26 kwietnia 2015

Przekąska: Sałatka jajeczno-pieczarkowa (250 kcal)

Dziś propozycja sałatki jajeczno-pieczarkowej.
Przepis, który często wykorzystuje moja teściowa. Jest to tradycyjna sałatka w ich rodzinie. Gości nie tylko na święta Wielkanocne ale też na wszystkich możliwych imprezach. U mnie dopiero pierwszy raz ta sałatka gościła na stole, jednak wzbogaciłam ją  czerwoną fasolę.
Jest to sałatka, którą da się lubić.
Robi się ją szybko więc jest idealna, gdy goście mają za chwilę wpaść. Lub po prostu, gdy mamy ochotę na coś "innego" na kolację.
Nie jest też kaloryczna, więc można sobie na nią pozwolić bez wyrzutów. Ma fajnie zbilansowany stosunek BTW. 


Sałatka jajeczno-pieczarkowa



Na 6 porcji:



  • 500 g pieczarek
  • 6 jajek
  • 1/2 słoika ogórków kiszonych
  • pęczek szczypiorku
  • puszka kukurydzy
  • puszka czerwonej fasoli
  • 2 łyżki majonezu
  • 1 łyżka jogurtu 0%
  • 1 łyżka musztardy
  • sól, pieprz
  1.  Pieczarki obieramy, kroimy w kostkę. Wrzucamy na wrzącą wodę i sparzamy ok. 1-2 minut. Całkowicie studzimy (można przelać zimną wodą). 
  2. Jajka oraz ogórki kiszone kroimy w kostkę. 
  3. Szczypiorek siekamy, fasolę i kukurydzę osączamy. Mieszamy wszystkie składniki z majonezem, jogurtem oraz musztardą. Doprawiamy. 
 Przed podaniem obowiązkowo schłodzić !


Zgłaszam przepis do akcji:

https://sklep.egmont.pl/ksiazki/kuchnia/p,jakubiak-lokalnie,10893.html
W kategorii przekąska:

Jakubiak lokalnie
Niedocenione Jajko

25 kwietnia 2015

Karmelio zbożowe z karmelem i czekoladą mleczną, Krakuski - recenzja produktu

Dziś recenzja pełnoziarnistych ciasteczek od marki Krakuski.
Uprzednio recenzowałam inne ciasteczka tej marki tj. Robaczki


Karmelio zbożowe z karmelem i czekoladą mleczną, Krakuski
Herbatniki zbożowe z masą karmelową i czekoladą mleczną




Karmelio pojawiły się na rynku jesienią 2014 roku. Obecnie dostępne są w dwóch wariantach jako ciasteczka w opakowaniu 124 g (8 ciastek) oraz w impulsowym opakowaniu  mieszczącym 2 szt (36 g). Produkt polski, wyprodukowany w Polsce.

Opakowanie:


Tak jak wspomniałam wcześniej. Opakowanie wydawane na rynek w dwóch wariantach. Mnie do oceny przypadło mniejsze. W zależności od wariantu informacje na opakowaniach mogą się więc różnić. 

Dwa ciasteczka umieszczone luzem (w przypadku wersji w większym opakowaniu umieszczone są w pudełeczku plastikowym) w foliowym opakowaniu. 
Opakowanie utrzymane w ciemnobrązowych barwach, na  środku widnieje nazwa produktu, u góry nazwa marki, na dole nazwa producenta. Grafikę stanowi również wizerunek ciastka w towarzystwie kłosów zbóż, które mają nawiązywać do zbożowego składu ciastek. 


Na odwrocie zamieszczono takie informacje jak: 
- wartości odżywcze
- data przydatności do spożycia
-pełna nazwa produktu
-skład

Skład:

czekolada mleczna [cukier, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, mleko w proszku odtłuszczone, tłuszcz mleczny, serwatka w proszku (z mleka). emulgator: lecytyny, aromat] płatki owsiane 19%, mąka pszenna razowa 17%, cukier, olej palmowy, syrop glukozowo-fruktozowy, syrop cukru inwertowanego, substancja utrzymująca wilgoć: glicerol, mleko w proszku pełne, otręby pszenne, zarodki pszenne, sól, substancje spulchniające: węglany sodu i difosforany, emulgator: lecytyny, skrobia (pszenica), regulator kwasowości: kwas cytrynowy, aromaty (mleko, jęczmień), jaja w proszku. 
Może zawierać orzechy laskowe, migdały, soję.

Produkt owszem zawiera składniki powszechnie uważane za "lepsze" i zdrowsze, ale jak widać zawiera też pokaźną listę tych niechlubnych składników.
Na plus zasługuje użycie płatków owsianych, mąki razowej, otrębów i zarodków. 
Ale już z pełną świadomością możemy obawiać się tłuszczów palmowych, syropu g-f. Poza tym dużo tu cukrów i subst. słodzących oraz niekoniecznie zdrowych tłuszczy.

Wartości odżywcze:


Wartości odżywcze
W 100 g
W 1 CIASTKU (16 G)
Wartość energetyczna:
                                               478 kcal
77 kcal
Białko
6,7 g
1,1 g
Węglowodany:
- w tym cukry
62 g
31 g
9,9 g
5 g
Tłuszcz:
- w tym kwasy tłuszczowe nasycone
22 g
11 g
3,5 g
1,8 g


Wygląd:


Ciasteczko okrągłe na kruchym ciemnym spodzie. Wykończone efektowną falbanką. Na górze nierówna, aczkolwiek przyjemna w wyglądzie mleczna czekolada, w raczej ciemnej barwie. Pod nią ukryty jest gęsty karmel w typowym dla tego produktu kolorze.

Zapach: 


Ciastka mają maślany zapach, odrobinę wyczuwalna nuta orzechowego aromatu. W dodatku mocno wyczuwalny zapach czekolady.
Produkt pachnie bardzo delikatnie i powiedziałabym, że zapach nie jest tu kwestią dominującą.

Smak:

Kruchy spód, mocno wyczuwalna obecność "grubszego przedziału". Bardzo kruche ale niejednolite w swojej strukturze, pewnie to duża zasługa płatków owsianych. Jednocześnie dość mocno zbite, więc bez obaw, można śmiało transportować w torebce :)  Spód nie jest słodki, wyczuwalna lekko słona nutka. 
Karmel bardzo słodki, klejący W smaku naprawdę wyborny.
Czekolada mleczna, słodka, dobrej jakości. Raczej o zbitej i twardej strukturze.

Podsumowując: 

Bardzo dobre ciasteczka, idealne do herbaty. Są połączeniem dwóch ostatnio moich ulubionych smaków: słodkiego i słonego. I choć ja fanką karmelu jako tako nie jestem te ciacha przypadły mi do gustu.

Plusy:

- dostępne w 2 wariantach opakowań
- pyszne w smaku
- cenowo wychodzą bardzo przyzwoicie


Minusy:
- mimo iż produkt wydawałby się "zdrowy" poprzez swą "zbożowość", to zawiera wiele nieciekawych składników

Inne wersje:

Karmelio od Krakusków to nie tylko ciasteczka.
Dostępne są też paluszki z karmelem w czekoladzie mlecznej. 
Chętnie ich spróbuję. 

Karmelio zbożowe z karmelem i czekoladą mleczną, Krakuski
Ocena: 4,5/6
Kaloryczność:
478 kcal/100g
77 kcal/1 ciastko(16 g)
Kupione w: OdiDo
Cena: 1,40 zł

Czy kupię ten produkt ponownie? 
Tak

21 kwietnia 2015

Baton z piersi kurczaka z żurawiną i pistacjami - dietetyczny, zdrowy.

Dziś przedstawiam Wam propozycję na stół imprezowy.
Choć z powodzeniem można zrobić go sobie jako alternatywę nie do końca sprawdzonej wędlinki. Będzie zdrowiej i dietetyczniej. A na pewno pewnie :P
Możecie też wykorzystać ten przepis jako dodatek mięsny do kaszy, czy ryżu - tak jak to praktykuje mój brat.

Baton jest pyszny, delikatny idealnie doprawiony. Lekko słodki dzięki żurawinie i posiada fantastyczny posmak dzięki obecności pistacji.
Naprawdę wspaniały.
Nie ma się czego obawiać (tak jak moja mama), że jeśli nie jest pieczony/smażony tylko gotowany to będzie mdły. Absolutnie nie jest.

A dla tych którzy ne lubią mięs na słodko. Niebawem wrzucę alternatywę w równie smacznej wersji (zdania są podzielone więc zależy co kto lubi)

Przepis z lekkimi modyfikacjami zaczerpnęłam z bloga Smak Zdrowia



Baton z piersi kurczaka z żurawiną i pistacjami



  • 1 kg przemielonej piersi z kurczaka (albo indyka)
  • 2 jajka
  • 50 g pistacji 
  • 50 g żurawiny
  • sól, pieprz, zioła prowansalskie, przyprawa do kurczaka, maggi w płynie

  1. Pistacje obieramy z łupinek, siekamy na średniej grubości kawałki (jeden orzeszek na 3 części)
  2. Mieszamy pistację wraz z żurawiną.
  3. Mięso mieszamy w misce wraz z rozkłóconymi jajkami i przyprawami. 
  4. Dodajemy żurawinę z pistacjami i znów mieszamy. 
  5. Z folii spożywczej wycinamy arkusz o dł. ok.50 cm. Rozkładamy go i na środku wzdłuż nakładamy masę mięsną. Tworząc wałek (należy odstąpić od brzegów ok 5 cm). 
  6. Masę nakrywamy folią i rolujemy brzegi. Następnie łapiemy za dwa końce i i okręcamy roladą jak skakanką:) Wiążemy końce. 
  7. W dużym garnku (ja zastosowałam brytfannę, a jeśli nie macie odpowiednio dużego garnka podzielcie masę na 2 części) zagotować wodę. Na wrzątek wrzucić roladę. Gotować przez ok. 45 minut - po kilkunastu minutach ponakłuwać folię by wyleciały szumowinki. Rolada się ściśnie więc nie martwcie się, że się rozleci. 
 

19 kwietnia 2015

Vichy, PURETÉ THERMALE - Upiększający olejek do demakijażu - recenzja produktu

Zgodnie z obietnicą rozpoczynam nowy cykl testów kosmetycznych. 

Będzie szczerze. Krótko i bez zbędnych farmazonów.

Dlaczego?

Ponieważ jestem kobietą, kocham kosmetyki, ale nade wszystko cenię sobie ich działanie. A także stosunek ceny do jakości. Nie znam się na składzie. Nie jestem chemikiem mimo profilu, który wybrałam w liceum, a który na nic mi się w życiu nie przydał :)


Hir łi goł :)




Vichy

PURETÉ THERMALE


Upiększający olejek do demakijażu



Co o kosmetyku piszą na stronie producenta?


PURETÉ THERMALE Upiększający olejek micelarny do demakijażu 
Oczyszcza skórę i usuwa nawet wodoodporny makijaż twarzy i oczu. Pozostawia skórę upiększoną, nawilżoną, bardziej miękką i gładszą.
Olejek łączy w sobie skuteczność i delikatność technologii micelarnej z odżywczym działaniem olejku z kamelii dla efektu upiększonej skóry.


Moja opinia:

Olejek umieszczony jest  w plastikowej buteleczce z dozownikiem do wyciskania o pojemności 125 ml.
Poręcznie trzyma się w dłoni.
Buteleczka w bardzo ładnym morskim kolorze wykonana z półprzezroczystego tworzywa.
Posiada wygodny aplikator, który łatwo się naciska.

Olejek posiada bardzo lekką konsystencję, pomimo tego, że jednak to olejek więc ze swej natury jest tłusty.
Posiada bardzo przyjemny aczkolwiek delikatny zapach.
Jest przezroczysty



Sposób użycia:
Na dłonie wyciska się trzy dozy (krople) olejku. Okazuje się jednak, że to naprawdę duża porcja. Trzeba więc szybko rozsmarować olejek na dłoniach, żeby nam z dłoni nie spłynął.
Następnie kolistymi ruchami rozprowadzamy olejek na twarzy.
Tak jak wcześniej wspomniałam olejek jest tłusty ale jednocześnie lekki i nie obciążający skóry.
Następnie stosujemy pewien trik: na dłonie nakładamy kilka kropel wody i rozprowadzamy zwilżonymi dłońmi w podobny sposób jak poprzednio.
Olejek zamienia się w lekkiej konsystencji krem, ale jest wciąż lekki w swojej strukturze nie nie obciąża skóry. Działa podobnie jak delikatne mydełko. Spodziewałam się produktu o kremowej dość zbitej konsystencji, mile się jednak rozczarowałam.

Producent zapewnia, że kosmetyk świetnie radzi sobie nawet z wodoodpornymi kosmetykami. Jednak po raz pierwszy użyłam go do zmycia pełnego makijażu i przyznam szczerze, że poradził sobie z podkładem, z pudrem, cieniami do powiek i brwi, ale niestety tuszu nie zmył. Gdybym jednak użyła go bardziej intensywnie pewnie miałby lepszy efekt, jednak nie chciałam zbyt mocno wcierać go w okolicę oczu. Dodatkowo więc wykonałam demakijaż oczu. Kolejnym razem użyłam go po kąpieli na uprzednio wykonany lekki demakijaż i wtedy sprawdził się rewelacyjnie. Aczkolwiek gdy preparat dostał się do oka, trochę piekło i spojówka wyraźnie zaczerwieniła się na około 30 minut.

Cera po użyciu kosmetyku stała się gładka, delikatna i przyjemna w dotyku.

Produkt zauważyłam, że jest bardzo wydajny. 


PLUSY

- konsystencja i dwufazowość działania
- przyjemny zapach
- ładne opakowanie

MINUSY:
- nie radzi sobie jako jedyny produkt do demakijażu
- cena jak na taką małą buteleczkę dość wysoka
Kupione w: prezent od producenta
Cena: na stronach internetowych od ok. 40,00 do 60,00 zł
Czy kupię ten produkt ponownie: Nie wiem



Jest to jeden z moich ulubionych kosmetyków do pielęgnacji. 

Mam nadzieję, że już go znacie. 
Tu znajdziecie wszelkie informacje, jakie dotyczą tego produktu: VICHY - Upiekszający olejek micelarny do demakijażu

16 kwietnia 2015

Malownicze. Tajemnica bzów, Magdalena Kordel - recenzja książki

Malownicze to seria książek Magdaleny Kordel do której należą:

  • Malownicze. Wymarzony dom. (luty 2014),
  • Malownicze. Wymarzony czas. (czerwiec 2014)
  • Malownicze. Tajemnica bzów. (maj 2015)

Przyznam się Wam, że nie znałam wcześniej autorki. Nie wiedziałam też, że książka, którą wzięłam do ręki jest trzecią z kolei, której akcja odbywa się w miasteczku Malownicze. 
Obawiałam się mocno, tego że nie będę w stanie zrozumieć o czym ona jest, że odczuję braki w historii bohaterów. 
Nie wiem jak się mają do tego pierwsze dwie części, ale ja czytając "Tajemnicę bzów" w pełni się odnalazłam. 
Polecam, bo moje obawy były bezpodstawne.

Powieść można czytać jako odrębną pozycję i nie wymaga znajomości poprzednich części.


Malownicze. Tajemnica bzów., Magdalena Kordel
Wydawnictwo Znak, Kraków 2015


O książce:

Powieść zaklęta w opowieści. 
"Malownicze. Tajemnica Bzów" to trzecia nawiązująca do serii Malownicze powieść. Pomimo, że jest ona częścią cyklu, spokojnie można traktować ją jako samodzielną i odrębną pozycję. 
Książka podzielona jest na 38 rozdziałów (nienumerowanych) w których czasy współczesne przeplatają się z okresem od I Wojny Światowej poprzez międzywojnie aż do czasów Powstania Warszawskiego
Postacią stałą dla wszystkich części cyklu jest Magda. Matka adoptowanych dzieci, mieszkanka Malowniczego. Pewnie o jej osobie można powiedzieć więcej, ale mogliby zrobić to ci, którzy poznali poprzednie części, gdyż tam opisywane są losy tej młodej kobiety. 
Magda w powieści "Tajemnica bzów" jest tylko powierniczką, wiernym słuchaczem opowieści Leontyny.
Powieść ma kompozycję klamrową. Na początku przedstawiona niejasno jest postać mężczyzny, który przeglądając oferty wypoczynkowe trafia na zdjęcie kobiety. Postać ta, tak mocno go intryguje, że postanawia wyruszyć do Malowniczego by odszukać kobietę. Na tym autorka poprzestaje, ukazując od czasu do czasu postać mężczyzny jako obserwatora. Zakończenie książki t wyjaśnienie zagadki tajemniczego mężczyzny.
W kolejnym rozdziale poznajemy Magdę, młodą kobietę, adopcyjną matkę, właścicielkę księgarni, która sąsiaduje z antykwariatem starszej kobiety Leontyny o wdzięcznej nazwie "Kuferek". 
Choć Leontynę i Magdę dzieli przepaść wiekowa, to jednak kobiety są sobie bliskie, łączy je przyjaźń i osobowość. Leontyna opowiada Magdzie historię swojego życia. Kolejne rozdziały to fabularne dzieje rodziny Majewskich oraz współczesne migawki ze spotkań tych dwóch kobiet. 
Wraz z opowieścią przenosimy się najpierw do roku 1914, gdzie w atmosferze skandalu i mezaliansu rodzina Majewskich opuszcza rodzinną posiadłość. Synowie Staszek (ojciec Leontyny) i jego brat Władysław znajdują schronienie w leśniczówce Konstantego Kota i jego żony Aliny. 
Kolejno odkrywamy historię Staszka, który żeni się z córką leśniczego. 
Poznajemy losy jego szwagierki Agnieszki, która zachodzi w przypadkową ciążę z Żydem Szawłem. Historia jest o tyle ciekawa, że Szaweł porzuca matkę swojego dziecka, a Agnieszka w brutalnych okolicznościach traci ciążę. Postanawia zemścić się na całym żydowskim narodzie. Dokonuje strasznego czynu, jakiego? Nie zdradzę, ale przyznam, że ciarki przeszły mi po skórze. 
Lata przedwojenne i czasy II Wojny Światowej to dzieje młodej Leontyny, która każe nazywać się Zosią. Imię Zosia idealnie pasuje do rezolutnej dziewczynki. Leontyna natomiast, to poważna dama. Leontyna/Zosia to postać niezwykle barwna. Dziewczyna o ułańskiej fantazji i łobuzerskim stylu. Zosi nie da się nie lubić. Ba, Zosi nie da się nie kochać, dlatego wszyscy kawalerowie starają się o jej względy, począwszy od wysoko sytuowanych oficerów aż do łobuzerskich kumpli z klasy. 
Zosia zakochuje się z wzajemnością w rikszarzu Staszku, którego bliżej poznajemy jako Bronka (bo taki też pseudonim przybiera podczas działań wojennych). Zosia (a także jej siostra Ania) wraz ze Staszkiem/Bronkiem angażuje się w działalność wojenną i konspiracyjną. Zostaje łączniczką i realizuje swoje marzenia o wolności. Niestety wojna jest brutalna i zbiera żniwo. Zosia najpierw traci ukochanego a potem matkę. Te doświadczenia sprawiają, że beztroska i szalona Zosia staje się Leontyną - wyważoną i poważną młodą kobietą, która składa przyrzeczenie, że odtąd nikogo nie pokocha i przez życie będzie kroczyć samotnie.
Czasy współczesne - w miasteczku pojawia się tajemniczy mężczyzna. Kim jest? I dlaczego tak zależy mu by poznać Leontynę? Jaką rolę odegrał w jej życiu? 
Zachęcam do poznania tej tajemnicy, bo jest ona równie nieprawdopodobna, co szokująca. 

O autorze: 


Magdalena Kordel - urodzona w 1978 roku, żona, matka i autorka. Debiutowała powieścią "48 tygodni" wydaną w 2005 roku. W swoim dorobku ma kilka dobrych powieści. Pisanie jest dla niej niejako terapią i odbiciem od trudnego dzieciństwa, straty bliskich i przedwczesnego macierzyństwa. Autorka jest osobą ciepłą i kocha naturę, przyrodę i zwierzaki. A najbardziej cenię to, że swój czas poświęca młodym twórcom i pomaga im za pomocą swojego bloga wydawać własne zbiory opowiadań. 








Dla kogo?

Powieść, którą przeczytać może każdy. Obstawiam jednak, że przypadnie ona do gustu zwłaszcza kobietom, bo snuta jest niczym bawełniana nić. Odnajdą się w niej również, Ci dla których wojna to interesujący temat. 

Okładka:

Tło okładki stanowią ulice Lwowa ubrane w kolor beżu i brązu. Na pierwszym planie uciekająca kobieta. Ciężko określić, czy należy ona do współczesności czy jest bohaterką lat wojennych. Ubrana w liliową sukienkę. Czcionka piękna, przyciągająca wzrok w fioletowym intensywnym kolorze. 


Podsumowując:

Powieść, którą początkowo czyta się ciężko. Natłok bohaterów, przeskoki w fabule. Wraz z kolejnymi kartami wszystko staje się jasne. Bohaterowie nie są tylko naszkicowanymi postaciami, ale przybierają bardzo ludzkie i bliskie czytelnikowi sylwetki. 
Niestety jednak powieść nie zachwyciła mnie bez reszty. Moim zdaniem nie posiada tego pierwiastka, który sprawia, że nie można się oderwać od kartek. Nawet złapałam się kilka razy na tym, że pomimo ciągłego posiadania książki przy sobie odwlekałam moment by ją czytać. 
Powieść, która ma fajną oprawę, a jednak w treści dostrzegam jakąś pustkę. 

Motywy:

cierpienie (Agnieszka, Leontyna/Zosia, Ania, Aleksandra (matka Stanisława)), dom i rodzina (państwo Majewscy, państwo Kot, rodzina Leontyny/Zosi, rodzina Magdy), dziecko (Leontyna/Zosia), kat (Niemcy), kobieta (Magda, Leontyna/Zosia, Aleksandra, Aniela, Agnieszka), mężczyzna (Stanisław, Władysław, Ignacy, Konstanty, Szaweł, Robert, Staszek/Bronek/Otto) matka (Magda, Agnieszka, Aniela, Aleksandra, Mara), ojciec (Stanisław, Ignacy) córka (Leontyna/Zosia, Agnieszka), syn (Władysław, Staszek) praca (antykwariusz/-ka (Stanisław, Leontyna/Zosia), leśniczy (Konstanty), oficer (Stanisław, Robert, Olek), księgarka (Magda), zdrada (Władysław zdradza Elizę z pokojówką), zemsta (Agnieszka), depresja (Agnieszka), emigracja (Stanisław), przemiana (Agnieszka, Leontyna/Zofia), samotność (Leontyna), szaleństwo (Agnieszka), śmierć (Żydzi, ofiary wojny, Wojtek (narzeczony Ani), Bronek, Marianna) rodzeństwo (Władek i  Stanisław, Ania i Zosia, Jarek i Waldek), milczenie (Staszek/Bronek/Otto, Agnieszka) bunt (Zosia) maska (Leontyna/Zosia, Staszek/Bronek/Otto)


Po przeczytaniu książki zyskałam 2.5 cm do akcji "Przeczytam tyle, ile mam wzrostu"
Pozostało mi jeszcze: 149,18 cm


Moja ocena: 6/10
Średnia ocena z lubimyczytac.pl: 8,510


Czy przeczytałabym tę książkę ponownie? Nie

12 kwietnia 2015

Błyskawiczna metamorfoza z CIN&CIN i Perfumerie Douglas

Obiecałam coś z kategorii Uroda. Ale dziś zamiast recenzji kosmetyków (obiecuję, że już jestem na finiszu z pierwszym produktem), mam dla was metamorfozę.

Wczoraj, wzięłam udział w metamorfozie programu Beauty Street, która miała miejsce w Galerii Echo w Kielcach.



Za metamorfozę dziękuję przede wszystkim sponsorom: Perfumerii Douglas w Kielcach oraz producentowi wyrobów alkoholowych CIN&CIN.

Metamorfoza się udała. Byłam zachwycona makijażem, który wykonany był w całości produktami marki Clinique. Fryzura wykonana w ekspresowym tempie, a efekt zadowalający :) Na koniec sesja, w wykonaniu bardzo miłego fotografa.








Na koniec miłe upominki :


1 kwietnia 2015

Kwietniowa czerownica nadciąga :)

Kwiecień plecień i tak to chyba będzie wyglądać.
Ja nad tym mocno ubolewam, bo w zeszłym tygodniu zapowiadało się, że święta mogą być piękne pogodowo. Tymczasem śnieg, deszcz, burze, grady i wszechobecna ciapa.




Wygląda na to, że taki już urok początków miesiąca, że witają nas niezbyt pochlebnie.

Czemu taki tytuł posta?
Kiedyś, jeszcze na studiach czytałam wspaniałą książkę norweskiej pisarki Majgull Axelsson pod takim tytułem. Jest to jedna z książek, która mnie mocno urzekła i zapadła w pamięć. Dlatego Wam ją polecam (jeśli szczególnie kochacie, tak jak ja prozę skandynawską)



Robię podsumowanie:


Aktualnie jestem chora, dziś wzięłam w pracy wolne i jak szalona z zielonym katarem pognałam na bazar. Ale kupiłam w końcu kurtkę (skórzany płaszczyk) choć 2 dni poprzednie spędziłam w galerii na poszukiwaniach. Wniosek mam tylko jeden: ceny w sklepach nie różnią się zbytnio od tych targowych, co mnie trochę szokuje (jeśli chodzi o kurtkę) Jutro ostatni dzień i przerwa świąteczna.



Jakoś święta mnie nie cieszą, może jedynie pocieszające jest to, że niebawem zjem sernik pod kokosową pierzynką i to w dwóch wykonaniach. Mojej mamy i teściowej. Mamy klasyczny na odchudzonym serku, teściowej wzbogacony rodzynkami na twarogu prosto od krowy.

 Książkowo stoję tak z wyzwaniami (seledynowy kolor to uzupełnienie z marca)



Przeczytam tyle ile mam wzrostu:
Stan na koniec lutego:
158,64 cm pozostało do przeczytania

Doczytałam teraz:




Obietnica Łucji - Doroty Gąsiorowskiej (2,68 cm)
W cieniu - A.S.A. Harrison (2,2 cm)
Pierwszy łyk piwa i inne drobne przyjemności - Philippe Delerm (0,53 cm) /recenzja wkrótce/
Jesteś na to zbyt młoda - Luiza Dobrzyńska (1,55 cm) - recenzja wkrótce

Razem za marzec: 6,96 cm
Pozostało do przeczytania: 151,68

Obecnie dostałam do recenzji kilka książek, a jestem w trakcie czytania:

Książka ta należy do cyklu Malownicze, a to jest 3 tom, w związku z tym obawiam się, że będzie mi ciężko się wdrożyć, a na przeczytanie poprzednich dwóch nie mam czasu.

Chciałam jeszcze powiedzieć, że od nowego miesiąca ruszam też z recenzjami kosmetyków. Nie jestem wybitną znawczynią, ale malować się uwielbiam, kosmetyki lubię, nowinki kosmetyczne też. A, że kilka blogerek mnie namówiło, to powiedziałam sobie "czemu nie spróbować". Zachęcona zostałam dzięki współpracy z marką Venus oraz przy współpracy blogowej z portalem FaceAndLook. 
Ale o tym napiszę w swoim czasie.
Na razie jestem w fazie "testowej", czuję się przy tym jak króliś doświadczalny :)

Co planuję na święta?
W tym roku nie będziemy tak szaleć jak w ubiegłym. Będzie skromniej, bo będziemy tylko sami domowi, czyli nasza piątka (plus mój narzeczony i chłopak siostry) dodatkowo dwie babcie i spodziewamy się wizyty cioci i wujka. Czyli bez przepychu, choć wyjdzie jak zawsze, tym bardziej, że w Poniedziałek Wielkanocny i ja i siostra ruszamy do teściów.

Co roku też dzielimy się z teściową naszymi potrawami, tak, że prócz swoich mam jeszcze wałówkę od niej.

Ciasta:
- Sernik
- Tasiemiec (znany Wam zapewne jako metrowiec)
- Placek z roladkami
- Torcik owocowy

(babkę, makowca i szarlotkę na pewno przywiozę od teściowej, sąsiadka ma mi przynieść mazurkowe babeczki)

Dania główne:
- Barszcz czerwony z uszkami (Uszka już zrobione w sobotę, czekają w zamrażalce)
- Flaki wołowe z mięsem z kurczaka
- Pieczone części kurczaka (udka i podudzia) z ryżem jaśminowym

Sałatki:
- Na słodko (kurczak, seler konserwowy, anasas, rodzynki)
- Makaronowa z kurczakiem
- Grecka
- Jajeczno-pieczarkowa (o ile się na nią zdecyduję)

Przystawki (tu dość sporo, choć jak już mówiłam będzie po trochu wszystkiego, bo połowę porozwożę po teściach i zapakuję cioci i wujkowi "na wynos")
- Jajka faszerowane
~ wiosenne (z ogórkiem i rzodkiewką)
~ pieczarkami
- Galareta (tym razem spróbuję zrobić ją w wydmuszkach)
- Śliwki owijane boczkiem
- Schab ze śliwką
- Boczek pieczony / Boczek wędzony od teścia (już przebywa w lodówce w najmroźniejszej komorze)
- Filet z indyka w marynacie jogurtowo-czosnkowej
- Polędwica a'la Wellington (z przepisu od Ewy Wachowicz)
- Pieczeń rzymska i pieczeń grecka

Jak teraz patrzę na tą listę to myślę, że sporo tego. Ale z racji tego, że nie mamy zbyt wiele czasu na przygotowywanie (plus babcie ze złamaną nogą na głowie /boże jak to zabrzmiało/) postawiliśmy na prostotę i raczej szybką kuchnię (stąd udka, które są u mnie w rodzinie uważane za mało "świąteczne", ale jak mus to mus)

A na śniadanie wielkanocne tradycyjnie:
- Żur (zakwas żytni w tym roku przyniosła mi sąsiadka od swojej bratowej, bo ja nie miałam czasu ukisić)
- Jajka farbowane
- Kiełbasa domowa (uwędzona w sobotę przez mojego P i tatę)
- Biała kiełbasa

Żałuję, że nie umiem piec chleba. Bo fajnie byłoby mieć "swój". Ale w niedzielę na Jarmarku Wielkanocnym kupiłam chleb z Litwy z bakaliami (mój ulubiony)  i też włożyłam go do zamrażalnika.

Fotkowo:

 Widok z okna przedszkola (w oknie motyle, a za oknem śnieg:/)



Prezenty i podarki:

















Impreza w domku myśliwskim (jedyne zdjęcie nadające się do publikacji:P)





Wiosna przyszła








Nasze Marzanny...

... i ich zgliszcza






Z wizytą w Ojcowskim Parku Narodowym