27 lipca 2014

Dziennik z 26 lipca




4 komentarze:

  1. ''Kiedyś też taka byłam, a potem zaczęłam się odchudzać...'' To czas najwyższy to zmienić! Zacznij żyć, jesteś uzależniona od jedzenia i to ono kieruje Twoim życiem. Powiedz - ''Stop, ja chce być taka jak dawniej, chcę żyć!''
    Twoje skrajne emocje to nie powód nadchodzącej ''@'' (którą niedługo z resztą stracisz jak nie zaczniesz normalnie jeść) tylko ''odzywy'' niedożywionego organizmu.
    Ja radziłbym Ci iść do psychologa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie tłumacz się z jedzenia tych cudownych pomidorów! Zazdroszczę Ci ich strasznie. Dobrze, że mam dziadków na wsi, którzy zawsze mnie chętnie obdarowują takimi dobrodziejstwami. Inaczej byłabym skazana przez cały rok na te "marketowe". Jedz dowoli i ciesz ich smakiem bo jest niepowtarzalny! ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. dziewczyno, naprawdę mi się smutno czyta, to co piszesz, bo przechodzę/przechodziłam (teraz jest lepiej) przez to samo. jak widziałam, gdy ludzie jedli lody, to sobie myślałam "szkoda, że ja nie mogę" chociaż już wtedy miałam bmi wskazujące wychudzenie. potem straciłam kontakt z znajomymi, bo zawsze jak było jakieś wyjście, to przecież "jedzenie". jadłam monotonnie swoje bezpieczne potrawy. głównie warzywa. do tego wysiłek fizyczny. i sądziłam, że to nie anoreksja, bo przecież jem. ale sprawa zaszła za daleko i anoreksję mam już stwierdzoną. chociaż nie chodziłam w ogóle z pustym żołądkiem. im mniej na wadze, tym gorzej w głowie, ale ten stan wychudzenia mi odpowiadał. chociaż nie miałam @ i faceci już na mnie wgl nie patrzyli (brak piersi, tyłka, chęci do życia, radości) to ja sobie chudłam, hurra, hurra. i co, że nie miała już przyjaciół, utraciłam spontaniczność, radość i chęć do życia. chudłam. ale na co mi ta chudość, skoro nic poza nią i jedzeniem mnie nie obchodzi... uciekaj, póki się da.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za pokrzepiające słowa.
      Walczę i jestem na dobrej drodze :)

      Na pocieszenie dodam, że uciekam szykować się do McDonalda :)

      Usuń