16 października 2014

Domowa kiełbasa z kija na morelowym drewnie wędzona

Inspiracją do zrobienia kiełbasy był program, który można obejrzeć na platformie TVN, a mianowicie show o zabawnym tytule "Damy i wieśniaczki". W jednym z odcinków właśnie "dama" musiała przygotować podczas wizyty u "wieśniaczki" swojską kiełbasę. Tak się mój P. zainspirował, że ze śliną na brodzie powiedział: "Zrobimy jutro własną kiełbasę? Proszę..." I się zgodziłam, choć nie jest to najulubieńszy mój produkt żywnościowy.

Z wędzeniem kiełbasy jest masa roboty i trzeba poświęcić sporo czasu a także wysiłku. Ale naprawdę się opłaca.
Dotychczas oboje ze swojską kiełbasą mieliśmy doczynienia podczas świniobicia zazwyczaj przed świętami.
A wyglądało to mniej więcej tak, że moi rodzice lub teściowie kupowali świnkę, przywozili masarza i dokonywał się ubój. P. zawsze w nim uczestniczył - ja wyprowadzałam się na dzień lub dwa z domu. Bo muszę tu dodać, że przez 15 lat byłam wege i los zwierzątek nigdy nie był mi obcy.

Tym razem bez krwawej rzezi świniaczka się odbyło, to znaczy nie tyle, że całkiem, ale przynajmniej nie na naszym podwórku. Bo mięso kupiliśmy z marketu.

Wędzarnia w domu moich rodziców była, trzeba było tylko ją rozłożyć i podobijać niektóre deski. Ale gdy mój tata dowiedział się, że w grę wchodzi swojska kiełbasa od razu zaangażował się do roboty.

Co do samej kiełbasy...
Muszę przyznać, że wyszła wyborna. Fajnie sucha i nie za tłusta w smaku. Cały "smalczyk" wypłynął podczas trzygodzinnego wędzenia. Choć nie obyło się bez moich próśb by nie dokładać słoniny i zrobić wersję chudą. Ale tata stwierdził, że to nie ma sensu, bo chuda kiełbasa jest niesmaczna. Nie protestowałam, bo i tak zjadłam tylko kawalątek na "smaka".

Jak na pierwszy raz wyszło idealnie - podczas kolejnych wyrobów w przepisie nie zmienię absolutnie nic. No może dodam jedynie jakiś dodatek "dziczyzny", bo szwagrowi tak posmakowało, że obiecał przywieść coś ze swoich myśliwskich polowań.

Domowa kiełbasa z kija na morelowym drewnie wędzona



Liczba porcji: 40
Czas przygotowania: 5 godzin
Koszt: 100 zł / całość

Składniki:

  • 3 kg łopatki wieprzowej
  • 3 kg karkówki
  • 1 kg słoniny
  •  150 g soli
  • 30 ząbków czosnku
  • 9 łyżeczek pieprzu
  • garść solonych jelit
Sposób przygotowania:

 Kilka godzin wcześniej moczymy w zimnej wodzie jelita.
  1. Mięso podzielić na kawałki - ładne i chude przełożyć do osobnej miski - przerośnięte i otłuszczone razem ze słoniną pokrojoną w paski do drugiej.
  2. Najpierw zmielić na drobnym sicie maszynki tłustsze mięso i słoninę oraz czosnek
  3. Teraz mielimy na grubych oczkach chude mięsko.
  4. Całą masę mięsną mieszamy z pieprzem i solą - długo wyrabiając (ok 15 minut - a to zajęcie raczej dla faceta, bo trzeba mieć siłę)
  5. Nakładamy na maszynkę nakładkę do wyrobu kiełbasy - naciągamy jelito i stopniowo faszerujemy, tworząc zawijane pęta kiełbasy. 
  6. W wędzarni rozpalamy ognień na drewnie morelowym. Kiełbasę nakładamy na kij i wędzimy przez 3 godziny. 
 Tu wyrobiona masa:

Wyprodukowane pierwsze pęto :)

Cały dobytek:


Tuż po włożeniu do wędzarki:



Po godzinie wędzenia:


Po dwóch godzinach:


I nareszcie po oczekiwanych 3 godzinach wędzenia:





Kiełbaska na gorąco była troszkę słona, ale już po zastygnięciu drugiego dnia idealna w smaku, ani nie za słona, ani zbyt mdła. Pierwsza klasa :)

A teraz mały bonus:
Jeden kawałek jelita nam pękł, więc powstała mała kiełbaska, którą nie sposób było nawinąć na kija.



Wrzuciłam ją na wrzącą wodę zagotowaną z liściem laurowym i zielem angielskim.
Potem następnego dnia (bo kiełbaskę skończyliśmy robić tuż przed północą) podprawiłam i zaserwowałam babci, która jest u nas w odwiedzinach barszcz. Była bardzo zadowolona, bo ona pochodzi z tych czasów, gdy na wsi rano zawsze jadało się barszcz z wdrobionym chlebem i okraszonymi słoniną ziemniakami.



3 komentarze:

  1. Musi wspaniale pachnieć, kilka razy jadłam kiełbasę zrobioną w domu, pyszna, po prostu pyszna! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jezu byłaś przez 15 lat wege i co? Teraz los zwierząt masz w dupie? Jak dla mnie chore. Hipokryzja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie był i nadal nie jest, a mięso jeść zaczęłam, dla własnego dobra. Bo w miarę czasu wyniki miałam coraz gorsze i lekarz postawił mi ultimatum: zaczniesz jeść mięso albo nigdy nie będziesz mogła być matką...

      Usuń