30 lipca 2015

Wino śliwkowe, Potęga tradycji - recenzja produktu

Uwielbiam wszelkie Jarmarki i Targi regionalne.
Zawsze wydaję tam majątek. Zupełnie nie żałuję wtedy pieniędzy na produkty regionalne: chleby, podpłomyki, smalce, smarowidła kanapkowe, kiełbasy, oscypki, wina i piwa.
Kupuję dla siebie i rodziny.
Takim sposobem też nabyłam pyszne winko.


Ale zanim się z nim rozprawię, warto wspomnieć o samej firmie:

Potęga tradycji - to firma, które specjalizuje sie w trunkach tradycyjnych. Swą siedzibę ma w Koninie. O swoich winach piszą tak:

Wprowadziliśmy na rynek grupę jedenastu win z polskich owoców m.in. aronii, wiśni, czarnej porzeczki, śliwki, jarzębiny, dzikiej róży i truskawki. W grupie tej znajdują się m.in. wina ekologiczne, wina wyróżnione znakiem Poznaj Dobrą Żywność a także produkt regionalny. W okresie zimowym oferujemy wino grzane. (1)
Ja przyznam szczerze, że piję wino dla przyjemności i rzadko łączę je z potrawami. Nie wiem jak to jest u Was, ale u mnie wino do posiłków pije się "od wielkiego dzwona".
Ale jeśli często podajecie wino do obiadu, to producent na stronie rekomenduje w poradniku jakie wino pasuje do danego posiłku: poradnik do pobrania w pdf
Uwielbiam pić wino w chłodne wieczory, gdy ogrzewa mój przełyk.
Latem, zamiast wina częściej zdarza mi się sięgnąć po piwo.
Tego dnia było jednak inaczej - był bardzo gorący dzień, skwar niesamowity, dlatego Jarmark oblecieliśmy niemal szybkim pędem. Po powrocie wino było niemal gorące i od razu wylądowało w chłodziarce. Wieczorem było wspaniale zmrożone <3

Wino śliwkowe, Potęga tradycji


Wino śliwkowe jest winem słodkim. Producent na stronie pisze o nim:

Słońca promienie, szelest wiatru i aksamit śliwki w butelce korkiem zamknięto. Magia receptury, czar owocu i bogactwo wrażeń przeniesie Cię w krainę letniego szaleństwa.

 Aromat wina przywodzi na myśl suszone śliwki. Naprawdę wino urzeka aromatem. Dawno nie wąchałam tak pysznie pachnącego trunku.
Smak delikatnie słodki, odrobinę cierpki na języku. Wino piłam mocno zmrożone, dlatego jego smak naprawdę był ostry i przyjemny.
Kolor wina bursztynowy, widać naturalną mętność.
Naprawdę pyszny i dobry produkt, po który sięgnę jeszcze nie raz gdy tylko będę miała okazję.
Wino ma 13% alkoholu i znajduje się w korkowanej butelce o poj. 750 ml


Wino śliwkowe, Potęga tradycji
Ocena: 6/6
Kupione w: Jarmark Jagielloński w Sandomierzu
Cena: 20 zł

27 lipca 2015

Bajecznie bogaci Azjaci, Kevin Kwan - recenzja książki

Ile razy w życiu marzyłaś o tym by dobrze się "ustawić"? 
Pewnie głośno się nie przyznasz, ale nie raz zastanawiałaś się jakby to było gdyby Twój facet był obrzydliwie bogaty, miał do dyspozycji kilka prywatnych odrzutowców i tyle posiadłości, że łatwo o której zapomnieć.
A gdyby do tego był bardzo przystojny i świetnie wykształcony? I z poczuciem humoru, a do tego czuły, kochający i znający się na dobrej kuchni? 

To nie bajka...
To...

Bajecznie bogaci Azjaci, Kevin Kwan
Wydawnictwo Znak, Kraków 2015


O książce:

Wyobraź sobie, że to co dzieje się w tej książce przerośnie Twoje najśmielsze oczekiwania. Nie wiem czy potrafisz to sobie wyobrazić. Ale nakreślę Ci tę historię piórem lekkim, niesygnowanym żadną marką, tak zwyczajnym jak Rachel Chu. 
Głównymi bohaterami powieści są młodzi Chińczycy, urodzeni w Azji, ale żyjący i przesiąknięci amerykańską kulturą i życiem w stylu Fast. Jeśli myślisz, że Nowy Jork to kraina bogactwa a ekskluzywne butiki wywieszają najnowsze kolekcje to jesteś w błędzie. Widocznie nigdy nie poznałeś takiego miejsca jak Singapur. 

Rachel Chu też nigdy nie była w Singapurze, ale nadarzyła się świetna okazja. Nicholas Young zabiera Rachel na ślub swojego kuzyna Collina, który zamierza poślubić gwiazdę telenoweli
Nie byłoby w tym nic niepokojącego, gdyby nie to, że po kilku latach związku Rachel Chu odkrywa, że jej chłopak to jeden z najbogatszych dziedziców na świecie. 
Rodzina Nicka nie akceptuje jego wybranki, matka wynajmuje detektywa by wytropił kim jest Rachel Chu. Zabawną omyłką jest informacja, że Rachel pochodzi z rodziny zamożnych przedsiębiorców. Tymczasem wychodzi na jaw, że jest tylko córką agentki nieruchomości, a nazwisko to zwykły zbieg okoliczności. Nie obchodzi ich to, że Rachel obroniła doktorat i sama pracuje na swoje osiągnięcia. Najważniejsze jest to, że jej rodowa linia w zasadzie nie nakreślona jest nawet ołówkiem.
Wyobraźcie sobie wściekłość "teściowej" dodając wszelkie intrygi Azjatek, które czyhają na posag Nicka i za wszelką cenę chcą pozbyć się Rachel.
Prócz głównego wątku poznamy też inne niemniej zawiłe historie.
Astrid, kuzynka Nicka ma szczęśliwą rodzinę - piękna kobieta zwana w "światku" boginią, stawia na indywidualizm i wychodzi za mąż za mężczyznę zupełnie niezwiązanego ze światem bajecznie bogatych Azjatów. To miało zapewnić jej szczęście i ułamek "normalnego" życia. Michael jednak zasmakował bogactwa i szczerych, pięknych Azjatek.

Powieść Kevina Kwana to opowieść o bajecznym majątku i pozornie bajecznym szczęściu. 
To świat gdzie Rolex, Porsche, Dior i Prada to przystawka przed śniadaniem.
Powieść pełna ekscytacji, marzeń i nierealnego życia.

Pomarzyć piękna rzecz...
Ale czy te marzenia nie kosztują zbyt wiele?

Zachęcam do przeczytania, tej zabawnej powieści okrzykniętej mianem "Dynastii na sterydach".

Powieść czyta się przyjemnie, na kartach spotkacie wiele nieznanych wyrażeń, obcobrzmiących słów i potraw, \ których nazwy nie zapamięta nawet Magda Gessler, ale dodam, że wszystko wyjaśnione jest przypisami i dokładnymi opisami.
A by nie pogubić się w skomplikowanej genealogii, to na początku książki znajduje się drzewo rodziny.

Powieść w USA wydana w 2013 roku.
Obecnie producenci Igrzysk Śmierci przymierzają się do ekranizacji powieści.




O autorze:


Kevin Kwan - urodził się w Singapurze, ale w wieku 11 lat przeniósł się do USA, ukończył kurs Kreatywnego Pisania i obecnie prócz wydawania książek współpracuje jako projektant Sztuki Nowoczesnej. Obecnie wydana w kilku krajach została jego nowa powieść "China Rich Girlfriend".





Okładka:

Porównując okładkę polskiego wydania i tę chociażby ze Stanów Zjednoczonych to wydawnictwo Znak naprawdę się postarało. Jest klasycznie, biało a na głównej pozycji sylwetka młodej dziewczyny (trochę mało azjatyckiej z wyglądu) obwieszonej w złoto. Jest gruby przepych, który bije blaskiem po oczach. I o to chodzi. W dodatku w tytule fajne azjatyckie symbole, które dodają szyku.
Okładka amerykańskiego wydania jest o wiele skromniejsza, w zasadzie to tylko czcionka na złotym piasku/brokacie. 

Moja ocena: 8/10
Średnia ocena z lubimyczytac.pl: 7,1/10

Średnia ocena z Goodreads.com: 3,6/5



Po przeczytaniu książki zyskałam 3,1 cm do akcji "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu"
Pozostało mi jeszcze: 138,92 cm 

Góralki truskawkowe - recenzja produktu

Jak Góralka może nie kochać Góralków?

Zakochałam się w Góralkach już kilka ładnych lat temu, gdy jeszcze w PL sprzedawane były jako Horalky.
Myślałam, że wybierając dotąd swoje ulubione klasyczne smaki (mleczny, orzech, nugat, czekolada), żaden inny smak nie będzie mnie w stanie zaskoczyć.

A jak się okazało?

Dziś przedstawiam Wam Góralkową nowość o smaku truskawek.

Góralki truskawkowe
Kruchy wafelek przekładany kremem jogurtowo-truskawkowym w obwodowej polewie kakaowej

Jak wspomniałam jest to nowość i seria limitowana. Truskawkowe Góralki pojawiły się pod koniec czerwca. Najpewniej nie zagoszczą one na długo w stałej ofercie i... (no dobra nie umiem trzymać was w niepewności) bardzo mnie to cieszy.

Opakowanie: 

Klasyczne jak dla wszystkich Góralków, z tym, że teraz w kolorze czerwonym i z batonikiem na zdjęciu, który ma różowy krem. Dodatkowo dodano dwie truskawki na głównej celem wyeksponowania smaku.
Na głównej poza tym znaczek "Smak po brzegi", info o tym, że produkt jest limitowany, na odwrocie skłąd, producent(I.D.C. Polonia), gramatura (50 g) tabela wartości i warunki przechowywania

Skład:


tłuszcze roślinne (palmowy, kokosowy), mąka pszenna, cukier, serwatka w proszku, polewa kakaowa 7,5% (cukier, tłuszcze roślinne, palmowy, shea, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu 17%, serwatka w proszku, regulatory: fosfatydy amonu, polirycynoolenian poliglicerolu, aromat) mleko odtłuszczone w proszku, mąka sojowa, truskawki w proszku 1%, skrobia kukurydziana, olej słonecznikowy, maltodekstryna, śmietanka w proszku 0,5%, emulgatory lecytyny,  aromat, kwas cytrynowy, mleko pełne w proszku, substancje spulchniające (węglany sodu) żółtko jaja w proszku. 
Może zawierać orzeszki arachidowe i orzechy.


Skład nie najgorszy, w sumie też nie najlepszy, ale od czasu do czasu nikomu nie zaszkodzi.

Wartości odżywcze:





Wartości odżywcze:
W 100 g:
W 1 wafelku (50 g)
Wartości energetyczna:
533 kcal
267 kcal
Białko:
7 g
3,5 g
Węglowodany:
55 g
27,5 g
Tłuszcze:
31 g
15,5 g



Ile kalorii ma wafelek Góralki Truskawkowy?
Truskawkowy Góralek ma 267 kalorii. 

Wygląd:



Na zewnątrz wafelek jest taki sam jak każdy inny smak Góralka. Jasny wafelek złożony z 5 waflowych listków, po bokach oblany czekoladą (a w zasadzie polewą kakaową). Polewa nie jest idealnie oblana, są wypustki i momentami ma się wrażenie, że zabrakło precyzji, ale ja lubię właśnie to w góralkach :)
W środku 4 warstwy różowego kremu. Krem mocno zbity ale widać w nim drobinki mleka w proszku i cukru.

Zapach:

Bardzo mocny i intensywny truskawkowy zapach. Jednak nie jest to ten zapach truskawek, który uwielbiam, lecz jego chemiczna i przesycona aromatami wersja, za którą niekoniecznie przepadam.

Smak:


Wafelek jak zwykle stanął na wysokości zadania (mam na myśli listki waflowe) - idealnie kruche, świeże i wspaniałe.. ah ah...

Polewa kakaowa słodka i bardzo dobra, ale ja zawsze ubolewam, że za mało. Choć wiem, że to właśnie ten minimalizm przyciąga góralkowych fanów.

A teraz to co wyróżnia wafelek czyli truskawkwy krem - strasznie kwaśny, o dziwny posmaku chemicznych truskawek, porównać go można do innych nadzień wafelkowych o tym smaku (jeśli jedliście kiedyś Familijne, bądź Skawę o tym smaku to będziecie znali ten smak doskonale). Dla mnie zupełny niewypał. 

Z FB jednak dowiedziałam się, że wiele konsumentów pokochało ten smak.

Podsumowując:

Nie wiedziałam, że Góralek może mi kiedyś nie posmakować. W tym wydaniu dla mnie na NIE.

Plusy:
- góralkowe listki i krem
- cena

Minusy:
- wstrętny smak
- ostry zapach

Inne wersje:

- kokosowe
- orzechowe
- nugatowe
- mleczne
- cytrynowe

Góralki truskawkowe
Ocena: 1/6
533 kcal/100g
267 kcal/1 wafelek  (50 g)
Kupione w: spożywczak
Cena: 1,79

Czy kupię ten produkt jeszcze raz? NIE

Drobiowe roladki z bazylią i piri piri (70 kcal)

Ostatnio były roladki ze schabu i tak jak się spodziewałam, większość z was krzyczała, że zbyt tłusto, że można inaczej.

A owszem można.

Dlatego dziś, przepyszne i mega ostre:


Drobiowe roladki z bazylią i piri piri



Na 6 roladek:

  • podwójna pierś z kurczaka (z polędwiczkami)
  • 12 liści bazylii
  • 6 papryczek piri piri w zalewie
  • 3 łyżeczki sambal oelek (jeśli dla was zbyt ostro może być ketchup)
  • papryka słodka
  • zioła prowansalskie
  • sól czosnkowa
1. Filet pokroić wzdłuż na 6 kawałków. Każdy delikatnie rozbić. Oproszyć z obu stron papryką, ziołami i solą.
2.Każdy filecik z 1 strony posmarować 1/2 łyżeczki sambalu, ułożyć po 2 listki bazylii i w poprzek papryczkę.
3. Rollować, owinąć folią aluminiową i piec ok. 20 min w piekarniku nastawionym na 170*C



26 lipca 2015

Lody SpongeBob, Nestle - recenzja produktu

Kocham lody. Kocham SpongeBoba. 

Mam do niego sentyment, bo mały synek mojej przyjaciółki zawsze mówił: "Ciocia oś, obejzimy Spondźbob panciastokolty"
<3


Lody SpongeBob, Nestle


Ze strony producenta (lody.Nestle.pl)

Dla wszystkich miłośników znanej i lubianej kreskówki wśród dzieci w Polsce i Europie polecamy nowe połączenie lodów o smaku egzotycznych owoców z czekoladą. Ten lód z pewnością zachwyci wszystkich najmłodszych konsumentów.

 Opakowanie:



Niebieska folia kryje w sobie pyszny lód.
Grafika - czysty chwyt marketingowy. Bo dziecko mając do wyboru typowy lód na patyku i lód na patyku sygnowany postacią ze znanej kreskówki wybierze to co oczywiste.
Błękitny kolor - dwie postacie na głównej, znacznik GDA napis drużyny. Z tyłu skład, info o producencie,  tabela wartości

Skład:

woda, cukier, syrop glukozowy, rekonstytuowane mleko odtłusczone, serwatka w proszku (z mleka), kakao w proszku (0,7%), olej kokosowy, stabilizatory E412, E410, E407a, aromaty, regulator kwasowości E330, barwniki E150d w tym siarczany, E100, żółtko jaja w proszku, emulgator E471 

Co w składzie piszczy?

Skład bardzo średni. Nie dość, że w lodach egzotycznych nie ma ani wspominki o owocach, to jeszcze jest syrop glukozowy i barwniki z alg (które przez ludzi trawione nie są) i karmel amoniakalno-siarczanowy  - ten który sprawia, że mamy zaburzenia w jelitach i stajemy sie nerwowi :)

Ja, żadnych ekscesów żołądkowych nie miałam. Ale ja jak to ja. Żołądek mam ze stali :)

Wartości odżywcze:


Ile kalorii ma lód SpongeBob od Nestle?
1 lód ma 67 kalorii.

To bardzo niewiele. Ja jeśli miałabym sobie pozwolić na taką chwilę przyjemności i mogła wybrać loda, to chyba po raz kolejny bym po niego sięgnęła.


Wygląd:


Lód to połączenie lodów o konsystencji sorbetu (góra) i klasycznych lodów czekoladowych (dół).
Sorbet jest koloru bananowego i widać w nim zmrożone drobinki wodnego sorbetu. Konsystencja zwarta, wolno topnieje.
Czekoladowy lód, kolor ciemnobrązowy, lekka konsystencja. Szybko się topi.
Całość prostokątna, ale tworzy zabawnego stworka z popularnej bajki. Ta uśmiechnięta mordka zdecydowanie zachęca do konsumpcji. Na odwrocie loda nie znajdziemy już tych wytłoczonych kształtów.
Patyczek drewniany opatrzony logiem producenta.

Zapach:

Jak to w przypadku lodów o zapachu mówić trudno. Jest orzeźwiająco, ale nic szczególnego tu wyczuć się nie da.

Smak:

Sorbet jest kwaskowaty w smaku i mocno owocowy najbardziej wyczuwalny jest tu smak banana i ananasa, choć producent zapewnia, że jest to produkt wieloowocowy. Niestety jak już można było zobaczyć w składzie to tylko aromaty i nic więcej.
Czekoladowy lód mleczny jest naprawdę pyszny, słodki choć kwaskowatość sorbetu ten smak mocno rónoważy. Jak dla mnie powinno być 50/50 sorbetu i czekoladowego smaku.

Podsumowując:



Mocno atrakcyjny lód dla fanów SpongeBoba, czyli dla najmłodszych. Kusi smakiem, wyglądem i ceną. Powiew atrakcyjności :) Niestety z nienajlepszym składem, ale za to nie dostarcza wielu kalorii, dobrze smakuje i przyjemne orzeźwia.



Lody SpongeBob, Nestle
Ocena: 4/6
103 kcal/100g
67 kcal/1 lód
Kupione w: Orlen
Cena: 1,99 zł

Czy kupię ten produkt jeszcze raz? Tak

24 lipca 2015

Kojący żel myjący EcoSkincare, Bandi

Tak pokochałam w ciągu ostatnich kilku miesięcy łagodne żele do mycia twarzy, że są one teraz numerem jeden w mojej łazienkowej kosmetyczce.

Ten jest odpowiedzią na moje marzenia <3 i prezentem od Szefostwa #zazdraszczamsamasobie

Ogólnie rzecz biorąc linia EcoSkincare od Bandi jest przeznaczona do osób o wrażliwej skórze i wymagających problemach.

Kojący żel myjący EcoSkincare, Bandi


Z opakowania:

Wyjątkowo delikatny żel o doskonałych właściwościach myjąco-nawilżających. Idealny dla delikatnej, nadwrażliwej i skłonnej do podrażnień skóry twarzy i szyi. Preparat nie narusza naturalnego pH, nie powoduje wysuszania i ściągnięcia skóry. Probiotyk, ekstrakt z Yakon i aloes odbudowują korzystną mikroflorę skóry przywracając jej naturalną równowagę.



Moja opinia:

Produkt już na samym początku zachwyca minimalizmem, ale jest to minimalizm w dużej butli (200 ml) i wyjątkowo wydajnej formie :)
Pachnie przyjemnym, delikatnym zapachem aloesu i czegoś jeszcze, jakiegoś kwiatowego pięknego zapachu :)
Żel przezroczysty. Bardzo gęsty. Po nałożeniu na rękę klei się, ale już w czasie mycia gdy połączymy go z wodą staje się lekki i uzyskujemy konsystencję delikatnego kremu.
Bardzo niewielka ilość wystarczy do umycia twarzy, a że żel jest gęsty i w dużej butelce to naprawdę wystarczy na długo, długo :)
Na skórze zachowuje się bardzo przyzwoicie. Radzi sobie z makijażem, zmywa puder, pomadkę. Niezbyt radzi sobie z tuszem, ale też nie jest to typowy środek do demakijażu.
Skóra jest delikatnie odżywiona, czuć fajne mrowienie. Jedyny minus - delikatnie ściąga skórę.
Nie szczypie w oczy, zmywam nim nawet w soczewkach.
Nie pogłębia zaczerwienionej skóry na policzkach.


Plusy:

- delikatny i łagodny dla skóry
- nie podrażnia
- świetnie myje
- ładny zapach
- duża butelka
- gęsty i wydajny

Minusy:

- skóra trochę ściągnięta


Kupione w: prezent
Cena: 40 zł
Czy kupię ten produkt ponownie: Tak

Pomadka Velvet Matte 01 z wit. E, Golden Rose

Matowe pomadki mają całą rzeszę zwolenniczek i chyba tak samo dużo hejterek :)

Ja owszem lubię, ale tylko niektóre kolory.
A ten?


 Pomadka Velvet Matte 01 z wit. E, Golden Rose



Producent na stronie pisze:

Matowa pomadka do ust Velvet Matte tworzy na ustach aksamitne wykończenie. Wysoka zawartość pigmentów oraz długotrwała formuła sprawia, że pomadka długo utrzymuje się na ustach. Idealnie się rozprowadza, a dzięki zawartości składników nawilżających oraz wit. E dodatkowo odżywia i nawilża usta

 Moja opinia:



Z całej palety kolorów (aż 30stu) wybrałam 3.

Pomadka pachnie bardzo bardzo ładnie, czekoladowo-waniliowym deserkiem. Mniam mniam :)
W konsystencji jest dość miękka jak na pomadkę, więc ładnie się rozprowadza. Bardzo szybko zastyga na ustach. Niestety nie pokrywa niedoskonałości. Jest sucha i wcale nie tłusta.
Choć producent zapewnia, że nawilża to niestety usta są maksymalnie wysuszone, niektórym to odpowiada. Ja nie lubię klejących ust, ale w tym przypadku to wysuszenie powoduje pewien dyskomfort.

Pomadka o wadze 4,2 g.

Kolor różowawo-beżowy początkowo bardzo mi się podobał, ale po nałożeniu okazało się, że dla mnie jest wyjątkowo nietwarzowy. W zasadzie przypominałam sobie swoją własną ciocię, za którą szczególnie nie przepadam.





Nie jest to apogeum szczęścia jeśli chodzi o pomadki.

Plusy:

- matowa
- niedroga
- duża gama odcieni
- fajna konsystencja

Minusy:

- wysusza
- kolor mi nie podszedł





Pomadka Velvet Matte 01 z wit. E, Golden Rose



Kupione w: allegro.pl
Cena  ok 11 zł
Czy kupię ten produkt ponownie: Nie

Wyniki konkursu F&L z lotionem Marion

Cześć, spóźniam się wszędzie, spóźniłam się i teraz :)



W konkursie brało udział 10 losów.
A wygrał los numer......







Należący do Beni Besi:




Zapraszam do kontaktu w celu podania adresu do wysyłki :)



22 lipca 2015

Roladki schabowe z szynką, serem, papryką i korniszonem (365 kcal)

Takie roladki to klasyka gdy wpada rodzinka z zapowiedzianą wizytą.

Fajnie komponują się jako część drugiego dania na wszelkie okazje typu: chrzciny, imieniny, poprawiny czy święta, gdy trzeba przyrządzić dużo jedzenia a niekoniecznie by był to tradycyjny panierowany schabowy.

Roladki najlepiej smakują z ziemniakami i mizerią bądź kaszą gryczaną.

Roladki schabowe z szynką, serem, papryką i korniszonem



Na 4 porcje:

  • 500 g schabu wieprzowego
  • 2 korniszony
  • plaster papryki (ok. 40 g)
  • 100 g wędliny wędzonej w kawałku (u mnie schab tradycyjny)
  • 100 g żółtego sera w kawałku (u mnie gouda)
  • 4 łyżeczki musztardy
  • przyprawy: sól, pieprz, ostra papryka, ulubione zioła czy mieszanki do mięsa wieprzowego
  • 1 szklanka bulionu
  • 2 łyżki oleju
  • mała cebulka (ok. 60 g)
  • ząbek czosnku
1. Schab kroimy na 4 plastry i dość mocno rozbijamy. Mięso oprószamy przyprawami
2. Korniszony kroimy wzdłuż na ćwiartki. Paprykę na 4 części. Ser oraz szynkę kroimy tak, by otrzymać 4 dłuższe paski.
3. Powierzchnię schabu na której będziemy układać składniki smarujemy łyżeczką musztardy
3. Na węższym brzegu schabu w odległości ok. 0,5 cm od brzegu układamy plaster szynki, sera, papryki i dwa paski ogórka. Zwijamy rolując. Obwiązujemy roladkę nitką bądź spinamy wykałaczką. Postępujemy podobnie z kolejnymi.
4. Na rozgrzanym oleju podsmażamy z każdej strony roladki aż będą miały rumiany kolor. Wyjmujemy i układamy w naczyniu żaroodpornym.
5. Cebulkę siekamy, wrzucamy na patelnię. Gdy zacznie się szklić dodajemy przeciśnięty czosnek i zaraz zalewamy bulionem. Sos wlewamy do roladek w naczyniu.
6. Zapiekamy przez 30-40 minut w temp. 170*C

TIP:
Sos pozostały po pieczeniu można podprawić mąką i polać nim mięso czy ziemniaki.






Sos tatarski, Develey - recenzja produktu

Dlaczego tak kocham Develey?
Nie wiem i jakoś wam tego wytłumaczyć nie umiem.
Po prostu lubię, cenię i jestem przywiązana do produktów.
Teraz gdy bardziej zwracam uwagę na to co jem, odmawiam sobie niektóre produkty. Nad czym ubolewam, bo np. ten sos tatarski, albo obłędny hamburgerowy... ehh...

Lubię ich też, za to że podążają z duchem czasu: Nowe etykiety? Po co ta zmiana?

Zacznijmy od łopatologicznego wyłożenia pojęcia czym jest sos tatarski i z czego się składa, kto wie, rolluje w dół.

Sos tatarski - sos majonezowy do którego dodaje się ogórki konserwowe i opcjonalnie w zależności od państwa czy regionu (marynowane grzybki, kapary, szczypior, czosnek chrzan)

Sos tatarski, Develey




Ze strony producenta:

Swój wyjątkowy smak zawdzięcza starannie dobranej kompozycji przypraw i delikatnemu majonezowi. Duże kawałki ogórków i cebuli zyskały juz rzesze stałych odbiorców. Idealny do jajek, serów i wędlin.

Opakowanie:



Szklany słoiczek (230 g), ubolewam nad tym, że nie taki jak dawniej. Bo dodać tu muszę, że dawniej była to szklanka i to tak solidna szklanka, że niejedną imprezę w studenckim mieszkaniu wytrzymała. I każdy student miał całą kolekcję i już była oszczędność, bo dwie pieczenie na jednym ogniu. Nawet producent na stronie zaznacza, że sos mieści się w opakowaniu, które dzięki wtórnemu zastosowaniu jest tak przez konsumentów lubiane. Nie wiem co się stało, ale przełykam tę pigułkę goryczy, bo studentką już nie jestem:P
Słoik przykryty wieczkiem w kolorze brązowym z logiem, opatrzony hasłem "Trafny wybór". Wieczko jest zatykane a nie odkręcane. Niestety ciężko się go zdejmuje.
Etykieta również w brązowym kolorze. Na środku umieszczono logo firmy i nazwę produktu, na dole szkic sosu w miseczce w otoczeniu plastrów ogórka i pieczarek.
Po jednej stronie etykiety nazwa produktu z wyjaśnieniem:

SOS TATARSKI - gęsty sos z dodatkiem chrupkich ogórków, aromatycznych pieczarek, z delikatną nutą szczypiorku oraz cebuli oraz starannie dobranych aromatycznych ziół i wyselekcjonowanych przypraw.
Doskonały sos do jaj, sałatek, wędlin, serów oraz wszelkich kanapek i tortilli. 

Potem mamy skład, wartości odżywcze, warunki przechowywania. Po przeciwnej stronie znajdują się informacje o producencie, a także o tym, że jest to produkt bezglutenowy, bez barwników i substancji konserwujących,

 Skład:

olej rzepakowy, woda, ogórki konserwowe (10%), ocet spirytusowy, cukier, pieczarki (3%), cebula (3%), żółtko jaja kurzego, sól, szczypiorek (1%), skrobia modyfikowana kukurydziana, przyprawy (zawiera gorczycę, seler), zioła, substancja zagęszczająca: guma ksantanowa, kwas: kwas cytrynowy, aromat

Skład można powiedzieć świetny. Nie ma w nim nic niepokojącego. Choć ja jak to ja, wolałabym więcej warzyw.

Wartości odżywcze:


Wartości odżywcze
W 100 g
W 1 łyżce (20 g)
Wartość energetyczna
409 kcal
81 kcal
Białko:
0,8 g
0,2 g
Węglowodany:
7,7 g
1,5 g
Tłuszcze:
40,9 g
8,2 g


Ile kalorii ma sos tatarski Develey?

Niestety produkt do niskokalorycznych nie należy. W 100 g sosu tatarskiego Develey jest aż 409 kalorii, a łyżka sosu tatarskiego Develey dostarczy aż 81 kalorii i pokryje 15% zapotrzebowanie na tłuszcze.



Wygląd: 

Sos tatarski jest naprawdę  bardzo, bardzo gęsty.Kolor biały z widocznymi kawałkami ogórków w kolorze oliwkowo-zielonym i pieczarek w kolorze brunatnym. Kawałki warzyw są naprawdę niewielkie, a spotykałam się już z sosami w których były one naprawdę pokaźnych rozmiarów, no i sos mojej mamy też ma duże kawałki, a tu proszę, maleńkie więc równomiernie rozprowadzone w gęstym sosie.

Zapach:



Naprawdę fajny, kręcący w nos zapach majonezowego sosu z octem. Zapach kwaskowaty, czuć w nim pieczarki. Ja uwielbiam zapach sosu tatarskiego.

Smak: 

Kwaśny smak majonezu z wyczuwalnymi kawałeczkami ogórka i dość gumowatych pieczarek. Może odrobinę wyczuwam tu taki koperkowy posmak, ale to pewnie zasługa ogórków. Naprawdę wspaniale smakuje i dla mnie jest numerem jeden do jajek po wiedeńsku a także do koperkowej pieczeni drobiowej. Po prostu uwielbiam go i ubolwam nad tymi kaloriami i tym, że muszę sobie go odmawiać. Chlip, chlip...

Podsumowując:

Kurde blaszka ale dlaczego on mi to robi? Dlaczego jest taki pyszny i tak kaloryczny. To tylko jedyny minus który mam do tego sosu!

Plusy:

- wspaniały smak
- zapach
- dobry skład
- idealny do wielu potraw

Minusy:

- kaloryczny
- w słoiku zamiast szklanki
- ciężko się otwiera

Sos tatarski, Develey
Ocena: 6/6
409 kcal/100g
81 kcal/1 łyżka (20 g)
Kupione w: prezent od Develey
Cena: ok. 3-3,50 zł

Czy kupię ten produkt jeszcze raz? Tak