28 lutego 2015

Placki o smaku wędzonego łososia, Smart Food - recenzja produktu

Kiedy koleżanka oświadczyła mi, że przechodzi na dietę z proszkowych produktów Rossmana, mocno ją wyśmiałam. Dieta to zdrowe żywienie i zwracanie uwagi, na to co się je. Nie ma mowy o tym by świeże i naturalne produkty zastępować proszkiem.
Taka była moja opinia. Wczoraj kupiłam omlet z proszku w Rossmanie.
Chcecie wiedzieć czy zmieniłam zdanie?


Placki o smaku wędzonego łososia, Smart Food

Jak już wcześniej wspomniałam, wczoraj zaciekawił mnie ten produkt na półce w drogerii Rossman. Wczesniej omijałam tę półkę szeroki łukiem, bo i po co kupować przetworzone jedzenie. Produkt wysokobiałkowy? Byłam ciekawa opinii i już po dotarciu do domu zabrałam się za robienie śniadania.

Ze strony producenta:

Wysokobiałkowy suplement diety wspomagający redukcję tkanki tłuszczowej. Smaczne placki o delikatnym smaku wędzonego łososia. Doskonałe źródło cennych aminokwasów. Idealne o każdej porze dnia.

Produkt według informacji producenta dostępny jest na rynku od jesieni. Można go kupić wyłącznie w Rossmanie bądź w sklepie internetowym producenta (tu i tu cena jest jednakowa 5,99 zł)


Opakowanie:



Produkt zapakowany w papierową saszetkę.
Na stronie głównej zamieszczono logo producenta, nazwę produktu, wyszczególniono 2 podstawowe zalety: niskokaloryczność i wysokobiałkowość produktu.Oraz zapewnienie o łatwości przygotowania i źródle aminokwasów. Dodatkowo umieszczono wskaźnik GDA dla porcji oraz 100 g produktu. A także datę przydatności do spożycia. 
Rewers opakowania zawiera ponownie nazwę produktu, informację o produkcie (cytowaną wyżej przeze mnie) oraz sposób przygotowania z informację, że należy go przygotować dokładnie wg. przepisu, Oraz tabelę wartości odżywczych, profil aminokwasowy, gramaturą, skład, informacje o stosowaniu diety przez różne osoby (sportowców, osoby starsze, kobiety w ciąży), informacje o producencie.

Skład:
Białka mleka; sucha masa jajeczna (zawiera całe jaja i białka jaj); mąka pszenna (zawiera gluten); aromat (zawiera mleko i olej z ryby); środki spulchniające: węglan sodowy, fosforan dwuwapniowy, siarczan wapnia; błonnik; sól; wodorotlenek potasu; pomidory w proszku, barwniki: beta-karoten, karmel; środek przeciwzbrylający: dwutlenek krzemu; czosnek; suszony koperek. 

I tak analizujemy co jest czym, lista długa, o wiele dłuższa niż samo przygotowanie posiłku (tego z proszku lub własnego domowego):
Produkt posiada sporo alergenów, więc nie jest dla wszystkich. A dodatkowo jeszcze może zawierać śladowe ilości soi, selera i siarczanów.

Początek listy zapowiada się nieźle, tylko co kryje się po pozostałymi nazwami?
węglan sodowy - niekorzystny dla zdrowia, powoduje problemy żołądkowe i reakcje alergiczne skórne
fosforan dwuwapniowy - wpływa znacząco na uwodnienie białek, stąd wysoki poziom białka w produkcie, składnik często dodawany do odżywek i suplementów a także do karm zwierzęcych. 
siarczan wapnia - substancja bezpieczna, ale w nadmiarze może powodować zaparcia
wodorotlenek potasu - zwany też żrącym potasem (E525) ma niekorzystny wpływ na zdrowie, ale tylko w kontakcie ze skórą, w produktach spożywczych jest uznawany za bezpieczny
beta-karoten - barwnik pozyskiwany z prod. spożywczych (gł. roślin), bezpieczny
karmel - nieszkodliwy o ile nie ma ktoś na niego reakcji alergicznych
dwutlenek krzemu - tzw. krzemionka, pożądany składnik i pozytywnie wpływający na zdrowie

 Wartości odżywcze:

Produkt niskokaloryczny, spokojnie może być stosowany jako śniadanie dla osób będących na diecie redukcyjnej.

Wygląd:

Proszek: bardzo miałki i sypki w postaci drobniutkiego pyłu - podczas otwierania opakowania łatwo go wysypać. Ma biały kolor.
Preparat rozrobiony z wodą: nabiera brązowej barwy, ulega zgęstnieniu - początkowo o średniej gęstości, po odczekanych zalecanych 5 minutach jest bardzo gęsty. Łatwo przekłada się go na patelnię, ale trzeba skrobiać miskę, by nie pozostało zbyt dużo gęstego produktu.
Produkt końcowy: Placek brązowy (w zależności od długości wypieczenia) o zwartej strukturze. Trochę kapciowaty, bez problemu można go przełożyć na patelni i przenieść na talerz.

Zapach:


Proszek: produkt bezwonny
Preparat rozrobiony z wodą: posiada lekki nie drażniący zapach, trochę przypominający zupy znane z torebek do przyrządzania na wodzie, przypomniał mi czasy studenckie i zupy fasolowe, tudzież grochowe, którymi zaprawiałam gotowane w bulionie warzywa.
Produkt końcowy: Łososiem pachnie odrobinkę, w zasadzie gdybym nie wiedziała, że to zapach łososia to nie wiem czy sama bym na to wpadła.

Smak:


Smak placka jest typowo omletowaty (jeśli sami robicie omlety z dodatkiem mąki to na pewno wiecie jak smakuje taki placek), nutka łososia leciutko wyczuwalna. W zasadzie w smaku przypomina trochę omlety, które na śniadanie przyrządza mój brat, ale tak naprawdę ani trochę się do niego nie umywa. Przeszkadza mi to, że jest gumulasty i ciężko się go kroi. Polałam go sosem żurawinowo-śliwkowym i ostrym ketchupem i był zjadliwy. Nie ma co się długo nad nim roztlkiwiać. Da się zjeść, szału nie robi, głowy nie urywa. Producent zaleca doprawić "po swojemu" jednak ja nie chciałam zdominować naturalnego smaku i dosypałam tylko odrobinę chilli.

Podsumowując:



Mała saszetka w dużej cenie. Nie każdy może sobie pozwolić na białkowe śniadanie średniej porcji za 6 zł (toż to 10 jajek). W smaku nie zachwyca, przyrządza się go szybko, ale trzeba odczekać 5 minut na zagęszczenie + czas smażenia ok 6 minut. Czyli całość przygotowanego śniadania zajmie nam z 15 minut. Spokojnie zrobimy w tym czasie własny omlet, lub placek.



Plusy:
- fajny produkt dla kulinarnych antytalentów
- duża zawartość białka

Minusy:
- kapciowaty w konsystencji
- wysoka cena
- smak przeciętny

Placki o smaku wędzonego łososia, Smart Food
Ocena: 3,5/6
Kaloryczność:
354 kcal/100 g
113 kcal/1 porcja
Kupione w: Rossman
Cena: 5,99 zł

Czy kupię ten produkt ponownie? 
Raczej nie, chyba, że wyjdą nowe smaki

24 lutego 2015

Lekka zupa brukselkowa (120 kcal/porcja)

Lekka zupa brukselkowa




Składniki na 2 porcje:




  • 100 g brukselki
  • 50 g marchewki
  • 60 g selera
  • 15 g cebuli
  • 2 łyżki posiekanego koperku
  • 200 g ziemniaków
  • sól, pieprz, kostka rosołowa
  1. Zagotować bulion w dowolnej ilości wody (ja wolę gęstszą zupę, więc daję ok. 3 szkl., można dać więcej i mieć pod ręką przegotowaną wodę do uzupełniania) wrzucić pokrojone w kostkę ziemniaki i seler, marchewkę pokrojoną w plasterki i posiekaną cebulę. Gotować ok. 15 min.
  2.  Brukselkę pokroić w ćwiartki (jeśli jest malutka to na pół), dodać do zupy gotować jeszcze 10-15 min.
  3. Doprawić koperkiem, solą i pieprzem

Wielki Post 2015

21 lutego 2015

Zdążyć przed zmrokiem, Tana French - recenzja książki

Zdecydowanie się rozwijam.
Kiedyś wspominałam o tym, jak pewien kryminał zraził mnie na długo do tego gatunku.
Nie czytałam żadnego od czasu studiów, czyli ładnych już 5 lat.

Postanowiłam dać szansę jeszcze temu gatunkowi. Bo każdy zasługuje na jakąś szansę. Nie chciałam wybierać nic z klasyki. Chciałam żeby urzekło mnie:
- tytułem
- okładką
- notą wydawniczą


Zdążyć przed zmrokiem - Tana French

Ogólnie o książce:

Powieść wydana po raz pierwszy w styczniu 2007 roku w Irlandii pod oryginalnym tytułem "In the Woods". Na polskim rynku wydawniczym pojawiła się dzięki wydawnictwu Albatros w 2009 roku.
Debiut Tany French zyskał uznanie wśród krytyków, a sama powieść zdobyła wiele nagród, wśród których można wymienić nagrody za najlepszy debiut Edgar Award, Barry Award, Macavity Award, Anthony Award.
Powieść wydano w ponad 20 państwach świata.
Książka należy do gatunku Thriller/Sensacja/Kryminał

Z okładki:

Literacki debiut irlandzkiej pisarki, który zyskał jej grono zagorzałych wielbicieli. Inteligentny i przemyślany thriller psychologiczny o niesamowitym, zaskakującym zakończeniu.
Na terenie wykopalisk archeologicznych w Knocknaree, nieopodal Dublinu, zostaje znalezione ciało dwunastoletniej Katy Devlin. Prowadzący śledztwo, Rob Ryan oraz Cassie Madox, muszą cofnąć się daleko w przeszłość i zagłębić w skomplikowaną historię rodziny zamordowanej dziewczynki. Co łączy tę zbrodnię z wydarzeniami z 1984 roku? Dla Ryana sprawa ma wymiar osobisty. Dwoje dzieci, które znikły w niewyjaśnionych okolicznościach kilkanaście lat temu, było przyjaciółmi dorosłego już teraz mężczyzny. Sprawy są do siebie łudząco podobne, a dochodzenie przynosi kolejne pytania. Detektyw Ryan musi zmierzyć się nie tylko ze stojącym przed nim zadaniem znalezienia mordercy, ale również z traumatycznymi przeżyciami z dzieciństwa, o których do tej pory wolał milczeć...


O autorze:

Tana French jest nie tylko irlandzką powieściopisarką, ale też aktorką teatralną. Urodziła się w 1973 roku w USA, przez wiele lat wraz z rodziną podróżowała po świecie, ale przynależność czuje jednak jedynie z Irlandią, gdzie mieszka w stolicy od 1990 roku. Jest mężatką, ma córkę.
Jest autorką wydanych w Polsce powieści "Lustrzane odbicie", która to jest drugą częścią cyklu "Zdążyć przed zmrokiem". A także: "Bez śladu" i "Kolonia". W zeszłym roku ukazała się również niewydana w Polsce powieść "Secret Place".

Dla kogo?

Powieść dla wszystkich tych, którzy lubią niewyjaśnione zagadki, napięcie w umiarkowanym stopniu zawiłości. Kryminał, przy którym można się odprężyć i zrelaksować.
Przedział czytelniczy nie obejmuje wieku. Książkę poleciłabym zarówno dorosłym jak i młodszym czytelnikom. I świetnie odnajdzie się w niej każdy, bez względu na płeć.

Okładka:

(Polska okładka - patrz powyżej)Mroczna i odrobinę przerażająca okładka. Na pierwszym planie dziewczynka: brudna, zagubiona i smutna. Trochę nijak odwołuje się to do wydarzeń w powieści (gdzie chodzi o dwunastoletnią dziewczynę, raczej młodą panienkę niż dziecko, w dodatku z "dobrej rodziny"). W tle szopa, która ma w powieści niebagatelne znaczenie.
Okładka odpowiada natomiast gatunkowi. Już patrząc na nią wiemy, że będzie to thriller lub kryminał.
Czcionka prosta, ale idealnie wpasowuje się w koncepcję kryminału i sprawia wrażenie mrocznej (zwłaszcza litera "ć" zdaje się ociekać krwią.
Okładka nie jest jednak aż tak ładna jak bym sobie tego życzyła. Ale też nie można przekreślać książki po okładce.

W obcojęzycznych wydaniach pojawiło się kilkanaście różnych wersji okładek. Większość to po prostu czarna czcionka na białym tle z nieznacznym elementem w tle.

Na uwagę zasługuje koncepcja okładki szwedzkiego wydawnictwa Bonnier - w tle las (w oryginale powieśc nazywa się "W lesie") w trochę nierzeczywistej wizji.

Fabuła i miejsce akcji:

Adam Rayan i Rob Ryan. Co łączy te dwie postacie? Nazwisko? Tak - i to, że to ta sama osoba. Choć Adam Ryan jest chłopcem, który jako jedyny ocalał z trójki dzieciaków, którzy zaginęli w lesie. A Rob Rayan to detektyw, który powraca w rodzinne strony pod zmienionym nazwiskiem by prowadzić śledztwo to ta sama osoba.
Rob Ryan wraz z partnerką Cassie, dostaje sprawę zabójstwa dwunastoletniej Katy Devlin, utalentowanej tancerki i córki miejscowego działacza. Ciało zostaje odnalezione w miasteczku Knocknaree (tym samym, w którym dorastał Rob), na placu gdzie odbywają się wykopaliska archeologiczne. Zwłoki pozostawiono na tajemniczym kamieniu, który dawniej służył za ołtarz ofiarny. Morderstwo dziewczyny podsyła wielowątkowe tropy: zabójstwo na tle seksualnym, politycznym, rodzinnym, kulturowym. Każdy z tych wątków brany jest pod uwagę i każdy analizowany. Dzięki wielowymiarowości śledztwa, książkę czyta się niezwykle szybko i przyjemnie.
W powieści prócz współczesnego wątku morderstwa Katy, przewijają się wątki Adama Rayana i jego zaginionych przyjaciół.
Nie wszystko da się racjonalnie wytłumaczyć i nie każdą sprawę uda się doprowadzić do końca. Mimo tego, bardzo polecam tę powieść, która naprawdę wciąga i uzależnia.

Podsumowując:

Zrażona nieciekawym kryminałem, pomyślałam, że sięgnę po tę powieść i jeśli mi się nie spodoba to wykasuję ją z czytnika. Jednak tak mnie ona wciągnęła, że nie było dnia bym nie zasnęła nie przeczytając choćby jednego rozdziału.
Tym samym bardzo polecam ją nie tylko miłośnikom napięcia i grozy, ale też wszystkim tym, którzy chcą miło spędzić czas nad przyjemną książką.

Motywy występujące w powieści:

bunt (Rosalind Devlin), cierpienie (Rob Ryan, Katy Devlin, Rosalind Devlin, Damien Donelly, państwo Devlin, Alicia Rovan), dom i rodzina (wyprowadzka i zmiana tożsamości Adama Ryana, rodzina Devlin), dziecko (zaginięcie trójki dzieciaków, morderstwo 12-letniej Katy, niedojrzałość Rosalind Devlin), emigracja (ucieczka przed przeszłością Adama "Roba" Ryana), kariera (Katy Ryan, przed którą otwiera się kariera w szkole baletowej, zagrożona kariera Roba Ryana po ujawnieniu prawdy), kat (pan Devlin - tyraniczny ojciec, Damien Donelly, Rosalind Devlin), kobieta (Cassie Maddox - kobieta detektyw, Rosalnd Devlin - nastolatka świadoma swojej kobiecości), konflikt (spór o budowę autostrady, ochłodzenie relacji po kontaktach cielesnych pomiędzy detektywami), maka (Alicja Rovan - utrata córki, pani Devlin) ojciec (pan Devlin), praca (detektywi, archeolodzy, politycy), przemiana (Adam staje się Robem) przyjaźń (Rob i Cassie), samotność (Rob, Cassie), sen (Rob tylko we śnie wraca do wydarzeń z przeszłości), szaleństwo (czyny Rosalind Devlin), śmierć (zabójstwo Katy, niewyjaśnione losy zaginionych dzieci), taniec (Katy Devlin - balet), wina i kara, zazdrość (Rosalind Devlin), choroba (Jess Devlin), kamień, maska (Rob Ryan, Rosalind Devlin), las, religia, rodzeństwo (siostry Devlin + bliźniaczki Devlin), detektywi, policja, śledztwo, archeologia,

Moja ocena: 910
Średnia ocena z lubimyczytac.pl: 6,5/10
Średnia ocena z goodreads.com: 3,7/5

Czy przeczytałabym tę książkę ponownie? Tak



Dodatkowo zyskałam 3,1 cm do akcji "Przeczytam, tyle ile mam wzrostu", co daje mi w tym roku 8,66 cm.
Pozostało jeszcze160,34 cm. 

20 lutego 2015

Bulionetka do duszonego kurczaka, Knorr - recenzja produktu

Seria bulionetek do duszonych mięs marki Knorr wyszła na rynek jesienią ubiegłego roku.
Już wtedy miałam okazję dzięki współpracy z firmą Knorr przetestować dwa spośród kilku dostępnych wariantów.
Recenzja mocno zaległa, ale na szczęście znalazłam chwilę by przedstawić Wam ten produkt.

Na stronie internetowej firmy Knorr znajdziemy informację, że jest to produkt w innowacyjnej formie żelu, o najwyższej jakości bez użycia konserwantów czy barwników. (1)

Bulionetka do duszonych dań Knorr to produkt dla wszystkich uwielbiających dania duszone. Doskonale sprawdzi się w tradycyjnych domowych gulaszach, potrawkach, jest idealna do zrazów, bitek, żeberek i gołąbków. Będzie także doskonałym narzędziem dla wszystkich eksperymentujących w poszukiwaniu nowych smaków oraz lubiących dania kuchni świata, jak chili con carne czy risotto. Bulionetka do duszonych dań wypełni brak „tego czegoś”, co sprawia, że danie smakuje wyjątkowo. (2)

Bulionetka do duszonego kurczaka, Knorr


Opakowanie:


Kartonowe pudełeczko o niestandardowym rozmiarze, zaprojektowane specjalnie dla marki Knorr stanowi otulinkę samego produktu. Pod warstwą opakowania znajduje się sam produkt, czyli dwa plastikowe, przezroczyste kubeczki z żelowym bulionem. Kubeczki przykryte są wieczkiem foliowym z nadrukowanym kurczaczkiem, które niestety bardzo ciężko się otwiera.



Szata graficzna zrealizowana w charakterystycznych dla produktów Knorr kolorach zieleni i żółtego. Strona główna to wierzch pudełeczka, na którym znajdziemy nazwę firmy, nazwę produktu określenie ilości, określenie że jednak bulionetka wystarczy na 400 g mięsa. Informacje o naturalnym pochodzeniu produktu i braku konserwantów, barwników czy glutaminianu sodu. Znajdziemy tu także skrócony znacznik GDA dla 1 porcji i 100 g produktu.



Spód etykiety jest miejscem szczegółowych informacji i tak znajdziemy tam: składniki, tabelę wartości odżywczych, informacje o producencie, numer infolinii, zachęcenie do odwiedzenia strony z inspiracjami kulinarnymi (www.przepisy.pl), informacje o warunkach przechowywania.
Boki pudełeczka to informacje już mniej istotne:sposób użycia (rozpuścić we wrzątku w zależności od stopnia intensywności od 500 do 1000 ml, lub użyć bezpośrednio do dania), znów nazwę produktu, określenie gramatury, data ważności i przepis na duszonego kurczaka z warzywami z patelni. Zachęcam też do skorzystania z innych przepisów z użyciem tego produktu, które znajdziecie TU.


Kartonowe opakowanie nie jest mocno trwałe, ale za to pudełeczko solidnie wykonane a w połączeniu z papierowym opakowaniem sprawuje się wyśmienicie i bez obaw można go transportować z miejsca na miejsce.

Skład:


bulion drobiowy [woda, mięso kurze (0,2%)], sól, tłuszcz palmowy, cukier, ekstrakt drożdżowy, tłuszcz kurzy (2%), marchew (1,4%), aromaty (w tym jęczmień), por (0,9%), substancje żelujące: guma ksantanowa, mączka chleba świętojańskiego, natka pietruszki, czosnek, pieprz, syrop karmelowy, maltodekstryna,, barwnik: karoteny. 
Może zawierać seler

Producent zapewnia o tym, że produkt jest bez konserwantów, sztucznych barwników i glutaminianu. Czy to oznacza, że można mu w 100% ufać i rozkoszować się jego wzbogaconym smakiem bez żadnego ale?
Ależ nie: znajdziemy w nim tłuszcz palmowy, który jest źródłem nasyconych kwasów tłuszczowych, ale jest stosunkowo tani, więc wpychają nam go gdzie się tylko da. W produkcie nie znajdziemy glutaminianu sodu, ale znajdziemy tam jego pochodną czyli ekstrakt drożdżowy - producent mydli nam oczy i podmienia nazwy dla niemal tego samego składnika. Rozumiemy, że dla czytających etykiety i potrafiących rozpoznawać składniki to złudna informacja, ale mydlenie oczu naiwnym konsumentom już nie jest takie fair.

Wartości odżywcze:

Mam tutaj mały problem jak rozczytać wartości: czy podane są one dla 100 g produktu z kubeczka w formie skoncentrowanej czy już po rozcieńczeniu. Chyba będę musiała napisać do producenta w tej sprawie i gdy dowiem się co i jak to zamieszczę tutaj stosowną informację. Tymczasem wklejam tabelę (mam nadzieję, że nadaje się do rozczytania):


Wygląd:



Bulionetka to produkt typowo galaretkowaty, gdy się nim poruszy trzęsie się, a gdy się go przyciśnie palcem szybko się odkształca.
Ma bardzo naturalny kolor średniego brązu z widocznymi kawałkami warzyw (chyba marchewki) i ziół, swój kolor zawdzięcza syropowi karmelowemu i karotenom. Nie jest to typowo wizualnie piękny produkt, ale też nie w takiej formie go spożywamy, więc jest ok.

Zapach:
Mocno intensywny i jaki przyjemny, aaach. Zapach typowego duszonego mięsa, coś pomiędzy pięknym zapachem duszonej wołówki i sosem pieczeniowym z torebki. Zapach chemiczny i "sklepowy" ale naprawdę urzekający.

Smak:

W pierwotnej formie mocno słony i to wszystko, nic więcej nie byłam w stanie wyczuć. Natomiast po dodaniu do potrawy, naprawdę fajnie urozmaicił jej smak. To produkt, który będę używać od czasu do czasu by wzbogacić smak, gdy będę potrzebowała czegoś więcej niż tylko naturalnego aromatu potrawy.

Podsumowując: 

Jeśli gotujesz potrawę z kurczaka i brakuje Ci tego czegoś, co moja mama nazywa żyletką, to zdecydowanie sięgnij po bulionetkę Knorra, dzięki niej powstanie fajna potrawa o bardziej intensywnym i wzbogaconym smaku. Wiadomo, że jeśli ograniczasz użycie "gotowych" przypraw, to ten produkt nie wzbudzi Twojego zainteresowania, ale jeśli np. spodziewasz się wizyty teściowej i nie chcesz wypaść blado, to zdecydowanie polecam :)

Plusy:
- fajnie skoncentrowany smak i aromat w małym pudełeczku
- ciekawy dizajn i forma
- przepiękny aromat
- rewelacyjnie podkreśla smak potrawy

Minusy:
- skład, w którym producent przemyca niechwalebne składniki
- postawa producenta, który zapewnia o tym, że produkt jest 100% naturalny, a jednak wychodzą małe grzeszki
- cena (2,99 za opakowanie, czyli 1,50 za jeden kubeczek to dużo)
- ciężko się otwiera pudełeczko

Pozostałe wersje:

Knorr w swojej ofercie posiada jeszcze Bulionetkę do duszonych mięs i do duszonych warzyw

Produkty są dostępne również w większych opakowaniach 112 g (4 kubeczki) i są o wiele tańsze w przeliczeniu na gramy produktu niż dwukubeczkowe wersje.




Ja zrobiłam na bazie bulionetki pyszną potrawkę z kurczaka




Bulionetka do duszonego kurczaka, Knorr

Ocena: 4/6
Kaloryczność:
5 kcal/100ml
15 kcal/1 porcja (250 ml)
Kupione w: otrzymane w prezencie
Cena: 2,99 zł (Tesco)

Czy kupię ten produkt ponownie? 
Myślę, że tak.

6 lutego 2015

Mocno kolorowa makaronowa sałatka z surimi

Nie przepadam za surimi, ale w tej wersji jest bardzo dobre, bo warzywa w sałatce niwelują intensywny smak krabowych paluszków.
Domownikom zaś bardzo smakowała i nachwalić się nie mogli.
Jeśli więc lubisz surimi, to z czystym sercem polecam Ci tą sałatkę, bo na pewno się w niej rozsmakujesz.



Mocno kolorowa makaronowa sałatka z surimi


Porcja sałatki bez majonezu czy jogurtu:



  • 380 g drobnego makaronu (można dać więcej, lub mniej ja akurat miałam tyle resztek z dwóch rodzajów)
  • 250 g paluszków surimi
  • 6 jajek 
  • 3 długie zielone ogórki
  • 2 czerwone papryki
  • 4 cebule dymki
  • sól, pieprz
  • majonez lub jogurt naturalny (opcjonalnie do wyboru, ja jak zwykle podzieliłam sałatkę i zrobiłam dwie wersje)

  1. Makaron gotujemy al dente, przelewamy zimną wodą, odcedzamy na durszlaku.
  2. Jajka gotujemy na twardo, kroimy w grubszą kostkę.
  3. Do dużej miski przekładamy makaron i jajka. Dodajemu pokrojne w kostkę papryki i ogórki (ze skórką) oraz posiekaną dymkę.
  4. Surimi kroimy w półplastry, tak by każdy kawałek posiadał różową otoczkę.
  5. Doprawiamy i mieszamy z majonezem lub jogurtem.  

1 lutego 2015

Styczeń minął - dziś już luty

Jak zwykle mnóstwo zaległości spowodowanych brakiem czasu :)

Dużo pracy, obowiązków, mało chwil dla siebie.

Wyzwania, które podjęłam (lub próbowałam podjąć) realizuję bądź w jakimś stopniu zrealizowałam.

Wyzwanie czytelnicze:



- wyzwanie czytelnicze pod hasłem "Grunt to okładka" w styczniu upłynęło pod hasłem w dłoniach: i tak wpasowałam się tutaj z książką Natalii A. Bieniek "Uśpione marzenia", gdzie kobieta na okładce trzyma w dłoniach wiązkę lawendy:

- akcja przeczytam tyle ile mam wzrostu:
* Joanna Fabicka - Szalone życie Rudolfa (1,48 cm) / ocena książki: 8/10

* Marek Karpiński - Najstarszy zawód świata (2,08 cm) / ocena książki: 6,5/10

* Natalia A. Bieniek - Uśpione marzenia (2 cm) / ocena książki: 6/10
razem: 5,56 cm
pozostało 163, 44 cm

Wczoraj zaczęłam czytać książkę Tany French "Zdążyć przed zmrokiem", która jest moim pierwszym kryminałem od ładnych już kilku lat, bowiem przed laty zraziłam się do tego gatunku. Teraz przeczytałam już 10% książki i mogę przyznać, że niepotrzebnie ignorowałam ten gatunek.

Wyzwanie kulinarne zrealizowałam w 2 punktach. Po pierwsze słodycze (tutaj zrealizowałam w postaci ciastek piegusków, które robiłam na choinkową imprezę) oraz na staropolskie danie (czyli bigos, jednak zdjęć brak:))



Zrealizowałam też projekt 1,5 litra wody dziennie (z małą przerwą, ale i tak sądzę, że dałam radę wypić 1,5 litra płynów ogółem w te dni)

Niestety nie udało mi się i całkowicie poległam na wyzwaniu "Styczeń bez słodyczy", nawet mogłabym powiedzieć, że w styczniu dopadło mnie słodyczowe szaleństwo. No cóż, nie można sobie w życiu wszystkiego odmawiać, a może uda mi się odmówić sobie słodkości w post.

Wyzwanie brzuszkowe zrealizowałam połowicznie, nie dotrwałam do końca z kilku powodów: po pierwsze zaczęłam robić brzuszki z podłogi i było ok, a po jakimś czasie przeniosłam się na ławeczkę i wtedy zaczął mi doskwierać kręgosłup. Po drugie zdarzyło się, że z powodu pracy musiałam opuścić jeden dzień, a potem już było mi ciężko się zmobilizować. Ale coś tam zrealizowałam, nie można się z tego powodu załamywać.


1000 minut ćwiczeń w styczniu - zupełnie niezrealizowane (kurcze, żebym ja miała te 1000 minut na choćby odpoczynek to byłoby dobrze)

Skakanką po Bieszczadach: zrealizowałam program podstawowy i 1/2 bonusu, w tym miesiącu też zamierzam kontynuować skakankowe wyzwanie




Co jeszcze działo się w styczniu?

- odwiedziny moich kochanych siostrzenic stryjecznych
- choinka u przedszkolaków:
- graficzne realizacje:
i inne:













Projekty do zrealizowania na luty:

U Klary:
- skakanką po Tatrach

- FitFoto wyzwanie:



KONKURSY: