19 sierpnia 2014

Powrót

W niedzielę wieczorem wróciliśmy z wakacji po Górach Świętokrzyskich.

Tak jak zaplanowaliśmy, pojechaliśmy "na głupa" nie mając zaklepanego noclegu ale za to rozpisany plan miejsc do odwiedzenia i pozwiedzania.

Sprawa na miejscu okazała się jeszcze bardziej skomplikowana. Prócz tego, że rozpoczął się długi weekend to okazało się, że rozpoczynają się właśnie Dymarki czyli największa impreza w regionie na cześć starożytnego hutnictwa.
Noclegu u podnóża gór nie znaleźliśmy, natomiast dzięki temu, że P. poruszył niemal wszystkie kontakty, udało się nam znaleźć wolne pokoje w gospodarstwie agroturystycznym nad zalewem w odległości o 25 km od Świętego Krzyża.
Nie stanowiło to dla nas żadnego problemu, a nawet okazało się, że dzięki temu mamy bliżej do kilku miejsc, które chcieliśmy jeszcze odwiedzić.

I tak między innymi odwiedziliśmy:
Park Miniatur w Krajnie:

Jaskinię "Raj"
Muzeum Wsi Kieleckiej w Tokarni: fantastyczne miejsce, zdecydowanie najbardziej przypadło mi do gustu - idealnie wpasowało się w mój folkowy styl życia


Święty Krzyż

 Dymarki;

Przy okazji kupiłam bardzo dużo fajnych pamiątek: oscypki, chleby świętokrzyskie, chleby litewskie (m. in. na tataraku i wypiekane z bakaliami), alkohole (miód pitny, cydr), i zwykłe pamiątki turystyczne do obdzielenia rodziny:)
Z tego powodu uwielbiam takie imprezy plenerowe :)
Kielce - a tam: Muzeum zabawek, Pałac Biskupów, Kadzielnię i trzy jaskinie znajdujące się na jej terenie.



Nie omieszkałam też odwiedzić mojej uczelni, niestety pozostał tu już tylko pusty zarośnięty budynek, a szkoła przeniesiona została na kampus.
Na koniec wyprawy oczywiście zakupy w galerii ;))

Zwiedzić rejon Gór Świętokrzyskich w 3 dni?
Niemożliwe ;))




Notka z powrotu dopiero dziś, bo od poniedziałku mam urwanie głowy przed wrześniowym powrotem do pracy.
Załatwiam sprawy służbowe, urzędowe, jutro kolejny dzień spędzony w urzędzie.
W dodatku badania lekarskie, których trochę się obawiam ze względu na wagę, mam nadzieję, że nie będzie, żadnego problemu z tego powodu.
Zgromadziłam też od początku stycznia całkiem pokaźną garderobę.
Istny szał zakupów, ale przynajmniej będę mieć wiele pomysłów na stylizację.
Kupiłam też kilka spodni "na wyrost", bo przecież muszę przybrać na wadze.
A pomyśleć, że kiedyś kupowałam za małe, by mieć motywację...


Wczoraj P. kupił mi cały koszyk truskawek. Dziś na obiad zrobiłam coś, co pewnie Wy zjadłybyście na śniadanie - pęczak z truskawkami i jogurtem obsypany przyprawą do kawy ze sklepu Skworcu:




1 komentarz:

  1. Bardzo się cieszę, że wyjazd się udał i, że niczego sobie nie domawiałaś! Mam nadzieje, że po powrocie do domu się to nie zmieni kochana :*
    Chciałam tylko napisać jeszcze, że jesteś śliczna i, że ze swoim lubym tworzycie cudowną parę!

    OdpowiedzUsuń