28 września 2015

Curl Secret, BaByliss - test lokówki

Natura obdarzyła mnie kręconymi włosami. 
Powiesz wow?
Nie ma się czym cieszyć, one są po prostu nieujarzmione, nie kręcone, a dziwne. W dodatku cienkie, liche i łamliwe, no i przesuszone. Słowem beznadziejne.
Pomagam im jak mogę, stosuję tyle na swą głowę, że dziwię się, że jeszcze trzyma sie przy szyi.
Ale też potrafię jej dokopać: suszarką, lokówką, prostownicą, sporadycznie skleję fryzurę laierem czy naklepię piankę.
O pielęgnacji moich włosów mogłabym napisać nie mniej niż włosomaniaczki, ale końcowy efekt i tak byłby marny.

Dobra, już nie narzekam, zostawiam was z recenzją.


Curl Secret, BaByliss 


Nie jestem mentorem w dziedzinie urządzeń do stylizacji włosów. Jak zwykle do takich nowinek namawia mnie siostra. To ona od dziecka kolekcjonowała zaplatacze do warkoczów (które nie działały) z katalogów wysyłkowych. To ona dyktuje tacie co ma kupić nam na dzień kobiet (bo prócz kwiatów mnie, mamie i siostrze robi zbiorowy prezent, taki bardziej "porządny").
Tak było i tym razem lokówka Babyliss Curl Secret wylądowała u mnie za jej radą. Zdałam sie na nią, zrobiłam przelew, ale kompletnie nie wiedziałam nic wcześniej o tym produkcie.
Gdy przyszła do mnie przesyłka i nim ją rozpakowałam Karola popatrzyła na mnie i powiedziała: "Ale wiesz, że ona wciąga włosy?"
WCIĄGA? Wtf? Ale jak to?

Rozpakowałam urządzenie.
Wyglądało niepozornie. Długa rączka, część właściwą stanowiła okrągła kopuła o średnicy ok. 7 cm. z otworem do umieszczenia w niej włosów. Kabel sredniej długości. W opakowaniu dodatkowo znajdziemy czyścik do urządzenia.

Urządzenie posiada opcje czasu skręcania włosów. Jest to przedział 8-10-12 sekund.
Drugą opcją zastosowania jest moc grzania. Do wyboru mamy poziom I i II.

Ja zastosowałam na pierwszy raz opcję pośrednią: 10 sekund i poziom I ponieważ moje włosy jak wiecie są cienkie.

Zrobienie fryzury urządzeniem BaByliss Curl Secret nie jest aż takie proste jak widzieliście to pewnie na reklamach.
Ja nim zaczęłam poczynania z fryzurą obejrzałam chyba ze 3 filmiki :)
Jak pies do jeża podeszłam do próby.








Wydzielałam niewielkie pasma, trzeba pamiętać by układać je w odpowiednią stronę.
Następnie zamykamy wieczko i trzymamy do usłyszenia charakterystycznego biip. Może się okazać, że pasmo, które włożyliśmy jest za cienkie, bądź odwrotnie - jest zbyt grube. Urządzenie jest tak inteligentnie zaprogramowane, że nam o tym powie szybkim i głośnym pipczeniem.
Kręcenie włosów nie jest szczególnie kłopotliwe, z czasem dochodzi się do wprawy. Obawa o wkręcenie czy upalenie włosów maleje przy kolejnych podejściach, ale miło jest czuć tę adrenalinę.

Efekt końcowy nie zadowolił mnie jednak w 100 %. Lepsze fale uzyskuję kręcąc włosy na prostownicę.
Lokówka mocno skręciła i skróciła przy tym moje włosy.
Efekt, który widzicie na zdjęciach jest po natychmiastowej stylizacji, po kilku godzinach loki się rozpadły i wyglądały już lepiej.

Nie chcę was zniechęcać do urządzenia. Może na waszych włosach sprawdzi się idealnie. Na moich cienkich i krótkich nie uzyskałam efektu innego od tego, który robię lokówką obrotową czy prostownicą.


Koszt urządzenia to ok. 200 zł (wiem, że ceny są przeróżne, a TESCO bije chyba wszystkich na głowę, bo tam za lokówkę trzeba wyłożyć 4 stówki)

26 września 2015

Crunchy, baton musli banan i czekolada, Polskie Młyny - recenzja produktu

Internet niewiele mówi o istnieniu tych batonów.
Ja wiem jedno: w moim sklepie na wsi dostępne są 2 wersje. Ta i z migdałami.

Crunchy, baton musli banan i czekolada, Polskie Młyny
Baton musli z bananem oblany czekoladą

Ciekawe opakowanie w brązowo-białych barwach, na którym naprawdę dużo się dzieje :) Jest zabawna czcionka, zdjęcie przedstawiające banany i czekoladę.

Crunchy sygnowany marką Polskie Młyny, tak naprawdę jest batonem zbożowym wyprodukowanym przez firmę Sante.

Skład:

produkty zbożowe 35,6% (płatki owsiane, mąka kukurydziana, kasza kukurydziana, mąka ryżowa) syrop glukozowy, czekolada 17% (miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, lecytyny sojowe, naturalny aromat waniliowy), rodzynki, tłuszcz palmowy, sorbitole, puree bananowe 3,5%, płatki kokosowe, cukier trzcinowy, aromat, kwas cytrynowy, cukier, sól morska, sól, lecytyny sojowe, ekstrakt słodowy z jęczmienia
Może zawierać śladowe ilości orzechów arachidowych, innych orzechów, oraz mleka.


Skład niemal identyczny jak w batonie Crunchy Sante, zmienna jest jedynie proporcja (tu ciut więcej zbóż, mniej czeklady).


Wartości odżywcze:

Wartości odżywcze:
W 100 g
W 1 batonie  (35 g)
Wartość energetyczna
415 kcal
145 kcal
Białko
5,2 g
1,8 g
Węglowodany
66 g
23,1 g
Tłuszcze
14 g
4,9 g


Ile kalorii ma baton Crunchy Musli banan i czekolada, Polskie Młyny?
Baton Crunchy Musli banan i czekolada, Polskie Młyny ma 145 kalorii.

 Baton składa się z posklejanych ze sobą cząsteczek zbóż i płatków. Ma prostokątny kształt i jest naprawdę sprytnie uformowany, delikatnie zaokrąglony na zwieńczeniu. Spód batonika oblany jest ciemną czekoladą. 
Przyznajcie, że jednak śmiesznie wygląda ten jeden rodzynek, który sprawia wrażenie jakby gdzieś się zagubił.
Obawiałam się bananów, bo ja nie lubię suszonych, strasznie wchodzą mi w zęby, są zbyt twarde. Jednak tu nie znajdziesz niebezpiecznych kawałków, bo zamieszczono jedynie puree bananowe.

Batonik ma piękny zapach, kusi czekoladą i aromatem bananowym. 

Baton bardzo słodki, ziarenka oblepione są sztucznym miodem (niestety z syropu glukozowego), jakąś część tego kleju stanowi cukier trzcinowy ale niestety to znikoma ilość.
Ziarenka i płatki są twardawe i długo trzeba je przeżuwać, co akurat dla mnie jest bardzo korzystne, bo ja lubię się czasem pastwić nad jedzeniem. Czekolada pomimo upałów jakie wtedy były zachowała się perfekcyjnie i wcale się nie stopiła. Czekolady jest tu mniej niż w Crunchy z Sante, bo tam zachodzi ona jeszcze na boki, a tu kończy się u podstawy.

Kurtyna nad batonikami musli na szczęście już dawno opadła, już chyba nikt nie łudzi się, że zjadając takiego batona zdrowo się odżywia.
Tak, taki batonik dostarcza tylu samo kalorii co inny sklepowy baton bez pełnych ziaren i cukru zawiera tyle samo. Obronić może się jedynie fakt, że zawiera pełne ziarno, więc ma wyższy IG.





Crunchy, baton musli banan i czekolada, Polskie Młyny
Ocena: 4/6
415 kcal/ 100 g
145 kcal/ baton (35 g) 
Kupione w: OdiDo
Cena: 1,40 zł
Czy kupię ten produkt jeszcze raz? Myślę, że tak, choć na rynku jest wiele tego typu batonów i wciąż powstają nowe. 

24 września 2015

Eperu, Augusta Docher - recenzja książki

Za możliwość recenzji dziękuję autorce, która podarowała mi książkę.
Nadmieniam, że powyższy fakt nie miał wpływu na moją opinię.


O książce słyszałam wiele dobrego. Nim przeczytałam recenzję, widziałam komentarze pełne zachwytu na facebookowych grupach.
Jaka była moja pierwsza myśl?
Jeśli coś podoba się wszystkim i dąży do kategorii bestselleru, to z pewnością mi się nie spodoba.
Jeśli książka jest o postaciach posiadających nadprzyrodzone moce, to duża szansa, że mi się nie spodoba.
I jeszcze okładka, która zupełnie nie przypadła mi do gustu, z dziewczyną, która przypomina mi nieszczególnie lubianą koleżankę.

Wszystko dążyło do tego, bym negatywnie oceniła książkę. 
Ale nie ocenia się książek po okładce i domniemanym wrażeniu. Tym bardziej chciałam ją przeczytać, by móc podyskutować z blogerkami, by nie być z tyłu i by wyrazić własne zdanie.


Eperu, Augusta Docher 
Wydawnictwo BIS, Warszawa 2015



Nieprawdopodobna historia, wydarzenie o którym zamarzyć może każda nastolatka, ale nie każdej może się to przydarzyć. 

Anna ma dziewiętnaście lat, właśnie skończyła szkołę i wybiera się na studia. Jest skromną, cichą i sympatyczną dziewczyną nie wybijającą się z tłumu. Ma znakomity talent plastyczny, nigdy nie była w nikim zakochana. Jest Polką choć ponad połowę swego życia spędziła w Anglii. Mieszka w wynajętym domu wraz z mamą i przyjaciółką matki oraz jej córką, a swoją najlepszą kumpelą, Wiktorią,
Czas upływa im niespiesznie, matki kochają swoje córki, dziewczyny darzą się ogromną przyjaźnią choć Wiktoria ma inną osobowość niż Anna. Ulubionym zajęciem Wiktorii jest pisanie bloga i wzdychanie z miłością do popularnego aktora Leo Blacka.

Matki dziewczyn w nagrodę za owocne ukończenie szkoły, za trudy pracy postanawiają zabrać je na wycieczkę do Cannes. Podróż życia odbywa się w terminie gdy akurat odbywa się festiwal filmowy na którym pojawić ma się Leo Black. 

Na ulicy Cannes dziewczyny czatują na aktora. Jednak każda we właściwym sobie nastroju: Anna znudzona, Wiktoria podekscytowana. I oto nadjeżdża, wysiada do tłumu i zauważa ją! Zwykłą, pospolitą dziewczynę. Z pomocą ochroniarza przekazuje Annie wiadomość, że chce się spotkać.

Relacja jaką nawiązuje Anna z Leo na początku jest co najmniej dziwna. Leo myśli, że może sobie pozwolić na wyższość w stosunku do dziewczyny. Anna natomiast jest przekonana o tym, że powinna wcielić się w rolę fanki, w końcu to znany aktor.
Ale właśnie... dlaczego znany aktor chciał umówić się właśnie z nią?



Wszystko przez podobieństwo do kobiety jego życia, z którą chciał się ożenić, a która odrzuciła jego względy. Niestety już nie żyje. Zmarła w latach 80tych.
Zapytasz jak to? Ile lat ma w takim razie Leo? Otóż Leo zbliża się do trzydziestki, a akcja toczy się współcześnie (2010 rok). Czy związek Leo i jego byłej to wytwór jego wyobraźni? Nie. Romans mężczyzny i  polskiej aktorki Alex Holy popularnej w latach 30tyc i 40tych naprawdę miał miejsce, jednak działo się to w poprzednim wcieleniu Leo.

Mężczyzna należy do plemienia wędrowców spod znaku Eperu. Członkowie tej grupy przeżywają swoje życie w węźle metampsychotycznym, odradzając się ponownie w chwili śmierci poprzedniej formy, lecz zawsze pozostają ludźmi. Czym się wyróżniają? Potrafią wędrować opuszczajac ciało, przenoszą się do innego miejsca we współczesnym czasie. Nie mogą jednak pozostawić po sobie potomstwa, gdyż wtedy ich obecna forma umiera. Z tego powodu właśnie Leo poddał się wazektomii. Członkowie Eperu posiadają też charakterystyczne znamię, mogą szlifować swoje talenty w każdym kolejnym wcieleniu je doskonaląc.

Czy relacja Anny i Leo przerodzi się w uczucie? Jak się domyślacie Anna odkryje tajemnicę Leo, ale czy będzie w stanie zaakceptować fakt o bezdzietności i czy odnajdzie swoje utracone korzenie z pomocą nowego przyjaciela? Czy przyjaźń z Wiktorią przetrwa próbę zazdrości o mężczyznę? 

Nie będe tego zdradzać sięgnijcie sami po tę powieść, bo warto.


Narracja w dwóch odsłonach, nieregularnie w perspektywie Anny i Leo, każdy rozdział spośród 23 prowadzony jest z dwóch pierwszoosobowych opowieści. Język prosty, zrozumiały, lekki i przyjemny. Racjonalne wypośrodkowanie dialogów i opisów, nie sposób się nudzić podczas lektury.

Powieść jest pierwszym tomem cyklu "Wędrowcy", Kolejny tom cyklu ukaże się już niebawem.

Na początku wspominałam o swoich obawach i lekkim zniechęceniu. Okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Książka, choć pokaźnych rozmiarów okazała się być lekka jak czytelnicze piórko. Czytało się ją ekspresowo i choć nie miałam zbyt wiele czasu na czytanie, to połknęłam ją w kilka chwil.
Poznanie mężczyzny tak czarującego, popularnego i w dodatku niezwykłego było bogatym doświadczeniem. Anna mniej przypadła mi do gustu (i to wcale nie przez dziewczynę z okładki), nie przepadam za myszowatymi, ubogimi zewnętrznie, choć wewnetrznie całkiem dobrze wyposażonymi bohaterkami.

Pogratulować mogę Auguście Docher niebywałego talentu do kreowania ogromnie rzeczywistej codzienności wśród niezwykłej fabuły.

Powieść skierowana raczej do młodych czytelniczek.

O autorze:


"Mama, żona, córka i siostra.
Plastyczka, księgowa, manicurzystka i pisarka.
Ogrodnik, kura domowa i bizneswoman.
Polka, Ślązaczka.
Tradycjonalistka modyfikowana.
Ale przede wszystkim kobieta z krwi i kości"

Za: BIS






Moja ocena: 8/10
Średnia ocena z lubimyczytac.pl: 7/10


Po przeczytaniu książki zyskałam 3,45 cm do akcji "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu"
Pozostało mi jeszcze: 124,02 cm

22 września 2015

Efekty domowego ombre z L`Oreal, Wild Ombres nr. 2

Kolejny post z cyklu zrób to sam.

Jako doświadczalna persona - moja siostra:


 L`Oreal, Wild Ombres Preference nr. 2 

Do odważnych świat należy.

Loreal Paris wpasowuje się w trendy rynkowe i stwarza produkt do domowego uzyskania ombre.

Pudełeczko kartonowe, sporych jak na farbę rozmiarów.

Dostępny jest w trzech wariantach.
Nr 1 przeznaczony jest do włosów ciemniejszych, natomiast nr 2 do włosów jaśniejszych od ciemnego blondu po brąz. Natomiast nr. 3 przeznaczony jest do jasnych włosów w kolorze blond.

Dla siostry wybrałyśmy odcień środkowy, ponieważ nie ma bardzo ciemnych włosów, natomiast też nie są one jakoś strasznie jasne, ale jak  możecie to zobaczyć na zdjęciu bardzo cienkie, więc też efekt rozjaśnienia przypuszczalnie jest szybszy.

Na stronie Loreal Polska możemy przeczytać:

Préférence Wild Ombrés łączy w sobie technologię lekkiego kremu rozjaśniającego i Aktywator Połysku, aby zapewnić efekt rozjaśnionych, błyszczących i aksamitnych włosów.
Szczotka Ekspert zaprojektowana specjalnie po to, by z łatwością i precyzją nadać efekt Ombré.

 Zestaw zawiera w pudełku:

1. Tubkę z kremem rozjaśniającym o poj. 20 ml
2. Buteleczkę z zwężaną końcówką, która ułatwić ma nakładanie preparatu w któej znajduje się krem utleniający
3. Saszetka z pudrem rozjaśniającym o wadze 18 g.
4. Szampon upiększający o poj. 40 ml
5. Rękawiczki
6. Szczotka Expert Brush
7. Ulotka

W buteleczce należy połączyć wszystkie produkty do farbowania (rozjaśniacz, utleniacz i puder). Bardzo praktyczny sposób, świetnie się miesza, wystarczy przez kilkadziesiąt sekund wstrząsać. Potem należy odciąć końcówkę aplikatora, ale uwaga należy to zrobić np. nad rozłożonym ręcznikiem, bo może wystrzelić.

Włosy rozczesujemy, a następnie tapirujemy by ombre nie wyszło równe, bo wszak nie o perfekcyjność w ombre chodzi :)
Następnie zakładamy rękawiczki, które są naprawdę dobrej jakości i przystępujemy do działania.

W zależności od długości i efektu jaki chcemy uzyskać postępujemy we właściwy dla siebie sposób.
Ja wyznaczyłam sobie stopniowanie co ok. 2-3 cm.
Dzielimy włosy na segmenty i delikatnie skręcamy je w mini-dredy. Na każde pasmo nakładamy od końcówek na długości tych 2-3 cm farbę. Niestety ciężko jest ją wyciskać z buteleczki, na początku idzie łatwo, a potem niestety trzeba się troszkę wysilić, by ją wycisnąć.
Nałożoną farbę rozcieramy po włosach najpierw wmasowując ją w naszego dreda, a potem ruchem posuwistym od końcówki w stronę nasady przenosimy farbę o jakiś 1 cm w górę :)
Po nałożeniu odczekujemy ok. 5 minut i znów powtarzamy zabieg od końcóweczki dodając kolejne 2-3 cm w stronę nasady. I tak do uzyskania pożądanej długości ombre.
My zdecydowałyśmy się na delikatne ombre, ale wiem, że wiele z was decyduje się na o wiele większy efekt.
Po nałożeniu kilku warstw (3-4) łączymy wszystkie dresy w kucyk i wmasowujemy farbę na pożądanej długości ombre. Następnie za pomocą szczotki rozczesujemy włosy (Uwaga szczotka ciągnie i wyrywa włosy!) farbę nakładamy na szczotkę i ponownie od końcówek w stronę nasady nakładamy farbę tym razem już nie ręką a szczotką i wczesujemy farbę od końcówek w stronę głowy. Farbę trzymałyśmy jeszcze na włosach jakieś 20 minut.

Farba ma swój charakterystyczny zapach ale nie jest on mocno intensywny, ani szczególnie drażniący. Preparat nie szczypie w skórę i nie wywołuje podrażnień

 Zmywamy farbę szamponem dołączonym do opakowania. Dodatkowo nakładamy na włosy odżywkę oraz maskę.

Włosy po zabiegu są nieco osłabione, widać to po końcówkach, ale w końcu to rozjaśniacz i taki środek musi w pewien sposób zadziałać na włosy.

W buteleczce po wykonaniu ombre zostało jeszcze pół specyfiku. Więc spokojnie starczy na długie i gęste włosy, a na takie jak mojej Karoli to dwie głowy spokojnie obskoczy :)

Nie wierzyłyśmy w rewelacyjny efekt. Ale naprawdę sie mocno zdziwiłyśmy.
Ombre mojej siostry jest zajebiste! 
Jeśli miałabym się zdecydować na ombre u siebie to na pewno zaufałabym temu produktowi.
Efekt na ostatnim zdjęciu jest po okreie 2 tygodni od nałożenia.







Plusy:

- spektakularny efekt
- wszystko w domu, łatwo i wygodnie
- ombre w kilkadziesiąt minut
- efekt jak od fryzjera za całe 3 dyszki


Minusy:

- szczotka plącze włosy
- butelka mogłaby być bardziej elastyczna
- osłabia włos i widać działanie rozjaśniacza.

Kupione w: drogeria Naura
Cena: 29,99 zł
Czy kupię ten produkt ponownie:  Tak, jeśli zapragnę mieć ombre. 


21 września 2015

Efekty wybielania pastą Biała Perła Plus - System 5 dni



Jakiś czas temu zdecydowałam się na wybielanie zębów.
Rozważałam wykonanie zabiegu u stomatologa, ale stwierdziłam, że nim wydam kupę pieniędzy, spróbuję się poratować specyfikami do wykonania zabiegu wybielania w domu.
Moje zęby były już w stanie kiepskim, dużo kawy i stosowanie nie zawsze super świetnych past, mycie zębów dwa razy dziennie.


Jeśli chcecie poczytać więcej o wybielaniu zębów, bo ja ekspertem nie jestem zapraszam Was na portal Droga do Siebie i dział "Wybielanie zębów" gdzie znajdziecie masę artykułów o wybielaniu, przyczynach zżółknięcia, o najlepszych metodach i mitach związanych z wybielaniem. 

 Biała Perła Plus - System 5 dni


Kuracja do wybielania zębów przeznaczona jest do stosowania jedynie przez kilka dni.

W opakowaniu znajdziemy:


  • pastę do zębów o poj 50 ml (czyli pół tubki standardowej pasty) umieszczony w tubce
  • żel wybielający o poj. 65 ml (w niemal identycznej tubce jak pasta)
  • 3 aplikatory o gumowato-silikonowej strukturze (2 właściwe plus jeden w zapasie)
  • płyn do płukania ust o poj. 140 ml w buteleczce
  • etui do przechowywania aplikatorów
  • wskaźnik bieli
  • ulotkę


Przed przystąpieniem powinno się:


1. Sprawdzić odcień zębów na załączonym wskaźniku - dla mnie było to dość trudne zadanie, w zależności od tego jak spojrzałam miałam zęby w odcieniu od 10 do 8. 
Z tego samego powodu nie wstawiam też zdjec z wskaźnikiem, bo bardzo różnie to wygląda w zależności od światła

2. Przeczytać ulotkę i zastosować się do instrukcji. 

3. Zrobić odcisk szczęki korzystając z dołączonych aplikatorów, ale UWAGA! ściśle wg. instrukcji. Ja przy jednym się pospieszyłam i wsadziłam do zbyt gorącej i niestety się skurczył. Na szczęście producent to przewidział i dołączył jeden dodatkowy. 

Jak postępować?



1. Myjemy zęby pastą z zestawu
2. Wyciskamy żel do aplikatora. Zakładamy na zęby. 
Moja rada: warto oznaczyć sobie, który aplikator będziemy używać na dolną a który na górną szczękę. 
3. Odczekujemy 20 minut. Po czym wcieramy szczoteczką żel przez ok. 2 minuty
4. Przepłukujemy jamę ustną pastą.
5. Myjemy aplikatory, suszymy, wkladamy do etui.

Powtarzamy zabieg rano i wieczorem


Wrażenia:

Pasta: 

Nie jest to produkt obcy tym, którzy już stosowali inne pasty tej firmy. Podobna do pozostałych. Raczej neutralny smak, nie podrażnia, niezbyt mocna. Gładka w konsystencji. 

Żel:

Klejący i gęsty, trzeba sobie pomóc przy rozprowadzaniu. Smak niezbyt przyjemny, ale też nie najgorszy. Jego smak da się zaakceptować, niestety powoduje ślinotok i nie da się przeżyć tych 20 minut bez kilku chusteczek przy sobie. Najlepiej zachować pozycję siedzącą. Jeśli będziemy leżeć, to wszystko spłynie nam do gardła. A to do przyjemnych wrażeń nie należy. Jeśli będziemy próbować wykonywać codzienne czynności, to przy schylaniu z ust może zacząć kapać gęsta ślina ... :/ 
Po kilku zastosowaniach odczuwalne jest działanie pasty, które sprawia, że zęby staną się nadwrażliwe. Ciężko pić gorące, bardzo zimne bądź  jeść kwaśne owoce stosując kurację. 

Płyn:
Dla mnie najgorszy ze składników zestawu. Jego zapach jest odrażający, nie wiem czy ktoś z was pamięta wizyty w takich dawnych, komunistycznych gabinetach dentystycznych. Tak właśnie smakuje ten płyn. A jego zapach będzie Cię prześladował przez kolejnych kilka godzin. 



EFEKTY

Chciałam pokazać Wam w miarę realny efekt. Jednak profesjonalnym fotografem nie jestem, a zdjęcia robiłam smartfonem więc musicie mnie wysłuchać.

Kuracja wystarczyła mi na 8 dni. 
Zdjęcie na dole po lewej to fotka przed kuracją
Pierwsze efekty zauważyłam już po 3 dniach. Po 5 dniach (patrz dolne zdjęcie po prawej) efekt był już zauważalny nawet dla rodziny. 
Po 8 dniach, czyli zastosowaniu kuracji moje zęby zdecydowanie się wybieliły. Efekt widać na górze. 
Moim zdaniem zęby wybieliły się o 4-5 odcieni.

Jestem zadowolona z efektu, choć nie stosowałam się do wskazówek by nie pić kawy. Po prostu nie mogłam sobie tego odmówić. 
Jeśli chcesz wybielić zęby w domu, oszczędzając pieniądze, nie liczysz na natychmiastowe hollywoodzkie wybielenie zębów z kawowego do śnieżnej bieli, jeśli jesteś w stanie znieść niezbyt dobrą smakowo kurację, ślinotok i tygodniową nadwrażliwość, to polecam. 

Plusy

- szybki i zadowalający efekt
- łatwość użycia


Minusy:

- smak/zapach
- wywołuje ślinotok
- może powodować nadwrażliwość

Kupione w: apteka
Cena: 79,99 zł
Czy kupię ten produkt ponownie:  Tak, jeśli będę jeszcze kiedyś chciała wybielić zęby



17 września 2015

Paluszki Good Time z nadzieniem czekoladowym, Mister - recenzja produktu

Kto zna firmę Mister? Albo Złoty Kłos? Tę od pieczywa w Biedronce.
Ja mam to szczęście, że mieszkam wcale nie tak daleko od siedziby (w samym centrum Gór Świętokrzyskich). Sklepiki firmowe Mister są bardzo popularne w Kielcach, sprzedają pyszne ciepłe pieczywo ... i nie tylko.
Natomiast w mojej miejscowości handel obwoźny tej piekarni dostarcza pod dom pyszności z tej piekarni.

A prócz chleba, bułek, drożdżówek, ciast i ciasteczek produkują także...



Paluszki Good Time z nadzieniem czekoladowym, Mister
Paluszki nadziewane z nadzieniem o smaku czekoladowym


Paluszki z nadzieniem o smaku czekoladowym to jedne spośród kilku rodzajów paluszków smakowych firmy Mister. Wśród nich znajdują się z nadzieniem orzechowym czy szpinakowym.

Paluszki zamknięte w paczuszce foliowej. Mieści się w niej 100 g nadziewanych paluszków. 

Na etykiecie zamieszczono fajną, zabawną grafikę paluszków na spotkaniu przy kawie. Z tyłu zamieszczono informacje o składzie, wartościach odżywczych, producencie, lecz także świetną opowieść :) Niemal bajecznie poetycką o jedzeniu paluszków.

Skład:

mąka pszenna, woda, nadzienie cukiernicze 13% cukier, tłuszcz roślinny [palmowy, słonecznikowy], kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu (13,5%), skrobia modyfikowana, lecytyna sojowa, pasta z orzechów, aromat, olej roślinny rzepakowy, miód sztuczny płynny, cukier, mleko w proszku odtłuszczone, wodorowęglan amonu, wodorowęglan sodu, cukier wanilinowy, aromat
Może zawierać: jęczmień, żyto, owies, jaja, soję i sezam.


Wartości odżywcze:


Wartości odżywcze:
W 100 g
W 2 paluszkach (5 g)
Wartość energetyczna
435 kcal
22 kcal
Białko
8,9 g
0,5 g
Węglowodany
71 g
3,6 g
Tłuszcze
12,1 g
0,6 g

Niestety kalorycznie paluszki nie są najbardziej dietetyczną przekąską. Te ratuje fakt, że są ciężkie :) I szybko znikają gdy jemy je w kilka osób.

Paluszki już po otworzeniu paczki kuszą pięknym zapachem wanilii i czekolady. Przyzwyczajeni do słonych paluszków, rzadko sięgamy po słodką wersję. A szkoda, bo paluszki są w smaku naprawdę pyszne. Ciasto aromatyczne, waniliowe, raczej twarde. Mało słodkie. Paluszki mają piękny złocisty kolor. Nadzienie czekoladowe bardzo ciemne, smakuje naprawdę wybornie.
Paluszki są połączeniem dwóch wspaniałych smaków, które w całości tworzą idealny duet.



Jeśli będziecie mieć w sklepie możliwość kupna tych smakołyków, to zdecydowanie polecam.







Paluszki Good Time z nadzieniem czekoladowym, Mister 
Ocena: 6/6
435 kcal/ 100 g
22 kcal/2 paluszki (5 g) 
Kupione w: Mister
Cena: 1,99
Czy kupię ten produkt jeszcze raz? TAK :)

15 września 2015

Rosół z kury domowej, Natasza Socha - recenzja książki

Bardzo zależało mi na tej pozycji. A gdy już miałam się wybrać do księgarni, okazja trafiła się nie byle jaka. To kolejna książka wędrująca, która do mnie dotarła.
Tym razem w ramach członkostwa w grupie Czytamy bo kochamy 

Obecnie książkę można kupić w Biedronce za hmmm.. 24 lub 26 złotych:) Więc zachęcam już teraz do nabycia.

Zanim przejdę jeszcze do recenzji dodam, że wymyśliłam sobie zdjęcie książki w otoczeniu ptasich piór. Wybrałam się więc do teścia po materiał. Żadna kura nie ucierpiała, ale pióra zostawiłam na ławie w pokoju. W nocy dopadł się do nich kot. Spotkałam go koło północy  jak smacznie się nimi zajadał. Zabrałam, ale do rana kaszlał i kichał.
Dziś wyszłam na podwórko robić zdjęcia i oczywiście jego celebrytoza wzięła górę. Pojawił sie, nie dał zrobić zdjęć, zeżarł kolejnych kilka piór i na koniec jeszcze miał wiele do powiedzenia, gdy sobie poszłam (bonus na końcu posta).


Rosół z kury domowej, Natasza Socha
Wydawnictwo Pascal 2015


Manifest o tym, że kury to bardzo zaradne ptaki, że każda kwoka swój ogonek może chwalić, a kurwienie się w garach jest rzeczą babską i wyjątkową.

Książka Nataszy Sochy to przekrój przez życie kilku kobiet. Jednak z pozoru odmienne historie, losy czy narodowościowe naleciałości łączy wiele: ukurzenie.

A wszystko zaczęło się od Wiktorii, niespełna czterdziestolatki, która po wkroczeniu w związek małżeński odrzuciła własne aspiracje na rzecz spełnienia męża. Wykształcenie? A owszem, inteligencja to sprawa pożądana na proszonych uroczystościach, studiami również miło się pochwalić Ale nic ponadto, bowiem najważniejsza jest wiedza z zakresu Savoir-vivre. Gdzie położyć widelczyk do tortu, jak wyczyścić porcelanę, co dodać do deseru by miał odpowiedni smak. Tę wiedzę zgłębić chce Wiktoria w trosce o wygodne życie męża. Stroi piórka w swej perfekcyjnie wyposażonej kuchni w jego perfekcyjnie wysprzątanym mieszkaniu.

Żona jest tym dla męża,co sam w niej uczynił.
Balzac

Mąż jak to mąż, ulega rutynie, znjaduje inną. Lepszą? A gdzież... po prostu inną: niepiorącą, niegotującą, niesprzątającą, a jednak też perfekcyjną, tyle, że w innej dziedzinie.
Wiktoria pakuje się i wyjeżdża do ciotki mieszkającej w Niemczech i tam poznaje kobiety, które sprawią, że poczuje się wartościową kobietą, bo po rozstaniu "popękała jak filiżanka".



Żony gotują, sprzątają i według naukowców dźwigają rocznie po 5 ton naczyń przemierzając niezliczoną ilośc kilometrów. Dbają o swych mężów. Matki wychowują dzieci i nieraz zasypiają na bajce, budzone awanturniczym spojrzeniem swych pociech. Działają według motta: "Padłaś, powstań, popraw koronę i zasuwaj." Kobiety nie powinny studiować, a już ekonomii zupełnie nie! One rezygnują z przyjaźni i po cichu uprawiają podkołderny seks. Gdy jest im źle posuwają się jedynie do zmian w swym wyglądzie i na znak protestu ścinają lub farbują włosy, co nie zostaje zauważone przez męską część społeczeństwa.

Autorka przytacza obraz matki w parku, który wpisuje się w codzienność bytu ludzkości. A czym w tym samym parku i na tej samej ścieżce jest ojciec pchający spacerówkę? Och jaki wrażliwy, jaki dobry, jaki czuły, jaki i-d-e-a-l-n-y.

Powszechnie uważa się, że to kobiety powinny dawać więcej, tak przynajmniej pokazuje historia. Od dziewczynek oczekuje się, że będą grzeczne, skromne, ustąpią innym i nie odmówią, gdy ktoś je o coś poprosi. Chłopcy z kolei powinni walczyć o swoje i specjalnie się nie przemęczać.

Tymczasem nastąpił moment gdy czas się sprzeciwić tej zatłoczonej wizji świata.  A narzędziem w tej walce ma być internetowy kanał z filmikami. Wiktoria wraz z przyjaciółkami zakłada gastronomiczną grupę, kobiety gotują przed kamerą, ale nago, odziane jedynie w maski weneckie. Ich działanie spotka się z ostrą krytyką ale i uznaniem.



"Rosół z kury domowej" to manifest kobiet, który ma uzmysłowić istotę działania kobiecych poświęceń, uświadomić, że nigdy nie jest zbyt późno na realizację własnych marzeń. To książka pełna przepisów: pomysłów na smaczne dania, porad dbania o dom i geniuszu jak skandalem osiągnąć sukces.

Niezwykle głęboka i wartościowa pozycja. Nie waham się postawić jej między Manuelą Gretkowską a Izą Filipiak. Dla mnie to jedna z ważniejszych książek jakie w tym roku przeczytałam.
Wspominałam już kiedyś, że moja praca magisterska opierała się na feminizmie w literaturze Tokarczuk i teraz po tej lekturze znów zapragnęłam napisać jakiś artykuł naukowy. Za inspirację dziękuję autorce, jutro dzwonię do profesora i zaproponuję temat na następny numer kwartalnika.

Z chęcią odwołam się do wcześniejszych pozycji autorki. Bardzo chcę je przeczytać. "Rosół..." był palce lizać!

O autorze:


Natasza Socha - Urodzona w zimny listopadowy dzień z bardzo długą pępowiną. Jedną nogą mieszka w Poznaniu, drugą na niemieckiej wsi, gdzie pisze, pisze i pisze. Od czasu do czasu obserwuje borsuki, które spacerują grzecznie po lesie, ale nie pozwalają się oswoić. Ma psa. Ma również męża oraz dwójkę dzieci, które są najwspanialsze na świecie. Dziennikarka, pisarka, felietonistka. Autorka "Macochy", "Ketchupa" i "Zbuków". (opis ze stony e-bokowo.pl)






Moja ocena: 10/10
Średnia ocena z lubimyczytac.pl: 8/10


Po przeczytaniu książki zyskałam 1,89 cm do akcji "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu"
Pozostało mi jeszcze: 127,47 cm



Dżem z czarnych porzeczek niskosłodzony, Herbapol - recenzja produktu

Powinnam się wstydzić czy być dumna?
U mnie w domu nigdy nie kupowało się dżemów.

Mieszkam na wsi i zawsze robiłyśmy z mamą dżemy: truskawkowe, porzeczkowe, wiśniowe, czereśniowe, śliwkowe, morelowe, brzoskwiniowe, czasem aroniowe, agrestowe czy malinowe.

Nigdy nie jadłam sklepowych dżemów. Nie wiem jak smakuje dżem z pomarańczy, kiwi czy ananasa.
Sporadycznie zdarzało mi się zjeść taki sklepowy dżem na obozie czy w hotelu na śniadanie.

Dziś dżem, którego sama nie kupiłam a dostałam w paczce od Herbapolu.
Sam Herbapol kojarzył mi się dotąd tylko ze światem herbat i syropów.


Dżem z czarnych porzeczek niskosłodzony, Herbapol


Dżem z Herbapolu to jeden spośród czterech klasycznych dostępnych wariantów (jest jeszcze malina, truskawka i wiśnia).
Opakowanie stanowi szklany wysoki choć raczej wąski słoik. Zakręcany metalową zakrętką.
Etykieta klejona, zadruk stanowi logo i grafika z czarnymi porzeczkami. Producent zapewnia, że jest to dżem w 100% porzeczek z okolic Nałęczowa -  swoją drogą świetny chwyt marketingowy - 100% porzeczek z okolic Nałęczowa to zupełnie inna fraza niż wyprodukowany w 100% z porzeczek.
Dodatkowo podstawowe informacje na etykiecie.
Słoik zawiera 280 g dżemu.











Skład: woda, cukier, czarne porzeczki, substancja żelująca: pektyny, regulator kwasowości: kwas cytrynowy
Sporządzono z 30 g owoców na 100 g produktu. 
Łączna zawartość cukru 34 g na 100 g produktu.

W składzie na 2-gim miejscu cukier, ale porzeczki są kwaśnymi owocami, więc to była niejako konieczność. 

Wartości odżywcze:
Wartości odżywcze:
W 100 g
W 1 łyżeczce (15 g)
Wartość energetyczna
141 kcal
21 kcal
Białko
0,5 g
0,1 g
Węglowodany
33 g
5 g
Tłuszcze
0,5 g
0,1 g

Dżem dostarcza niestety tylko samych węglowodanów. Jest to taka średnia półka kaloryczna. Są mniej kaloryczne dżemy, ale też o wiele bardziej kaloryczne. 
1 czubata łyżeczka to 21 kalorii. 



Dżem ma jagodowy, fioletowo-bordowy, niemal granatowy kolor. Składa się w dużej części z żelowanego soku (z wodą), lecz w swej strukturze zawiera także wiele kawałków owoców. Dżem jak to dżem z porzeczek ma w sobie ziarenka, więc pewnie starsi konsumenci nie mający już własnego uzębienia z niego zrezygnują.

W smaku dość kwaskowy, ale bardzo przez to smaczny. Ja uwielbiam taką kwasowość, dżemów, bo tylko czasem toleruję słodkie dżemy (np. brzoskwiniowy), aromat porzeczki mocno wyczuwalny. Smak na pewno nie do pomylenia z żadnym innym. Fajnie cierpki. 

Dżem bardzo gęsty, nie spada ani z łyżeczki ani z kanapki. Świetnie się rozsmarowuje. Ja nafaszerowałam nim babeczki (wykrojone kruche ciasto + łyżeczka dżemu i do piekarnika na 10-15 minut) i co lepsze fajnie zmienił konsystencję zamieniając się w pyszne gęste nadzienie. 
Babeczki robiłam z dzieciakami, a gdy wróciły ich mamy to same nie mogły się najeść, tak im smakowały :)



Dżem z czarnych porzeczek, Herbapol
Ocena: 5/6
141 kcal/ 100 g
21 kcal/1 łyżeczka 15 g) 
Kupione w: prezent
Cena: od 3,50 do 4,00 zł
Czy kupię ten produkt jeszcze raz? Jeśli nie będę robić domowych (a w tym roku nie robiłam, bo mam jeszcze zapas) to tak.