1 kwietnia 2015

Kwietniowa czerownica nadciąga :)

Kwiecień plecień i tak to chyba będzie wyglądać.
Ja nad tym mocno ubolewam, bo w zeszłym tygodniu zapowiadało się, że święta mogą być piękne pogodowo. Tymczasem śnieg, deszcz, burze, grady i wszechobecna ciapa.




Wygląda na to, że taki już urok początków miesiąca, że witają nas niezbyt pochlebnie.

Czemu taki tytuł posta?
Kiedyś, jeszcze na studiach czytałam wspaniałą książkę norweskiej pisarki Majgull Axelsson pod takim tytułem. Jest to jedna z książek, która mnie mocno urzekła i zapadła w pamięć. Dlatego Wam ją polecam (jeśli szczególnie kochacie, tak jak ja prozę skandynawską)



Robię podsumowanie:


Aktualnie jestem chora, dziś wzięłam w pracy wolne i jak szalona z zielonym katarem pognałam na bazar. Ale kupiłam w końcu kurtkę (skórzany płaszczyk) choć 2 dni poprzednie spędziłam w galerii na poszukiwaniach. Wniosek mam tylko jeden: ceny w sklepach nie różnią się zbytnio od tych targowych, co mnie trochę szokuje (jeśli chodzi o kurtkę) Jutro ostatni dzień i przerwa świąteczna.



Jakoś święta mnie nie cieszą, może jedynie pocieszające jest to, że niebawem zjem sernik pod kokosową pierzynką i to w dwóch wykonaniach. Mojej mamy i teściowej. Mamy klasyczny na odchudzonym serku, teściowej wzbogacony rodzynkami na twarogu prosto od krowy.

 Książkowo stoję tak z wyzwaniami (seledynowy kolor to uzupełnienie z marca)



Przeczytam tyle ile mam wzrostu:
Stan na koniec lutego:
158,64 cm pozostało do przeczytania

Doczytałam teraz:




Obietnica Łucji - Doroty Gąsiorowskiej (2,68 cm)
W cieniu - A.S.A. Harrison (2,2 cm)
Pierwszy łyk piwa i inne drobne przyjemności - Philippe Delerm (0,53 cm) /recenzja wkrótce/
Jesteś na to zbyt młoda - Luiza Dobrzyńska (1,55 cm) - recenzja wkrótce

Razem za marzec: 6,96 cm
Pozostało do przeczytania: 151,68

Obecnie dostałam do recenzji kilka książek, a jestem w trakcie czytania:

Książka ta należy do cyklu Malownicze, a to jest 3 tom, w związku z tym obawiam się, że będzie mi ciężko się wdrożyć, a na przeczytanie poprzednich dwóch nie mam czasu.

Chciałam jeszcze powiedzieć, że od nowego miesiąca ruszam też z recenzjami kosmetyków. Nie jestem wybitną znawczynią, ale malować się uwielbiam, kosmetyki lubię, nowinki kosmetyczne też. A, że kilka blogerek mnie namówiło, to powiedziałam sobie "czemu nie spróbować". Zachęcona zostałam dzięki współpracy z marką Venus oraz przy współpracy blogowej z portalem FaceAndLook. 
Ale o tym napiszę w swoim czasie.
Na razie jestem w fazie "testowej", czuję się przy tym jak króliś doświadczalny :)

Co planuję na święta?
W tym roku nie będziemy tak szaleć jak w ubiegłym. Będzie skromniej, bo będziemy tylko sami domowi, czyli nasza piątka (plus mój narzeczony i chłopak siostry) dodatkowo dwie babcie i spodziewamy się wizyty cioci i wujka. Czyli bez przepychu, choć wyjdzie jak zawsze, tym bardziej, że w Poniedziałek Wielkanocny i ja i siostra ruszamy do teściów.

Co roku też dzielimy się z teściową naszymi potrawami, tak, że prócz swoich mam jeszcze wałówkę od niej.

Ciasta:
- Sernik
- Tasiemiec (znany Wam zapewne jako metrowiec)
- Placek z roladkami
- Torcik owocowy

(babkę, makowca i szarlotkę na pewno przywiozę od teściowej, sąsiadka ma mi przynieść mazurkowe babeczki)

Dania główne:
- Barszcz czerwony z uszkami (Uszka już zrobione w sobotę, czekają w zamrażalce)
- Flaki wołowe z mięsem z kurczaka
- Pieczone części kurczaka (udka i podudzia) z ryżem jaśminowym

Sałatki:
- Na słodko (kurczak, seler konserwowy, anasas, rodzynki)
- Makaronowa z kurczakiem
- Grecka
- Jajeczno-pieczarkowa (o ile się na nią zdecyduję)

Przystawki (tu dość sporo, choć jak już mówiłam będzie po trochu wszystkiego, bo połowę porozwożę po teściach i zapakuję cioci i wujkowi "na wynos")
- Jajka faszerowane
~ wiosenne (z ogórkiem i rzodkiewką)
~ pieczarkami
- Galareta (tym razem spróbuję zrobić ją w wydmuszkach)
- Śliwki owijane boczkiem
- Schab ze śliwką
- Boczek pieczony / Boczek wędzony od teścia (już przebywa w lodówce w najmroźniejszej komorze)
- Filet z indyka w marynacie jogurtowo-czosnkowej
- Polędwica a'la Wellington (z przepisu od Ewy Wachowicz)
- Pieczeń rzymska i pieczeń grecka

Jak teraz patrzę na tą listę to myślę, że sporo tego. Ale z racji tego, że nie mamy zbyt wiele czasu na przygotowywanie (plus babcie ze złamaną nogą na głowie /boże jak to zabrzmiało/) postawiliśmy na prostotę i raczej szybką kuchnię (stąd udka, które są u mnie w rodzinie uważane za mało "świąteczne", ale jak mus to mus)

A na śniadanie wielkanocne tradycyjnie:
- Żur (zakwas żytni w tym roku przyniosła mi sąsiadka od swojej bratowej, bo ja nie miałam czasu ukisić)
- Jajka farbowane
- Kiełbasa domowa (uwędzona w sobotę przez mojego P i tatę)
- Biała kiełbasa

Żałuję, że nie umiem piec chleba. Bo fajnie byłoby mieć "swój". Ale w niedzielę na Jarmarku Wielkanocnym kupiłam chleb z Litwy z bakaliami (mój ulubiony)  i też włożyłam go do zamrażalnika.

Fotkowo:

 Widok z okna przedszkola (w oknie motyle, a za oknem śnieg:/)



Prezenty i podarki:

















Impreza w domku myśliwskim (jedyne zdjęcie nadające się do publikacji:P)





Wiosna przyszła








Nasze Marzanny...

... i ich zgliszcza






Z wizytą w Ojcowskim Parku Narodowym

1 komentarz:

  1. Sporo masz tych wyzwań, trzymam kciuki, żeby wszystkie się udało zrealizować :)

    OdpowiedzUsuń