      Usuń
  6. ja nie mam czasu narazie na ksiazki:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też słabo :( ale się staram, a jak mam wolny czas to i tak przeznaczam go na coś innego :/

      Usuń
  7. Obecnie czytam wszystkie możliwe książki o buddyzmie :D Jak się dowiem tego co chcę, to chętnie sięgnę po te które opisujesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. muszą być ciekawe, ja sie nie zgłębiam w religie, ale może kiedyś, kto wie... :)

      Usuń
  8. zachęciłaś mnie, koniecznie muszę sięgnąć po tę książkę.
    Pozdrawiam:)
    http://blog-ksiazkiimy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń