31 października 2015

Dietetyczny barszcz ukraiński (80 kcal)

Uwielbiam barszcz ukraiński.
Zawsze jak go jem poprawia mi się humor.
Nie wiem czy tajemnica tkwi w intensywnym kolorze czy w składnikach, które są mocno wyraziste w smaku, bardzo odrębne ale niejako przenikają się i łączą ze sobą w bulionie.
Nie wiem, nie umiem wam powiedzieć, dlaczego jest to moja ulubiona zupa.
I nie powiem Wam też, bo wstyd, że mój tata mówi na nią "okresówka".


Dietetyczny barszcz ukraiński


Na 8 porcji:

  • puszka fasoli (u mnie mix 4 odmian firmy Kier) czyli 240 g
  • 100 g białej części pietruszki
  • 200 g ziemniaków
  • 900 g buraków (o jak najbardziej intensywnej barwie)
  • 200 g marchwi
  • 100 g selera
  • 80 g pora
  • kwasek cytrynowy
  1. Buraki kroimy w kostkę - zostawiamy 1/5 by dodać pod koniec, pozostałe 4/5 buraków gotujemy w bulionie, aż będą lekko miękkie.
  2. Dodajemy pokrojone w kostkę / półplasterki pozostałe warzywa. Gotujemy aż warzywka będą półmiękkie.
  3. Dosypujemy fasolę z puszki. Gotujemy do miękkości warzyw.
  4. Przyprawiamy natką pietruszki i majeranku. 
  5. Odrobinkę zakwaszamy barszcz kwaskiem.


Cukierek chałwowy Halvi, Vobro - recenzja produktu

Dziś będzie o wiele krócej niż zawsze, a to dlatego, że nie podam Wam składu, bo go niestety nie znam. Na etykietce nie było, cukierek był na wagę, ale myślę, że warto przedstawić recenzję, bo jeśli skusicie się na zakup, to wypadałoby o nim trochę wiedzieć.
Zanim w zasadzie kupicie kota w worku.

Halvi, Vobro

Ujrzałam je w małym górskim sklepiku gdzieś na podsłowackiej wsi. Pomyślałam, że dobrze trafiłam, bo uwielbiam słodycze naszych południowych sąsiadów. Zawsze z górskich wypraw wracam nimi naładowana.
Patrzył na mnie zza komunistycznej szyby, tak jak w dzieciństwie patrzyła na mnie mieszanka wedlowska. Cukierek Halvi? Nazwa słowacka? czeska? ale już pod spodem polski napis... Patrzę na producenta - Vobro (ten od dobrych pralinek w frutti di mare). Musiałam wziąć, bo Halvi to chałwa, więc cukierek na wagę i to za 19,99 za kg mnie zaintrygował.

Podobno Halvi pojawił się na rynku wiosną 2014 roku. Ja w sklepie zobaczyłam go dopiero po raz pierwszy.

Cukierek opakowany w folię zgrzewaną na końcach, przypomina wyglądem batoniki serii Mars Miniatures. 
W środku znajduje się cukierek w kształcie małego batonika. Mój przez upał trochę ucierpiał.  Cukierek oblany jest cienką warstwą czekolady. Zdecydowanie zbyt cienką i mocno przyjegającą do wnętrza. Już przez czekoladę można zobaczyć jaki kolor powinno mieć nadzienie.
Pachnie przyjemnie lekkim aromatem orzeszków ziemnych. 
W środku cukierka widać zbitą miazgę, choć lekko kruchą. Nie jest to taka masa jak w typowej chałwie: Naturalnie tłusta i zbita. Wygląda natomiast bardziej jak michałki, lecz na próżno szukać tu kawałków orzechów.
Przejdę zatem do smaku:
Czekolada w smaku bardzo tłusta, nie urzeka swoim smakiem. Umiarkowanie słodka
Masa w środku to połączenie miazki kakaowo-orzechowej, niestety strasznie sztuczna w smaku. Całość ratuje fakt, że nie jest to typowo cukrowy ulepek. Jeśli kiedyś kupowaliście takie cukierki, najtańsze z najtańszych, coś pomiędzy Michałkami a cukierkami, które w PRLu miały nazwę Cappucino to z pewnością odnajdziedzie w Halvi ten smak.
Całość nie byłaby jakaś najgorsza, niestety ja spodziewałam się tu spotkać chałwę w czekoladzie w wersji mini, która bardzo by mi spasowała. 
Niestety Halvi jest bez chałwy.

1 cukierek Halvi ma ok. 18 g (czyli jak 2 Michałki), dostarcza 92 kcal wg danych z tabela-kalorii.pl
100 g Halvi ma 513 kcal

Halvi, Vobro
Ocena: 2/6
513 kcal/ 100 g
92 kcal/ cukierek (18 g) 
Kupione w: mały sklepik
Cena: 19,99 zł/100 g 
Czy kupię ten produkt jeszcze raz? Nie 

29 października 2015

Pierwsze koty, Ewa Nowak - recenzja książki

Choć z literatury młodzieżowej już dawno wyrosłam, to nadal chętnie czytam powieści przeznaczone głównie dla nastolatek.

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Emgont, dodaję tym samym, że przedstawiony fakt nie miał wpływu na ocenę powieści.




Seria Miętowa to bardzo spójna seria książek autorstwa Ewy Nowak. Do tej pory wydanych zostało począwszy od 2002 roku siedemnaście już powieści, ale wcale się nie martwcie jeśli z tą, którą recenzuję ani z poprzednimi nie mieliście styczności. Choć seria jest spójna to można ją czytać od którego tomu tylko zapragniecie. I przyznam się Wam, że "Pierwsze Koty" to także moja pierwsza książka z tej serii.
Serię łączą już na pierwszy rzut oka takie same okładki w właściwych dla tomu kolorach. Tu są one fioletowe. Łączy je również zawarcie tytułu w owalnej oprawie a także charakterystyczne elementy właściwe tej pozycji. Tu na zdęciu widać: żelazko, miętę, manekin, portfel i cieknący kran. Nie bez powodu, o czym zaraz się przekonacie śledząc moją recenzję :)

Seria Miętowa to seria książek przeznaczona głównie dla nastolatek. Traktuje ona przede wszystkim o współczesnych problemach młodych dziewczyn. Jest bliska każdej z nas, która doświadcza problemów wieku dojrzewania, ma je jeszcze przed sobą albo już o nich dawno zapomniała - nie szkodzi, przyjemnie znów przenieść się do tamtych lat.

Zapraszam zatem do 17 książki z serii "Miętowa"



Pierwsze koty, Ewa Nowak
Wydawnictwo Egmont, Warszawa 2015

Życie nastolatki niesie ze sobą bagaż doświadczeń i nie jest łatwe, o nie... Zwłaszcza jeśli bliscy rzucają Ci kłody pod nogi.
Ada jest w ostatniej klasie gimnazjum. Nie jest typem rozrywkowej dziewczyny, czy najbardziej popularnej laski na szkolnym korytarzu. Ale mimo tego, ma to o czym marzy wiele młodych dziewcząt: zaufaną przyjaciółkę i chłopaka Konrada. Niestety jak to bywa w życiu love story okupowane jest przez drogę pełną wybojów. Zachowanie Konrada zaczyna irytować Adę, widzi w nim niedojrzałego chłopaka, natomiast Konrad potrafi ignorować Adę, gdy ta oczekuje uwagi. Para oddala się od siebie. 
W domu również nie spotyka Adę pełnia szczęścia. Choć z mamą i siostrą tworzą udany babski team, to po drugiej stronie boiska stoi nie byle jaki napastnik: skąpy ojciec. Postać ojca jest postacią bardzo barwną, choć nie taką łatwą w obyciu jak by się wydawało. Ojciec jest władcą domu: zarządza porę korzystania z toalety, wysyła dziewczęta na dalekie zakupy byleby tylko zaoszczędzić kilka złotych. Wody z ubikacji spuszczać nie wolno, bo marnuje się pieniądze. Ada musi więc ogromne butle ładować na wózek z supermarketu i pędzić przez miasto aż do publicznego wodopoju skąd czerpie darmową wodę.
Kieszonkowe to kwestia, o której Ada może pomarzyć. Wychowawczyni, która zna sytuację dziewczyny załatwia jej pracę opiekunki 2-letniej Helusi. Ada w swojej pracy przypatruje się normalnej rodzinie, bez zbędnych patologii i powoli dochodzi do wniosku, że Michał, ojciec Heli to chodzący anioł i ideał mężczyzny.
Jedyne w czym Ada odnajduje ukojenie to rysowanie. Dziewczyna ma talent plastyczny i sporą wyobraźnię, ale mimo nacisków wychowawczyni nie ma ochoty iść do liceum plastycznego.
Siostra Blanka widząc, że dziewczyna nie do końca odnajduje się w natłoku zadań, zabiera ją na imprezę, gdzie poznaje Tygrysa - chłopaka, który żyje aby jeść (a nie jak reszta, je aby żyć). Tygrys czuje do Ady miętę, ale Ada jest zblokowana, nie dość, że starszy, to jeszcze kumpel Blanki; a jeśli Blanka coś do niego czuje?

Życie jest pełne niespodzianek. Ale także pokazuje jak często powielamy schematy i dostajemy to co dobre i co niechlubne od rodziców w genach. Ada jest więc i uzdolniona artystycznie jak matka i tak samo skąpa jak ojciec.
Adzie przyjdzie zmierzyć się z wieloma trudnościami: rozstaniem rodziców, zerwaniem z chłopakiem, porażką w szkole, nielubianymi koleżankami, i nową, zaskakującą miłością. 

Powieść Ewy Nowak "Pierwsze koty" czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Jest ona pełna realistycznych zdarzeń, jakie napotykają nie jedną dziewczynę. Wiele z was, będzie mogło się utożsamić z Adą, bo to dziewczyna jakich na świecie wiele:) Czytanie tej powieści to naprawdę dobra zabawa.

Powieść rozpoczyna się prologiem, kończy epilogiem (oba są króciutkie), a pomiędzy zawartych jest 13 rozdziałów podzielonych na króciutkie podrozdziały. Narracja trzecioosobowa.

O autorce:

Ewa Nowak — polska pisarka, pedagog terapeuta, publicystka. Urodzona w 1966 roku w Warszawie, wychowała się na warszawskim Powiślu. Pochodzi z rodziny nauczycielskiej. Ukończyła Wyższą Szkołę Pedagogiki Specjalnej (...) Mieszka na warszawskiej Białołęce. Współpracuje z pismami „Cogito”, „Victor Gimnazjalista”, „Victor Junior”, „Trzynastka”, „Sens”. W 2002 roku ukazała się jej pierwsza powieść –Wszystko, tylko nie mięta. Obecnie na rynku dostępnych jest już ponad trzydzieści tytułów.
Książki tej autorki cechuje intelektualny humor połączony z celnością opisywania rzeczywistości. Misja Ewy Nowak polega na stawianiu pytań i pozwalaniu bohaterem odpowiadać na nie po swojemu. Jej twórczość wyróżnia się głębią psychologiczną i wielowymiarowością postaci, również tych drugoplanowych.

Moja ocena: 7/10
Średnia ocena z lubimyczytac.pl: 7,4/10


Po przeczytaniu książki zyskałam 1,7 cm do akcji "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu"
Pozostało mi jeszcze: 116,72 cm

28 października 2015

Hair Line, mleczko prostujące włosy, Marion - recenzja produktu

Gdy sięgnęłam po raz pierwszy po ten produkt nie spodziewałam się, że cokolwiek zdziała.
Już od lat nie kupowałam produktów do "prostowania włosów", bo dotychczasowe jakie miałam nie tylko nie prostowały ale nadmiernie obciążały i przetłuszczały włosy.

A ten kosmetyk?

Hair Line, mleczko prostujące włosy, Marion

To, na co warto zwrócić uwagę przy mleczku z Mariona to przede wszystkim opakowanie. A co w nim dziwnego zapytasz? Jest białe z niebieskimi elementami, ale nie o wygląd tu chodzi lecz o rozmiar. Buteleczka mieści w sobie 120 ml mleczka i jest takiego rozmiaru, że wejdzie i do kosmetyczki i do poręcznej torebki. Jest świetne jeśli chodzi o wszelkie wyjazdy. Tutaj z mojej strony duży ukłon, bo gdy w weekendy wyjeżdżam na studia to zależy mi na tym by się upchnąć w małą torbę.
Otwiera się na "klik" jest praktyczne w użyciu.

Teraz co nieco o samym kosmetyku. Mleczko zawiera składniki, które powodują długotrwałą termoochronę. Producent dodaje też, że efekt prostych włosów utrzymuje się długo, ale jak wiecie działanie czynników zewnętrznych typu mgła, deszcz czy wilgotne powietrze drastycznie skracają czas jaki można zawrzeć w wyrazie "długotrwały".

Mleczko ma swoje właściwe działanie jeśli po nałożeniu wyprostujemy włosy lub je odpowiednio wymodelujemy. Nie obiecuje tu Marion żadnego cud działania, a raczej wspomaganie typowej stylizacji włosów.

Mleczko ma bardzo przyjemną konsystencję. Jest czymś pomiędzy balsamem a mleczkiem. Nie rzadkie jak typowe mleczka np. do demakijażu, ale też o bardziej płynnej konsystencji niż balsam. Bardzo łatwo rozprowadza się na włosach. Ja stosuję mleczko zazwyczaj na suche już włosy, ale zdarza się, że czasem z braku odżywki w studencko-wyjazdowych warunkach używam go na mokrych zamiast odżywki.

Producent zaznacza by używać 1 dawkę wielkości orzecha laskowego na krótkie włosy i 2 w przypadku włosów półdługich czy długich

Mleczko ładnie pachnie. Jest to zapach pudrowo-kwiatowy. Nie ma szaleństwa zapachowego, ale raczej wszystkim powinien przypaść do gustu.

Ten kosmetyk naprawdę działa, choć cudów się nie spodziewałam. Końcówki się o wiele mniej rozdwajają, włosy nie są tak łamliwe podczas prostowania. Choć niestety nie powoduje efektu drutów na głowie przez kilkanaście godzin (przynajmniej u mnie na kręconych włosach)

Mleczko jest kosmetykiem, który warto mieć, jeśli ma się nieujarzmione po prostowaniu włosy.

Zalety:
- wygładza włosy
- sprawia, że są lśniące
- jest lekkie i nie przetłuszcza włosów
- włosy łatwiej się prostują i modelują
- zmiękcza włos
- chroni przed działaniem prostownicy czy lokówki
- tani
- poręczne opakowanie

Wady:
- nie sprawia efektu prostych jak drut włosów a jedynie w jakimś stopniu pomaga je ujarzmić.

Kupione w: prezent od siostry
Cena: ok 6 zł
Czy kupię ten produkt ponownie:  Tak

25 października 2015

Owsiana panierka pomysł na niedzielny obiad

Zdarza się tak, że w niedzielę przybywają na obiad Ci, którzy niepanierowanych kotletów nie uznają.
I wtedy właśnie pojawiają się na stole kotlety z piersi w "innej" niż standardowa panierka, bo ja niestety mam awersję do takich, standardowych kotletów panierowanych w bułce tartej.
Po prostu ich bym nie przełknęła...


Owsiana panierka pomysł na niedzielny obiad



  • 2 łyżki mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 100 g płatków owsianych górskich
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • jajko
  • ok. 1/4 szkl mleka
  • sól, pieprz, papryka słodka i tymianek
1. Kotlety (bądź udka, albo co tylko chcemy opanierować) oprószamy przyprawami i obsypujemy mąką pszenną.
2. Jajko łączymy z mlekiem i intensywnie rozkłócamy widelcem
3, Do talerza wsypujemy zmielone, bądź posiekane drobno płatki oraz mąkę ziemniaczaną
4. Zanurzamy mięso w jajku i panierujemy. 

22 października 2015

Koktajl brzoskwiniowo-jeżynowy (110 kcal)

Pyszny, bez dodatku cukru. Orzeźwiający i gęsty.
W zasadzie nie wiem czy to przepis, czy propozycja :)
Ale publikuję ku własnej ulotnej pamięci :)

Koktajl brzoskwiniowo-jeżynowy


Na 1 szklankę o poj. 300 ml:



* 2 średniej wielkości brzoskwinie (200 g)
* garść jeżyn (50 g)
* woda mineralna niegazowana do uzupełnienia

1. Owoce razem zblendować, przelać do szklanki i uzupełnić wodą.

21 października 2015

Yoghurt Crunch, BelVita Śniadanie - recenzja produktu

Dziś propozycja śniadaniowej przekąski, którą zjadłam na kolacje, więc zdjęcia ciemne i kiepskie.

Yoghurt Crunch, BelVita Śniadanie
Ciastka zbożowe z nadzieniem jogurtowym


Ciastka zapakowane w kartonowe pudełeczko w żółtym kolorze, pudełko dość sporych wymiarów. Nie zmieści się do torebki, jednak wewnątrz pudełka znajduje się 5 osobnych paczuszek z folii, które skrywają po 2 ciastka. Grafika nawiązuje do śniadaniowego przeznaczenia oraz do naturalności produktu.
W kartonowym pudełku mieści się zatem 253 g ciastek.
1 ciastko to 25,3 g, natomiast w paczuszka z dwoma ciastkami to 50,6 g. 



Ciastka reklamują się tym, że powodują stopniowe wchłanianie węglowodanów nawet przez 4 godziny. Składasię na nie aż 5 rodzajów zbóż (pelnoziarnistych).

Skład:

zboża 55,6% [mąka pszenna 30,5%, zboża pełnoziarniste 25,1% (mąka pszenna pełnoziarnista 11,8%, płatki owsiane 10,1%, mąka orkiszowa pełnoziarnista 1%, mąka jęczmienna pełnoziarnista 1%, mąka żytnia pełnoziarnista 1%, grys gryczany 0,2%)], cukier, oleje roślinne (rzepakowy, palmowy, kokosowy), skrobia pszenna, odtłuszczony jogurt w proszku 3%, substancje wzbogacające (wapń, magnez, witamina E, żelazo, tiamina), substancje spulchniające (węglany sodu, difosforany, węglany amonu), aromat, emulgatory (lecytyna sojowa, mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych estryfikowane kwasem mono- i diacetylowinowym), sól, odtłuszczone mleko w proszku, regulator kwasowości (kwas cytrynowy)

Nie jest najgorzej proszę państwa. Jest co prawda nieokreślony bliżej tłuszcz palmowy, ale najgorzej nie jest. 

Wartości odżywcze:
W 100 g
W 1 ciastku  (25,3 g)
W 2 ciastkach 50,6 g
Wartość energetyczna
455 kcal
115 kcal
230 kcal
Białko
7,3 g
1,8 g
3,6 g
Węglowodany
68 g
17,1 g
34,2 g
Tłuszcze
16 g
4,1 g
8,2 g



Ciasteczka o zaokrąglanych brzegach. W kolorze jasnobrązowym. Złożone z dwóch herbatników przełożonych kremem.
Herbatniki są kruche, pachną aromatem maślano-waniliowym.Dobrze wypieczone, bardziej brązowe przy brzegach, jaśniejsze na środku. Widoczne są kawałki łupek od zbóż. Na piewszy rzut oka widać, że jest to ciastko pełnoziarniste, ale naturalnie pełnoziarniste i nie barwione. Na górze ciastka wytłoczono kłosy zbóź, czego pewnie na tym zdjęciu nie widać, bo wszystkie zdjęcia z tego postu są kiepskiej jakości.
Smak herbatników jest typowy dla kruchych ciastek, mocno maślana nuta wyczuwalna już od pierwszego gryzka. Ciasta przeżuwa się długo, bowiem zawierają skorupki zbożowe, te natomiast wchodzą w zęby, jak to bywa w przypadku pełnoziarnistych produktów (i zębowych ubytków:P).
Całość ciasteczkowa naprawdę dobra w smaku, odpowiednio neutralna i nie słodka.

Pomiędzy dwoma ciasteczkami położony został jogurtowy krem. W sumie nie jest to o tyle krem, że jego konsystencja kremowa nie jest. Jest to po prostu mocno zbita masa w białym kolorze. Dość tłusta, wyczuwalne są w niej grudki proszku, bo dodano tu sproszkowany jogurt i sproszkowane mleko, które zapewne w procesie produkcji się nie do końca rozpuściło.
Smak kremu jest dość swoisty, w zasadzie ciężko mi go z czymkolwiek porównać. Nie jest to taki typowo jogurtowy smak, bardziej powiedziałabym, że mleczny. Krem jest o wiele bardziej słodki niż samo ciastko. 

Produkt jako całość komponuje się naprawdę fajnie.. Niezbyt słodkie ciastka w zestawieniu z kremem tworzą ciekawe połączenie smaków. Bardzo przypadły mi do gustu i często się za nimi rozglądam. Nie spotkałam ich jeszcze nigdzie, a te kupiłam w Bieszczadach na wakacjach.
Jeśli będziecie je widzieć na półce, to kupcie. O ile lubicie pełnoziarniste ciastka. Wtedy na pewno Wam posmakują.

Yoghurt Crunch, BelVita Śniadanie
Ocena: 6/6
455 kcal/ 100 g
115 kcal/ ciastko (28 g) 
230 kcal/ paczuszka (2 ciastka 50,6 g)Kupione w: Eko 
Cena: 6,99 zł
Czy kupię ten produkt jeszcze raz? Tak

19 października 2015

Pędzel do podkładu FLAT TOP BUFFING BRUSH, Pixie - recenzja produktu

Jeszcze kilka lat temu pędzle do makijażu uważałam za coś zupełnie zbytecznego.
Podklad nakładałam palcami, (teraz też mi się to zdarza) cienie w ostateczności też rozprowadzałam w zależności od ukłądu palcem wskazującym bądź "maluchem", natomiast błyszczyki z kubeczka też nakładałam paluchami (co obecnie mnie trochę brzydzi).

Teraz wiem jak wielki błąd popełniałam i jak ważne i o wiele łatwiejsze jest używanie odpowiednich pędzli.
Dziś przedstawię Wam faworyta, toczę o niego boje z siostrą. I tak średnio po tygodniu go sobie pożyczamy, bo taki jest świetny :)

A dlaczego? Zapraszam...

Pędzel do podkładu FLAT TOP BUFFING BRUSH, Pixie 



Zmysłowość i eteryczność w każdym najmniejszym szczególe. Wielozadaniowe i wyjątkowo przyjemne w użyciu pędzle do makijażu, wykonane z najwyższej jakości włosia syntetycznego (nylon), które w odróżnieniu od włosia naturalnego, jest łatwiejsze w utrzymaniu i pielęgnacji. Nie absorbuje też stosowanych z nim kosmetyków. Jest poza tym niezwykle delikatne i idealnie sprężyste, nie odkształca się. Syntetyczne włosie nie podrażnia skóry, tak jak to bywa w przypadku naturalnego.
Pędzel idealnie współpracuje z wszelkimi kosmetykami o konsystencji kremowej, żelowej, płynnej lub w postaci pudru sypkiego i prasowanego. Jest niezastąpiony podczas nakładania podkładów do twarzy o płynnej lub kremowej konsystencji orazkosmetyków mineralnych. Charakterystyczny, płaski kształt główki pędzla oraz bardzo delikatne i gęste włosie sprawiają, że kosmetyk zostaje rozprowadzony gładko, równomiernie, gwarantując efekt nieskazitelnego, wtopionego w skórę makijażu. Skóra zachowuje swoją fakturę, a efekt makijażu jest naturalny.
Rączka pędzla wykonana jest z aluminium.





Pędzel umieszczony w tekturowym pudełeczku, które troszke się uszkodziło gdy pędzel do mnie szedł. 
Po rozpakowaniu moim oczom ukazał się naprawdę solidny i duży pędzel. Ma on niecałe 20 cm długości i dość gruby uchwyt, dzięki czemu bardzo stabilnie i wygodnie się go trzyma. Rączka aluminiowa, lakierowana, natomiast lakier po wielokrotnym użyciu się nie ściera, napisy także nie ulegają jakiemukolwiek wpływowi czynników zewnętrznych. Pędzelek jak na taki gadźet woje waży, ale co dla innych będzie minusem, dla mnie jest plusem, bo bywam niezdarna i upuszczam niewielkie przedmioty, a tu mam gwarancję, że wszystko jest stabilne i pewne.


Włosie jest syntetyczne, ja uważam to za duży plus, żaden zwierzak nie ucierpiał przy jego produkcji. Pędzel wydawałoby się, że jest miękki, jednak przy bezpośrednim kontakcie okazuje się, że nic z tej miękkości nie ma. Natomiast nie obawiajcie się, że będzie podrażniał, włosie wcale nie kłuje, wręcz przeciwnie jest takie stabilne i przyjemne. Nie nagina się, pozwala precyzyjnie rozprowadzać płynny podkład, mus a nawet sypki puder czy ten w kamieniu. 



Niebieskie końcówki włosia to jedynie element dekoracyjny, który pozytywnie wpływa na wizualny charakter.
Idealnie płaskie wykończenie pędzla jest mocno pomocne przy rozprowadzaniu na dużych powierzchni jak policzki czy czoło. 



Pędzel świetnie rozprowadza płynny podkład, pozwala na równomierne rozłożenie. Całkiem nieźle radzi sobie z podkładem w musie.
Sypki puder także nakłada sie dość wygodnie, pozwala na przypudrowanie dużych powierzchni. Odrobinę gorzej rozprowadza się podkład z kamienia, gdyż zbiera dużo pudru z tafli, który i tak trzeba potem otrząsnąć, co wpływa niekorzystnie na wydajność pudru przy użyciu tego pędzla. 

Pędzel łatwo się czyści. Często używam do jego pielęgnacji szamponu dla dzieci, bądź lekkiego mydełka w płynie.
Nie zauważyłam jak dotąd wypadania włosia, a używam go od 2 miesięcy. 

Jedynym minusem jest to, że nie dociera w każde miejsce. Ciężko jest wyprofilować go w okolicach powiek, zakamarkach tuż przy płatkach nosa. Trzeba więc pomóc sobie paluszkami 
Dla innych minusem może też być cena, bowiem pędzel kosztuje ok. 75 zł. 



Kupione w: http://pixiecosmetics.pl/
Cena: 74 zł
Czy kupię ten produkt ponownie:  Tak, choć mam nadzieję, żę ten starczy mi na długo, natomiast gdy będą dostępne inne pędzle to z pewnością kupię. 

17 października 2015

Słodkie rozdanie - WYNIKI

Z przyjemnością ogłaszam, że zwyciężczynią rozdania została ....



Adriana Schenk


Pietruszkowe klopsiki w sosie jogurtowym (90 kcal)

Pietruszkowe klopsiki są niezwykle aromatyczne i stanowią pyszne danie na jesienne dni.
Podane z kaszą jaglaną bądź gryczaną tworzą jedne z moich ulubionych dań. 


Pietruszkowe klopsiki w sosie jogurtowym


Na 12 pulpetów
1/12
  • 500 g miesa mielonego z piersi indyka
  • 1 jajko
  • 1 kajzerka
  • pęczek natki pietruszki
  • 3 ząbki czosnku
  • 25 g mąki
  • sól, pieprz, zioła prowansalskie
Sos:
  • 50 g cebuli
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 łyżka posiekanej natki
  • 1 łyżka suszonych jarzynek
  • 150 g jogurtu naturalnego 0%
  • sól, pieprz, czosnek granulowany


1. Kajzerkę namoczyć w wodzie. 
2. Mięso mielone wymieszać wraz z rozkłóconym jajkiem, posiekaną natką, odciśniętą kajzerką i przeciśniętym przez praskę czosnkiem. Dodać przyprawy. Wyrobić masę.
3. Na suchej patelni uprażyć cebulkę i czosnek.
4. Do rondelka wlać ok 500 ml wody. Dodać jarzynka, sól, pieprz i granulowany czosnek. Gdy bulion się zagotuje wrzucić cebulkę z czosnkiem
5. Formować pulpety. Rozłożyć na desce posypać 1 łyżką mąki, obrócić pulpety i posypać kolejną łyżką mąki. 
6. Wrzucać pulpety do bulionu nie przerywając wrzenia. Gotować 10-15 minut. Wyjąć pulpety, zgasić płomień i do wywaru wlać jogurt energicznie mieszając. Ponownie wrzucić pulpeciki. 
I to wszystko :)

16 października 2015

Sun Wax, Wax Pilomax, Odżywka w spray'u do włosów - recenzja produktu

Co prawda lato się już skończyło, nadeszła jesień i baaa... nawet spadł śnieg (patrz zdjęcie na dole postu), to odżywka Sun Wax wciąż jest potrzebna :)

Kosmetyki do włosów nigdy się mi nie znudzą:)


Sun Wax, Wax Pilomax, Odżywka w spray'u do włosów

Sun Wax od marki Pilomax to taki kosmetyk do włosów, który warto mieć.
Jest to odżywka w sprayu, która chroni nasze włosy przed czynnikami zewnętrznymi:
- promieniami słońca w lecie
- wiatrem - jesienią
- solą morską - gdy spędzamy przyjemnie urlop

Ma w swoim składzie pantenol (czyli prowitaminę B5) i witaminę E

Sun Wax jest lekką odżywką w mgiełce o konsystencji lekkiego lotionu. Nie obciąża włosów i nie przetłuszcza ich.
Delikatnie odświeża, a dzięki temu, że naprawdę obłędnie pachnie włosy są zadbane i zawsze kuszą zapachem :) Zakochańce coś o tym wiedzą :P

Włosy po zastosowaniu odżywki lepiej się rozczesują, co jest dla mnie bardzo ważne zwłaszcza gdy stosuję je na mokre włosy po kąpieli.
Natomiast często też używam tej odżywki na suche włosy tuż przed prostowaniem czy modelowaniem, gdyż stają się bardziej poddatne.

Odżywka nie zawiera parabenów ani SLS.

Ma bardzo praktyczną objętość 100 ml i mieści się w niewielkiej buteleczce.
Stosowałam go 2-3 razy w tygodniu i zawartość buteleczki wystarczyła mi na 1,5 miesiąca :)


Plusy:
- cudowny zapach
- delikatna i nieobciążająca konsystencja
- wygodny w użyciu
- włosy się dobrze po nim rozczesują

Minusy:

- brak


Kupione w: prezent
Cena: 13,99 zł (TU)
Czy kupię ten produkt ponownie:  Tak


Mój śnieg:


15 października 2015

Mademoiselle Chanel, C.W. Gortner - recenzja książki

Na początku października ukazała się kolejna powieść C.W. Gortnera, znanego i chętnie czytanego amerykańskiego pisarza, który nim na dobre zajął się pisaniem powieści historycznych o dynastii Tudorów,pracował w przemyśle modowym u boku samej Coco Chanel i tak też zrodził się pomysł na stworzenie fabularyzowanej biografii, odrywając i obnażając jej życie.

Mademoiselle Chanel, C.W. Gortner
Wydawnictwo Między Słowami, Kraków 2015

Coco Chanel - jedna z najsłynniejszych projektantek. Czy potrafiła zaprojektować swoje życie?

Powieść biograficzna została podzielona na 4 akty.
Rozpoczyna się, krótkim wstępem
- miejsce akcji: Paryż, wybieg z tysiącem fleszy
- bohaterka: Coco Chanel, lat 71, projektantka, właścicielka domu mody

Niemal natychmiast czas akcji przenosi się w pierwszym akcie do roku 1895. Rozdział zatytułowano "Córka niczyja", co doskonale obrazuje dzieciństwo Coco.
Znana na całym świecie projektantka urodziła sie w kupieckiej rodzinie jako Gabrielle Chanel. Ojciec pracował jako objazdowy handlarz, więc w domu bywał gościem. Matka nie radziła sobie z wychowywaniem samotnie pięciorga dzieci i postanowiła odejść od męża.
Coco w 1985 roku ma 12 lat, wiadomość o śmierci matki nie jest szokiem, gdyż od lat zmagała się z chorobą. Coco i jej siostry na życzenie ojca zostaje oddana przez ciotki do klasztoru w Aubazine. Tam, życie upływa jej na nauce i namiętnym czytaniu książek, to właśnie tam zakonnice odkrywają po raz pierwszy niezwykły talent Gabrielle do szycia, wyszywania i ogromną wyobraźnię jeśli chodzi o krawieckie cuda..
W 1903 roku Gabriell Channel opuszcza w wieku 20 lat szkołę u zakonnic i wraz ze swoją przyjaciółką, a jednocześnie siostrą ojca Adrianne trafia do Maison Grampayre - sklepu z bielizną, gdzie pracuje jako pomoc przy cerowaniu. Dodatkowo dorabia w kawiarni a wieczorami daje koncerty jako Coco, ucząc się przy tym śpiewu. Pierwsze pieniądze wydaje na kapelusze, które są dla niej przepustką do lepszego świata.
Pewnego dnia poznaje tam człowieka, który na stałe wpisze się w jej życiorys. Etienne Balsan, to wpływowy potomek fabrykantów, którzy zajmują się produkcją wojskowych mundurów.
I tu właśnie następuje całkowita przemiana tej "niczyjej córki" w kobietę wyzwoloną.
Coco urzeka Etienne'a swym ciętym językiem. Pragnie dla siebie lepszego życia, więc godzi się zostać utrzymanką Balsana. Układ jest prosty - on zapewnia sprawy bytowe, ona jemu satysfakcję cielesną. Potajemnie podbiera nienoszone koszule Etienna i przerabia je na swoje kostiumy.
Jej styl szokuje nie jedną wpływową damę. Wśród mademoiselle w obszernych sukniach Coco w swych prostych garsonkach, męskich spodniach zestawionych z wyciągniętym swetrem wygląda niedbale ale zawsze dobiera jakiś detal, który sprawia, że wszyscy padają z zachwytu.
Zaczyna projektować kapelusze, klientek nie brakuje bo fasony Coco są nowatorskie i olśniewające. Z pomocą finansową kochanka otwiera pierwszy sklep.

Poznajcie więc Coco: dziewczynę z kupieckiej rodziny, półsierotę, artystkę, projektantkę i gwiazdę.
Ona zachwyci was swoją wyniosłością i szalonym życiem.
Jest kobietą unikatową, przełamującą granice: ubiera się jak facet, a przy tym jest zmysłowa; pali papierosy i gasi powiedzeniami nawet "grube ryby", jest otwarta w sferach seksu i zalicza kolejnych kochanków, a także ma przygodne kontakty z kobietami.
Poznajcie Coco, dziewczynę która zachwyciła niejednego mężczyznę i o której uczucia zabiegali: Igor Strawiński, Salwador Dali, książę Dymitri Pawłowicz, Paul Irbe, Winston Churchil i książę Richard Arthur Grosvenor.

Pragnę miłości, Bóg mi świadkiem. Ale kiedy muszę wybierać między mężczyzną a swoimi sukienkami, wybieram sukienki.

Poznacie Chanel no.5 kultowe perfumy, których nazwa pochodzi z zakonnych murów, a ich historia wiedzie przez woń rosyjskiej carycy aż do oszustwa, jakiego doświadczyła Coco Chanel

Wydawać by się mogło, że w powieści odnajdziemy blask sławy i światło fleszy, przy którym się ogrzejemy. A jednak jest to powieść o słowie otulonej dramatycznymi losami kobiety, która kocha i traci, grzeszy i dąży za wszelką cenę do celu, nie raz boleśnie się potyka i znów się podnosi. Wszyscy których kocha odchodzą bądź umierają, podczas wojny Coco zostaje oskarżona o zmowę polityczną.
A tak naprawdę u kresu życia gdy wydawać by się mogło, że ścieżka życia, którą tkała Chanel jest perfekcyjna okazuje się, że Coco jest samotna i nie ma tego co najważniejsze i najbardziej wartościowe - Coco Chanel nigdy nie została matką. Jest bezdzietną matką sukcesu, ale u kresu życia wydaje się to być niczym.

Młodość i miłość przemijają, ale pieniądze nigdy nie tracą swojego blasku
Powieść spięta jest kompozycyjną klamrą, zaczyna się pokazem mody w Paryżu 1954 roku, wiedzie przez wspomnienia 71-letniej już Coco i kończy się tym samym momentem. Zupełnie jakby powieść trwała chwilę i była obrazem spod przymkniętych powiek projektantki.

Narracja pierwszoosobowa, powieśc podzielona na akty, a te z kolei są podzielone na rozdziały. Ksiązka jest już niemałą cegiełką, zawiera 587 numerowanych stron. Oprawiona w solidną twardą okładkę.
Polecam książkę nie tylko tym, którzy interesują sie modą. Moda i fashion style to tylko tło do fantastycznej historii francuskiej dziewczyny, która za pożyczone od kochanka pieniądze stała się gwiazdą.



O autorze:



Christopher W. Gortner – amerykański pisarz pochodzenia hiszpańskiego, autor powieści historycznych.
Absolwent New College of California oraz Fashion Institute of Design and Merchandising w San Francisco. Tytuł magistra sztuk pięknych uzyskał pisząc pracę z epoki renesansu. Do 2012 roku związany był z branżą mody, pracując jako publicysta i koordynator pokazów, oraz publiczną służbą zdrowia.
Jego książki zostały przetłumaczone na 21 języków
Wychował się w Maladze, obecnie mieszka w Kalifornii



Moja ocena: 7/10
Średnia ocena z lubimyczytac.pl: 9,1/10
Średnia ocena z Goodreads.com: 4/5

Po przeczytaniu książki zyskałam 4,5 cm do akcji "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu"
Pozostało mi jeszcze: 118,42 cm

13 października 2015

Daim - recenzja produktu

Daim. Dajm. Daj...
Pinterest, Insta, Blogi i Zszywka - pełno tam Daimów, pod wszelką postacią.
Wiedziałam, że czekolada, wiedziałam że karmel i nic poza tym.
Myślałam, że musi być drogi.
A jak było naprawdę


Daim
Czekolada mleczna z chrupiącym karmelem w środku



Zacznijmy od opakowania by się nadmiernie nie podekscytować, jak ja gdy je tylko w sklepie zobaczyłam.

Było już późno, po 21wszej. Do domu 60 km. I ledwo doczekałam aż wrócę i go zjem. Bo ledwo mogłam się oprzeć, ale światło w samochodzie takie niekorzystne, zresztą w domu też, co widać na zdjęciach :D
Dodam tylko, że jak dotarłam to rodzina mnie chciała zakrzyczeć "daj kawałek" i podzieliłam go na 4 części, przy czym brat, który wrócił z nocnej zmiany i zobaczył papierek po prostu się na mnie obraził. I tyle z tego Daima miałam...

Bardzo charakterystyczne, znane na całym świecie opakowanie w czerwonym kolorze, z wielkim niebieskim napisem. Wokół napisu rozstrzelone kawałki Daima. Na głównej skrócone GDA, na odwrocie info o producencie, skład w 2 językach i tabela wartości dla 100 g i 1 batonika.

Skład:

cukier, olej palmowy, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, migdały 3%, serwatka w proszku z mleka, odtłuszczone mleko w proszku, tłuszcz mleczny, modyfikowana serwatka (z mleka), odtłuszczone zagęszczone mleko słodzone, sól, lecytyna sojowa, aromaty

Spójrzcie na skład.
Jest cukier na pierwszym miejscu, jest sporo tłuszczy, ale w końcu to nie dietetyczna przekąska a baton, który ma ponad 500 kcal w 100 g.
Jednak na swoje usprawiedliwienie ma to, ze nie jest nafaszerowany żadnym dziwnym składnikiem i nie ma w nim nawet syropu g-f



Teraz weźmy pod lupę sam batonik:

Batonik prostokątny, oblany twardą czekoladą, na spodzie gładki natomiast na powierzchni widać czekoladowe mazgaje. Naprawdę zachwyca swoim wyglądem, niby wykonany niedbale a jednak z precyzją.
Wnętrze batona stanowi karmelowa twarda wkładka. Przypomina wyglądem rozpłasczony prostokątny karmelowy cukierek. Takiej też jest konsystencji.

Baton pachnie mocno czekoladowym mlecznym zapachem. Tak jak pachnie milka czy nutell, czyli apogeum szczęścia. Nuta karmelu mniej wyrazista ale ją też można wyczuć.



Czekolada jest twarda i dość tłusta. Jednak w ustach szybko się rozpuszcza. Wkładka karmelowo-migdałowa jest mocno twarda i można na niej połamać sobie zęby. W strukturze przypomina Kopiko.
Ja się odrobinę rozczarowałam, bo spodziewałam się ciągnącego się karmelu wewnątrz, a spotkałam coś a'la prostokątny cukierek oblany czekoladą. Zresztą ja wielką fanką karmelu jak już pewnie wiecie nie jestem. Więc może tym samym moje rozczarowanie jest ciut większe niż innych.

Całość tworzy dość niezły smak, ale wnętrze wchodzi w zęby i zostaje tam na długo. Jednak po fenomenie Daimu jaki ogłoszony jest na całym świecie spodziewałam się smaku po którym oczy wyjdą mi z orbit a podniebienie będzie krzyczało "jeszcze!".
Nic takiego się nie stało.
W zasadzie powiem, że baton mi smakował, ale od czasu gdy go jadłam w sierpniu minęło już ładnych kilka miesięcy a ja do niego nie tęsknię.
Na tyle, że będąc ostatnio w Empiku widziałam miętową, limitowaną edycję Daima i jakoś mi się nie nasunęło, żeby kupić (choć teraz żałuję).

Daim
Ocena: 4/6
530 kcal/ 100 g
150 kcal/ baton (28 g) 
Kupione w: Delikatesy Centrum
Cena: 1,99 zł
Czy kupię ten produkt jeszcze raz? Moze kiedyś

10 października 2015

Jedwabna maseczka do włosów, Pervoe Reshenie - recenzja produktu

Kto z was uważa za absolutną konieczność używać maseczkę czy maskę do włosów?

U mnie bez tego się nie obejdzie:)

Najpierw kilka słów o marce

Pervoe Reshenie to czołowa rosyjska firma kosmetyczna, specjalizująca się w produkcji kosmetyków opartych na ekstraktach, olejach i maceratach z ziół, rzadkich roślin i innych składnikach naturalnych.Powstała w 2002 r. w Moskwie. Produkuje organiczne kosmetyki, opierając się na wieloletnich doświadczeniach i zielarskich tradycjach mieszkańców Syberii (w tym kultową już dziś serię kosmetyków "Przepisy babci Agafii", na bazie oryginalnych receptur syberyjskiej zielarki Agafii Tihonownej Jermakowej). Kosmetyki Pervoe Reshenie wyróżniają się wysoką zawartością składników aktywnych. W wielu kosmetykach nie ma w zawartości SLS, PEG, silikonów, parabenów i innych składników pochodzących z przerobu ropy naftowej. Są skuteczne, bezpieczne, oparte na nowatorskich recepturach.
Źródło: wizaz.pl

Jedwabna maseczka do włosów, Pervoe Reshenie



Info z opakowania (polskojęzycznej wlepki) :

Jedwabna maska o dużej zawartości witamin i składników naturalnych, która wspomaga procesy życiowe w skórze głowy oraz poprawia przepływ krwi od korzeni włosów. Proteiny jedwabiu i kompleks witamin zapewniają pełną opiekę nad włosami. Dzięki nim włosy stają się silniejsze, bardziej gładkie i lśniące. 


Przyznajcie, że opis jest mocno zabarwiony nacechowaniem emocjonalnym. Bo czym są te "procesy życiowe w skórze głowy", czy "korzenie włosów" o których zawsze mówiło się "cebulki:)



Maska o pojemności 500 ml. Umieszczona w okrągłym pojemniku. Zakręcana zakrętką. Pod zakrętką znajdziemy jeszcze dodatkowo ochronne wieczko i moi drodzy jeszcze łyżeczkę, która według mnie jest zupełnie zbędną rzeczą, gdyż i tak najłatwiej nakładać maskę po prostu ręką :)
Opakowanie zawiera charakterystyczne dla serii logo kobiety z naręczem kwiatów, natomiast cały produkt ma w grafice różowe kwiaty. Ulotka jest zadrukowana opisem po rosyjsku, natomiast po polsku mamy jedynie krótka vlepkę.  

8 października 2015

Płatki jaglane z żurawiną i truskawką, SunFit - recenzja produktu

Gdy tylko odkryłam istnienie tych płatków na półce sklepowej w Kauflandzie, zapragnęłam je mieć.


Płatki jaglane z żurawiną i truskawką, SunFit


Ten produkt to moje pierwsze płatki jaglane. Jakoś ostatnio owsiane górskie mi się przejadły i szukałam alternatywy, myślałam o ryżowych, ale natrafiłam na te. Bardzo zadowolona z siebie wyszłam ze sklepu z torebeczką zawierającą 250 g płatków jaglanych.
Opatrzono produkt logiem marki SunFit, jednak producentem jest Eska.

Płatki jaglane otrzymywane są z prosa, są bezglutenowe i lekkostrawne.

Płatki jaglane stanowią 74% zwartości. Żurawina to 24 % całości, natomiast sporadycznie pojawia się liofilizowana truskawka 2%.

Płatki są cienko poszatkowane dość twarde, mają żółty kolor i przypominają rybie łuski.
W paczuszce znajduje się żurawina, jest ona bardzo zróżnicowana, bowiem zdarzają się całe suszone owoce, ale także drobno posiekane suszki. Nie wiem od czego to zależy. Żurawina dość widoczna pośród jaglanych płatków.
Liofilizowana truskawka to nic innego jak popularny składnik musli. Jest jej niby niewiele, ale z drugiej strony ma ona niewielkie kawałki, więc w każdej porcji płatków co nieco jej znajdziecie.

Mieszanka układa się w paczuszce doskonale i równomiernie i nie ma mowy o tym by sypiąc płatki z paczki przypadły wam same płatki jaglane bez żurawiny czy bez truskawek.

Płatki należy zalać mlekiem lub wodą. Ja zalewam je wodą, gdyż po mleku jest mi ciężko na żołądku (pewnie to nietolerancja), próbowałam raz zalać je mlekiem sojowym a raz napojem orzechowym Alpro, jednak najbardziej podpasowała mi wersja z wodą.

Wodę (wrzątek) leję ok 1 cm ponad powierzchnię płatków (40 g) w miseczce i nakrywam spodkiem by płatki wciągnęły płyn. Już po ok. 5 minutach płatki wchłaniają wodę, pęcznieja i stają się mięciutkie.
Próbowałam ich i w wersji na ciepło i na zimno i w obu przypadkach smakują wyśmienicie.
Czasem posiłkuję się również owocami wkrojonymi do środka - wybornie smakują z brzoskwinią, jabłkiem czy gruszką.

Jeśli użyjecie więcej wody, płatki będą miały konsystencję zupy, te zalane ponad 1 cm przypominają pudding.

Żurawina jest słodka, truskawki kwaskowe, całość komponuje się wspaniale.

Są jeszcze inne wersje, których recenzji niebawem bedziecie mogli sie spodziewac

Dla mnie jest to absolutnie rewelacyjny produkt, pokochalam sniadania odkad go mam!



Płatki jaglane z żurawiną i truskawką, SunFit
Ocena: 6/6
346 kcal/ 100 g
Kupione w: Kaufland
Cena: coś koło 4 zł
Czy kupię ten produkt jeszcze raz? TAK!!!